Co o #rating sądzą autorzy Dyskusja.biz?

W piątek agencja Standard & Poor’s obniżyła rating Polski z A- do BBB+ z perspektywą negatywną. Dyskusja w sieci orbitowała wokół politycznych przyczyn obniżki. Pojawiły się opinie, że decyzja S&P nie była słuszna z ekonomicznego punktu widzenia.

Za wyciszenie zapłaci budżet

Część komentatorów bagatelizowała ważność ocen agencji ratingowych – w końcu są to prywatne firmy, które też mogą się mylić. Decyzję S&P za błędną uznało także ministerstwo finansów. Niemniej, autorzy w Dyskusji nie mają wątpliwości, że będzie ona miała wpływ na wyniki polskiej gospodarki.

– Agencje ratingowe mają kapitalny wpływ na rynki finansowe w kilku płaszczyznach. Emitowane ratingi są wykorzystywane przez inwestorów instytucjonalnych jak i indywidualnych, emitentów, banki, domy maklerskie, rządy i samorządy. Są wsparciem efek­tyw­noś­ci procesów decyzyjnych – pisał na swoim blogu Robert Drycz.

Gdzie polityka miesza się z ekonomią?

– Ja, broń Boże, nie twierdzę, że decyzja S&P jest dobra dla Polski, ale jeśli ktoś w jej uzasadnieniu znalazł cokolwiek zaskakującego, to znaczy, że przez ostatnie miesiące kompletnie nie zwracał uwagi na to, co się dzieje w gospodarce i polityce. Owszem, obniżka jest nieco bardziej agresywna od tego, czego większość obserwatorów się spodziewała, ale ci, którzy w decyzjach inwestycyjnych kierują się ratingami zachowują się podobnie do „inwestorów”, którzy wyprzedają akcje, gdy wieści o spadkach wędrują na pierwsze strony „Poradnika Domowego” tudzież „Przeglądu Sportowego” – przekonywał bloger Myszon Niemożliwy.

Zarówno Myszon Niemożliwy, jak i Rober Drycz jednoznacznie stwierdzili, że agencje ratingowę są niezwykle potrzebne i nie można się bez nich obejść. Drycz zwrócił jednak uwagę, że rynek agencji ratingowych jest mocno zmonopolizowany, co nie zmienia jego opinii na temat roli tych instytucji w kształtowaniu procesu decyzyjnego. Swój pogląd wyraził także Miłosz Fryckowski, który zwrócił uwagę, że S&P od czasu kryzysu finansowego mocno pracuje nad poprawą swojego wizerunku. Ponadto obowiązują je nowe, bardziej restrykcyjne regulacje, dlatego oskarżenia o celowym manipulowaniu polskim ratingiem w celach spekulacyjnych mogą nie mieć pokrycia.

Bartek Godusławski napisał, że Standards&Poor ma rację „…ale podjął bardzo złą decyzję. Karcąc polityków za osłabianie niezależności instytucji państwa, podkopuje wiarę w pełni zdrowe fundamenty gospodarki”.

Sebastian Buczek w swoim wpisie zaapelował do polityków o rozwagę zwracając uwagę, że sytuacja makroekonomiczna na świecie nie sprzyja wszystkim pomysłom polskiego rządu.

– Oczywiście, to nie tylko naszym politykom zawdzięczamy krach na złotym. Początek roku na rynkach finansowych jest bardzo słaby. Załamały się notowania ropy naftowej. W dół poleciały giełdowe indeksy. S&P500 czy DAX są po 2 tygodniach nowego roku już 8-10% pod kreską. Wielu analityków zaczęło wieścić nadejście globalnej bessy. To są warunki, w których każdy kontrowersyjny pomysł będzie wywoływał wyprzedaż aktywów uznawanych za ryzykowne. A ponieważ naszym politykom pomysłów nie brakuje i to głównie tych kontrowersyjnych, w związku z tym Polacy zaczną płacić za głupotę swoich włodarzykomentował Buczek.

Na Rynkach Blondynki opinie były podobne.

– Niestety, polskie piekiełko działa po polsku i ani Winnekens (ani tym bardziej tworzący z nim raport Chińczyk, który akurat na standardy polityczne nad Wisłą nie powinien narzekać) nas nie zrozumieją. Nie zrozumieją nasz też rynki i wydadzą surowy wyrok na złotym, obligacjach i giełdzie (choć tu jest drobna pociecha – gorzej już praktycznie być nie może). Więc zamiast prowadzić wewnątrzkrajową nagonkę, lepiej spojrzeć w lustro, spojrzeć na zadłużenie i potrzeby pożyczkowe budżetu i wyciągnąć wnioski. A nie zabijać posłańca przynoszącego złe wieści – czytamy na blogu Rynki Blondynki.

Głos w dyskusji zabrał także Ryszard Wojtkowski, który wypowiadał się w podobnym tonie.

– Po obniżeniu ratingu przez S&P mamy jako kraj dwa możliwe scenariusze – możemy uznać, że poszliśmy za daleko. Przestać gadać głupoty, potwierdzić niezależność strategicznych instytucji Państwa, starać się odbudować zaufanie. Można się też obrazić na świat, że taki niesprawiedliwy – i nie odchodząc od naszego szaleństwa nawet o krok, powoli odpływać od brzegu do którego 26 lat temu cudem dotarliśmy – pisał Pan Ryszard Wojtkowski.

A jak obniżkę ratingu odczuje przeciętny Kowalski? Na tym wątku skupiła się Magdalena Wierzchowska.

– Rząd nawarzył sobie piwa. Obiecał Kowalskiemu mercedesa, mimo, że stać go tylko na małego fiata. Konieczność sfinansowania obietnic wyborczych i groźba zwiększenia deficytu publicznego sprawiła, że byliśmy pod obserwacją agencji ratingowych. Piątkowa obniżka ratingu sprawia, że narastają koszty obsługi długu publicznego. Więc Kowalski zanim wsiądzie do obiecanego mercedesa zacznie spłacać kredyt za niego jakby to był kredyt hipoteczny we frankach – komentowała Wierzchowska.

Do interesującej dyskusji o #rating doszło także pod wpisem Pana Piotra Kuczyńskiego, który na bieżąco odpowiadał na pytania czytelników.

W Dyskusji o #ratingu pisali:

Ryszard WojtkowskiZaproszenie do debaty
Rynki BlondynkiZabij posłańca przynoszącego złe wieści
Robert DryczAgencje ratingowe jak demokracja: wszyscy narzekają ale nic lepszego nie wymyślono
Myszon NiemożliwySzok, horror! Rating nam ucięli
Sebastian BuczekAlbo polscy politycy się opamiętają, albo będziemy mieli kryzys
Magdalena WierzchowskaObniżka ratingu Polski, czyli PR się liczy
Bartek GodusławskiStandard&Poor’s ma rację…
Miłosz FryckowskiRating, „Big Short” i sprawa polska

Twoja opinia jest dla nas ważna. Weź udział w dyskusji!

  1. Jakie jest Państwa zdanie na temat obniżonego ratingu?
  2. Czy przeciętny Kowalski mocno odczuje skutki obniżki?
  3. Co rząd powinien zrobić? Wycofać się ze swoich pomysłów czy może je kontynuować? Jeśli tak, to co należy zmienić, by nie wpływały one negatywnie na oceny agencji ratingowych dotyczące Polski?

 

 

Dyskusja.biz
Dyskusja.biz