Czy frank mógłby kosztować 3 zł?

A czemu nie pospekulować, puścić wodze fantazji, rzucić polskie jądro frankowej niezgody na tło polityczno-ekonomiczne i zastanowić się, co by było gdyby. Ot taka higieniczna rozrywka umysłowa. Zwłaszcza, że na czasie i zaplata się w szeregu wątków na bieżąco angażujących rynki finansowe.

Frankowcy chcą pozwać Millennium

Najpierw proste wyliczenie dla zobrazowania prawdopodobieństwa. 3 zł dla kursu CHFPLN to przykładowe, krzyżowe notowanie EURPLN na poziomie 4 zł oraz EURCHF na poziomie 1,33zł, ale również odpowiednio 3,60 i 1,20 itd. Przykłady można mnożyć. Czy te dwie wiodące pary walutowe, determinujące kurs franka do złotówki mogą osiągnąć takie poziomy? Tania filozofia podpowiada, że nie ma rzeczy niemożliwych, ale tak na poważnie… Ostatnie notowania EURCHF na 1,33 obserwowaliśmy w 2010 roku i była to już kontynuacja trendu spadkowego po rekordowym 1,68 z roku 2007.

Przypomnijmy, że EURUSD był wówczas na 1,61, zmienność na rynkach uśpiona, królowała hossa bezwzględna, giełdowe indeksy osiągnęły szczyty, a jen, jako waluta finansująca zakup ryzykowanych aktywów notowała poziomy 123-125 za USD (podobnie jak w połowie zeszłego roku, ale… przy EURUSD na poziomie 1,10!!!). W szczycie hossy EURPLN spadł na poziomy 3,20, USDPLN łamał 2,00 podobnie jak CHFPLN. Co się stało potem wiemy. Załamanie rynków, odpływ kapitałów z rynków EM, czyszczenie polskich przedsiębiorstw złapanych w pułapkę pseudo-zabezpieczenia opcyjnego, bankructwo Lehman Brothers, deflacja, plan ratowania systemu bankowego, QE w kolejnych odsłonach, wojny walutowe, kompletna rozsypka cen surowców.

Nie można pominąć czynników politycznych. Wojna z terroryzmem, wiosna arabska, Ukraina, Krym, sankcje gospodarcze, Syria, uchodźcy. Zmienność zagościła na dobre na rynkach.  Nie trzeba przypominać także decyzji SNB uwalniającego utrzymywany sztucznie kurs EURCHF na poziomie 1,20, który nie wytrzymał naporu środków pieniężnych napływających zewsząd, głównie w celu znalezienia bezpiecznej przystani. Tyle nieco chaotycznego tła historycznego.

Jakie zatem warunki powinny być spełnione, aby kurs CHFPLN wylądował na poziomie 3 zł?

  1. Popyt na aktywa Emerging Markets, osłabienie USD – EURUSD min 1,22

Przecenione aktywa krajów rozwijających się znajdują wzmożony popyt kapitału, który skumulowany w funduszach hedgingowych poszukuje ponadprzeciętnych zarobków.  Mocny jen służący, jako waluta finansująca globalne inwestycje, awersja do ryzyka z początku roku, przecena surowców, która znacząco dotknęła rynki EM, silny USD – to stwarza atmosferę, która może być bazą do znacznego odreagowania cen na tych rynkach. Początek już za nami. Kontynuacja niewykluczona. PLN powinien na tym zyskać, jako element procesu alokacji globalnej przy tego typu inwestycjach, aczkolwiek w relacji do innych rynków atrakcyjność naszego jest nieco ograniczona. Dotychczasowe zachowanie rynków EM skorelowane było z kursem EURUSD pozytywnie. Osłabienie USD dobrze działa na rynki EM, pośrednio poprzez poluzowanie zadłużenia tych krajów denominowane w USD jak również poprzez wzrost cen surowców, bezpośrednio zaś poprzez fakt napływu kapitału z rynku amerykańskiego w ryzykowne aktywa, jakimi bez wątpienia aktywa EM są. Reprezentatywny dla tego zjawiska jest kurs EURUSD, jako jednej z najpłynniejszych w skali globalnej par walutowych. Jeżeli ta korelacja miałby być zachowana to wymagane umocnienie PLN względem EUR musiałoby odbyć się przy jeszcze większym umocnienie PLN względem USD. I… nie jest to poza zasięgiem wyobrażeń. USDPLN jest czystą pochodną innych zachowań rynkowych. Rynki domagały się parytetu na EURUSD jeszcze kilka miesięcy temu. Na razie zakres 1,17-1,05 jest w mocy z przestrzeleniem do 1,22, może 1,25. Przy 1,22 USDPLN wylądowałby przy poziomie 3zł, by EURPLN na 3,60 dał CHFPLN na 3zł. Jednak jest potrzebne spełnienie dodatkowego warunku z pkt. 2 mówiącego o samej atrakcyjności rynku polskiego dla inwestorów zagranicznych, by z kolei 3,60 na EURPLN nie było czystą fantazją.

