Rating – słuchać, czy nie słuchać?

Erich Fromm rozważał czy ‘Mieć czy być?’, Hamlet ‘Być albo nie być’, a Krystyna Pawłowicz… cóż, nie rozważa zbyt wiele i do zaskakujących wniosków dochodzi. W Polsce zastanawiamy się zaś, czy przejmować się obniżeniem naszego ratingu przez S&P, czy uznać to za spisek, zagranie polityczne i generalnie głów faktem tym sobie nie zaprzątać.

Fot. REUTERS/Sergio Perez

Fot. REUTERS/Sergio Perez

Aby zrozumieć konsekwencje decyzji S&P lepiej, chętnie słucham specjalistów, tj. analityków (nie polityków, choć też na ‘ków’ się kończy) i niestety – do efektów należy osłabienie złotówki względem m.in. amerykańskiego dolara. Dzięki S&P, moje szanse konkurowania z Buffetem jeszcze się pogorszyły. Oceniam je aktualnie na B-.

Jak zwykle trafnie i obrazowo sytuację podsumował tweet Leszka Balcerowicza, przyrównujący atak na agencje ratingowe do ataku na prognozę pogody. W całej dyskusji natomiast, zaskakuje mnie omijanie sedna: w wyniku działań nowego rządu obniżyła się atrakcyjność Polski z punktu widzenia inwestora.

Rozmowy na temat obiektywności, celowości czy polityki – to kwestie wtóre. Sprawą pierwszorzędną pozostają negatywne konsekwencje degradacji z A- na BBB+ i priorytetem powinno być powzięcie kroków zmierzających do odwrócenia stanu rzeczy, a tym bardziej tendencji. Nie płaczmy nad rozlanym mlekiem, nie obrażajmy się na złe S&P, ale spójrzmy prawdzie w oczy i zastanówmy się jak to posprzątać.

W świecie rządzonym przez 140 znaków tweeta, przez nagłówki gazet i dolną belkę stacji telewizyjnych CNN, Bloomberg czy Reuters, nie ma czasu na dochodzenie prawdy. To można robić w tle, ale na pierwszym planie powinny się znaleźć działania odbudowujące zaufanie. Nocami śnię o posypywaniu głów popiołem i odwracaniu kilku ‘kontrowersyjnych’ decyzji, m.in. dotyczących Trybunału Konstytucyjnego.

W naszym świecie o sukcesie restauracji często prędzej zadecyduje fotka na Instagramie Joanny Krupy, niż najlepszy szef kuchni na zapleczu. W czasach mediów żyjących krwawą wojną gangów narkotykowych w Meksyku, rząd tego kraju musi wydawać dziesiątki milionów dolarów na kampanie promocyjne, aby podtrzymać turystykę przy życiu. Wreszcie, jeżeli S&P obniża nasz rating, znaczy to, że, choćby tylko w postrzeganiu nas, oddalamy się od USA, Niemiec czy Wielkiej Brytanii, a zbliżamy do Bułgarii, Rumunii czy popularnych ostatnio Węgier.

Krzysztof Wołoszyn
Krzysztof Wołoszyn