Argentyna vs. Brazylia: ordem = progresso

Przez Brazylię przetacza się kryzys. Finansowy i społeczny. W ostatnia niedzielę niższa izba parlamentu przegłosowała (367 do 137) uchwałę o rozpoczęciu procedury odsunięcia od władzy (impeachment) prezydent panią Dilma’y Rousseff. To kolejny krok w ciągnącym się procesie głębokiego podziału społeczeństwa Canarinhos, które mają swój wyraz w bardzo licznych demonstracjach na ulicach miast Brazylii. W międzyczasie „ulubiony” sąsiad, Argentyna, wraca na rynek obligacji sprzedając swoje papiery dłużne po 15 latach izolacji jako następstwa bankructwa w roku 2001. Czy Argentyna zdała sobie sprawę, że populizm jest największym wrogiem budowania dobrobytu, który przynosi tylko krótkoterminowe pozorne korzyści i nie stawia mocnych podwalin do stabilnego rozwoju gospodarczego?

W ostatnich latach ekonomia Brazylii rozczarowywała. Średni wzrost PKB w latach 2011-2014 (poprzednia kadencja Rousseff) wynosił średniorocznie tylko 2,2%, daleko w tylko za pozostałymi krajami BRICS. W poprzednim roku kraj zanotował recesję na poziomie -3,8% i oczekuje się, że sytuacja powtórzy się również w 2016. Konsumpcja gospodarstw domowych zanotowała pierwszy spadek rok-do-roku odkąd przywódczyni Partii Pracujących objęła rządy, czyli od 2003 roku. W tym samym czasie wydatki rządowe wystrzeliły w górę. W ostatnim roku wyborczym (2014) deficyt powiększył się do 6,1% PKB. Od tego czasu jeszcze się powiększył i zanotował 10,4% w roku minionym. Sam dług zwiększył się z 57,2% PKB do 66,2%.

A zarzuty do pani Rousseff dotyczą właśnie budżetu i jego manipulacji. Prezydent oskarża się o manipulacje tak aby liczby wyglądały lepiej niż w rzeczywistości co miało zapewnić jej reelekcje w 2014 roku. Niektórzy członkowie parlamentu oskarżają ją o uwikłanie w skandal korupcyjny wokół największej firmy w kraju, koncernu naftowego Petrobras. Jak trafnie zauważa w swoim eseju London Review of Books:

„Opinia publiczna ze spokojem przyjęła do wiadomości farsę przygotowaną przez napakowany złodziejami Kongres, z ich przywódcą Cunha na czele, uroczyście odsuwający od władzy prezydent za nieprawidłowości budżetowe.”

Faktem jest, że więcej niż połowa deputowanych opłacana jest przez firmy budowlane finansujące ich kampanie wyborcze. Degradacja klasy politycznie stała się tak oczywista, że brazylijski Sąd Konstytucyjny orzekł niezgodność z ustawą zasadniczą finansowania kampanii wyborczych przez przedsiębiorstwa. Praktyka ta została kompletnie zakazana. Jeżeli decyzja ta nie zostanie teraz odrzucona przez parlament, będzie to krok milowy i jedyna jak na razie światełko w tunelu w walce z ogromną korupcją w tym kraju.

Biorąc to wszystko pod uwagę nie dziwi złość wylewająca się teraz na ulice brazylijskich miast. Ludzie mają już dość. Narastający chaos jest destrukcyjny dla jednej z największych gospodarek na świecie. Jak na dłoni widać znów jak populizm przeszkadza jakimkolwiek reformom. Jest ich wrogiem. Wielką niewiadomą jest co teraz zrobi Brazylia widząc jak bardzo zdemoralizowana i skorumpowana jest klasa polityczna tego kraju.

Argentyna zdaje się być dzisiaj na przeciwnym biegunie. Właśnie wróciła na rynek długu, sprzedając obligacje po raz pierwszy od bankructwa w roku 2001. Na minionej aukcji udało jej się sprzedać papiery za kwotę 15 mld $ przy popycie na poziomie 65 mld $. Część pieniędzy pójdzie na spłatę „sępów” (jak nazwała ich poprzedni prezydent kraju pani Cristina Fernandez de Kirchner), czyli będących od lat w sporze z argentyńskim rządem poprzednich pożyczkodawców. Ich spłata była jedną z obietnic wyborczych nowego prezydenta kraju, Mauricio Macri, który wygrał wybory w grudniu zeszłego roku.

Moody’s jako pierwsza z największych agencja ratingowa, podniósł ocenę Argentyny z Caa1 do B3. To nadal tzw. ocena spekulacyjna z wysokim ryzykiem kredytowym. Rating kraju od pozostałych dwóch agnecji (Fitch oraz Standard & Poor’s) pozostaje na poziomie bankruta (default). Prognoza ratingu nadanego przez Moody’s jest stabilna i agencja przewiduje kontynuację reform, stabilizację poziomu rezerw walutowych przy nadal potężnych wyzwaniach makroekonomicznych kraju, zwłaszcza redukcji deficytu budżetowego (-2,5% w 2014) oraz wysokiej inflacji (33% rok-do-roku w marcu 2016). Ostatnia prognoza MFW mówi, iż Argentyna zanotuje spadek PKB w tym roku o 1% oraz wzrost o 2,8% w roku następnym. Wprowadzone przez konserwatywnego nowego prezydenta liberalne reformy gospodarcze mają oczywiście pozytywny wpływ na właśnie przyznany przez Moody’s rating.

Fala gniewu na klasę polityczna przetacza się przez cały świat. W USA ludzie sympatie skierowali na Donalda Trumpa. Ale czy to jest dobry wybór? Czy nie należy raczej zmusić rządzących do zmiany podejścia do polityki, bardziej etycznych zachowań, a nie zwracać się w stronę „nowych” i kontrowersyjnych polityków? Czy nie wpędzimy się w ten sposób w ślepą uliczkę? Bo co będzie jak oni zawiodą? Rewolucje nigdy nie kończyły się dobrze. A na ewolucje społeczeństwa już nie mają cierpliwości. Chyba Argentyna zrozumiała, że populizm przynosi tylko krótkookresowe efekty i nie może być podstawą do długoterminowego wzrostu i bogacenia się. Raczej prowadzi do załamania gospodarczego. Tak było z Grecją. Zobaczymy czy Argentyna wybrała dobrą drogę, a czy Brazylia wkracza właśnie w etap kłopotów, który wybuchnie gdy tylko zakończą się igrzyska. Oczywiście zadłużać się to nie powód do chwały, ale wejść znów na rynek długu, czyli zyskać wiarygodność kredytową w oczach inwestorów (pożyczkodawców) – to już inna kwestia.

Wiele krajów potrzebuje teraz kompetentnych liderów i dobrego przywództwa, ale nie populizmu.

Parafrazują motto z brazylijskiej flagi, Ordem = progresso (porządek = postęp).

Robert Dyrcz