  1. Polska gwiazdą inwestycyjną na tle innych gospodarek EM. EURPLN łamie 4,00 – cel 3,60.

Brzmi nieźle i dość nośnie, zwłaszcza, że przez ostatnie lata, byliśmy relatywnie traktowani marginalnie zarówno za sprawą demontażu OFE jak i zawirowań politycznych. Brak alokacji na nasze rynki przez kapitał zagraniczny, powodował, że przeceny choć bardziej bolesne w innych rejonach świata generowały jednak właśnie z tego powodu okazje dla środowiska inwestycyjnego właśnie tam, a nie u nas. EURPLN na przestrzeni ostatnich 6 lat wahało się pomiędzy 3,85-4,55 (zakres zmienności 18%). Historycznie, zatem ujmując i zakładając kontynuację apetytu na ryzyko w najbliższych kilkunastu miesiącach do 2 lat, poziom 4 zł nie jest nieosiągalny.  Jednak musimy uwzględniać tutaj ryzyko polityczne czy choćby zachowanie agencji ratingowych. Cięcie w ratingu Standard & Poor’s zaowocowało powtórzeniem poziomu 4,50zł na EURPLN. Pomruki Moody’s zostały już praktycznie pominięte bezobjawowo. Musiałyby się, zatem pojawić dodatkowe elementy, aby owe 4,50 przewalczyć w górę z hukiem. Niespięcie budżetu, eskalacja konfliktu z UE etc. Przełamanie bariery 4,00zł w dół natomiast na chwilę obecną musiałoby się wiązać z całkowitą, globalną odwilżą awersji do ryzyka w powiązaniu z napływającymi dobrymi danymi makro z naszego kraju. Konsumpcja utrzymuje PKB na relatywnie wysokim poziomie, są nadzieje na finansowanie zew. inwestycji, nie ma zagrożenie cofnięciem środków unijnych, budżet pod kontrolą itd. Zagrożenia jak i szanse są dość dobrze znane. Przydałby się do tego dobry PR i zewnętrzna przychylność środowisk finansujących. Czy to realne…?

Mamy poważną przeszkodę, biorąc pod uwagę stopień uzależnienia od finansowania zewnętrznego w zestawieniu ze stopniem parcia na tzw.: uniezależnienie się polityczne. To czynniki wzajemnie jak na razie się odpychające. Polska, użyję skrótu myślowego, „wstając z kolan” na razie podrażniła kapitał zagraniczny i potrzeba czasu i wytężonej pracy, aby sytuacja okrzepła. Co prawda widać napływ środków na długi koniec krzywej rentowności w ramach poszukiwania stóp zwrotu, tendencja ta może jednak się odwrócić w każdej chwili.

 

  1. EURCHF ponownie wraca do poziomu „równowagi” sprzed decyzji SNB o uwolnieniu własnej waluty – 1,20. Utrata przez Szwajcarię statusu bezpiecznej przystani – łamiemy 1,20 w górę.

Ten warunek może być spełniony na kilka sposobów.

Najłatwiejszy, bo administracyjny to powrót do interwencji SNB . Zalatuje to tzw.: „moral hazard”, bo jak wytłumaczyć fakt poprzedniej decyzji znoszącej barierę 1,20. Oczywiście będzie dużo o zmieniającej się rzeczywistości ekonomicznej, wprowadzonym NIRP (negative interest rate policy), który nie działa, deflacji, wsparciu eksportu etc., czyli analiz post factum.

Pozostaje jednak jeszcze szereg zdarzeń na pograniczu gospodarki i polityki (głównie), które mogą odwrócić obecny bieg rzecz:

napływ kapitału traktujący Szwajcarię, jako bezpieczną przystań zostanie zastopowany, zmniejszając presję na wzmacnianie waluty krajowej. Chińskie środki finansowe zarobione w procesie nienotowanej w historii transformacji gospodarki, która pozwoliła na gromadzenie prywatnych fortun, ale też ciągle pozostaje ręcznie sterowaną, pieniądze z Rosji targanej wewnętrznymi porządkami Putina, z krajów arabskich ogarniętych czymś, co media zwykły nazywać wiosną, a na chwilę obecną wygląda na kompletny chaos – wszystkie te źródła stopniowo zostają wygaszone lub wręcz na skutek odwilży rozpoczynają proces repatriacyjny (pieniądze wracają do macierzy). Hm… brzmi dość fantastycznie.

– kolejna sprawa to zagięty parol na raje podatkowe. Mieliśmy przykład Cypru i konfiskatę środków z kont bankowych, wyciek danych ok. 100tys klientów banku HSBC, teraz Panama Papers i wyciek dokumentacji z kancelarii Mossack Fonseca (bardzo ciekawy artykuł nt. rosyjskich źródeł owego wycieku tutaj: http://www.brookings.edu/blogs/order-from-chaos/posts/2016/04/07-panama-papers-putin-gaddy#.Vwhm3P3FONA.twitter). Sprawa nabrzmiewa i pozostaje odpowiedź na pytanie czy jest to ofiara rzucona na pożarcie nastawionym rewolucyjnie tłumom, którym czkawką się odbija mit amerykańskiego pucybuta zostającego milionerem skutecznie przesłaniany obecnie obrazem 1% najbogatszych dzierżących ponad połowę globalnego bogactwa. Etos ciężkiej pracy ustępuje miejsca etosowi rewolucyjnemu. A ponoć historia miała dobiec końca! Czy jednak ostanie się bastion bankowości szwajcarskiej, szarej strefy obiegu finansowego, a jeżeli już to w jakiej formule. Dla naszych rozważań musielibyśmy założyć, że następuje odpływ strumienia kapitału z banków szwajcarskich na skutek utracenia przez nie statusu nietykalnej strefy finansowego cienia.  Nie da się ukryć, iż np.: sama Europa straciła fiskalnie ok. 78mld USD w 2014 na rajach podatkowych, a USA 35 mld USA, więc problem ten w jakiś sposób nie będzie mógł zostać pominięty (polecam: http://www.businessinsider.com/what-people-get-wrong-about-tax-havens-2016-4).

Podsumowanie:

Jeżeli politycznie, chociaż przez kilkanaście miesięcy dane nam będzie doświadczyć w polityce działania rosyjskiej zasady „tisze jedjesz dalsze budjesz”, na globalnych rynkach zagości hossa i popyt na ryzyko, EM wrócą do łask inwestorów, USD osłabi się, SNB wróci do interwencji na rynku walutowym, międzynarodowe gremia finansowe zaczną na poważnie grzmieć o ukróceniu szarej strefy podatkowej (raje podatkowe) – przynajmniej werbalnie, a nadto pojawi się szansa lub chociaż chwilowa odwilż na Bliskim Wschodzie z szansą na dłuższy pokój (jakkolwiek by to nie brzmiało) to niewykluczone, że 3zł jest do osiągnięcia. 4zł za EURPLN jest w zasięgu szerokiego zakresu wahań, 1,20 ERUCHF to powrót do interwencji SNB, EURUSD jest na krawędzi wybicia z ponad rocznego zakresu wahań 1,17 -1,05, a to wystarczyłoby abyśmy znaleźli się już na poziomach 3,5-3,30 za CHFPLN. Jednak zwróćmy uwagę, że nawarstwienie się czynników wręcz przeciwnych nie jest wcale niemożliwe. A wtedy, no cóż …. może by tak proste podatki, brak interwencjonizmu, druku pieniądza, które służą rozchwianiu rynków finansowych a nie inwestycjom i stabilizacji. Ale to takie tam mrzonki…

Wojciech Łaciak
Wojciech Łaciak