FIZ-y karmią głodną GPW

Pierwsza, największa fala konferencji podsumowujących wyniki roczne opadła i obserwuję, że z roku na rok frekwencja na tych spotkaniach rośnie. Coraz częściej pojawiają się na nich inwestorzy zarządzający swoimi FIZami czy pracujący dla bogatych klientów tworzących quasi family office. Czy moda na tego typu fundusze na dłuższą metę dostarczy nowych inwestorów spragnionej kapitału giełdzie?

„Polskie akcje zbyt mocno straciły przez Krym” | Dyskusja.biz

Obecnie 50 czy 60 osób na konferencji dla inwestorów instytucjonalnych nikogo nie dziwi. Coraz większą liczbowo grupę inwestorów stanowią bowiem osoby posiadające Fundusze Inwestycji Zamkniętych, które zaangażowane są w aktywa publiczne. Są to zarządzający, którzy najczęściej wcześniej pracowali w TFI ale postanowili odejść na swoje. Znają się na zarządzaniu aktywami i na tym chcą się koncentrować. Nie chcą tworzyć od podstaw swojego TFI, przechodzić całej procedury przed Komisją Nadzoru Finansowego, a następnie zajmować się masą kwestii niezwiązanych z aktywami jak np. z prowadzeniem całego back office TFI.

Inwestorów FIZowych jest coraz więcej i co ciekawe, gdy rozmawia się z przedstawicielami zarządzających z dużych TFI bardzo wielu z nich zamierza w niedalekiej przyszłości otworzyć tego typu przedsięwzięcia. Sprzyjają temu dwa czynniki. Na rynku jest bardzo dużo kapitału. Jest wiele osób, które sprzedały prowadzone przez siebie firmy, lub nadal je prowadzą ale corocznie inkasują spore pieniądze chociażby z dywidend. Niskie stopy procentowe, a do tego spadek zaufania do stabilności systemu bankowego zachęca ich do szukania alternatyw.  Po drugie część TFI niejako wyspecjalizowała się w oferowaniu FIZów dla byłych zarządzających czy analityków, oferując im przyjazne warunki.

Co motywuje zarządzających do zakładania swoich FIZów? Przede wszystkim niezależność, ponieważ u siebie sami odpowiadają za strategie inwestycyjną. Nie mają nad sobą całego komitetu inwestycyjnego, mogą reagować szybko na rynkowe okazje. Nie bez znaczenia dla wielu jest fakt, że mogą zarządzać zdecydowanie mniejszymi aktywami co sprawia, że przy obecnie niskiej płynności rynku mogą łatwiej wchodzić i wychodzić z inwestycji.

Nowa grupa inwestorów, którzy są na pograniczu indywidualno-instytucjonalnym, zdobywa coraz większą popularność. Jak sami przyznają przedstawiciele tych instytucji podczas rozmów, zdobycie kapitału do otwarcia swojego FIZu nie jest wcale takie trudne. Potencjalni inwestorzy szukają możliwości dywersyfikacji. Dobrym pomysłem jest też znalezienie partnera z biznesu, który z jednej strony sam zainwestuje w początkowej fazie, a z drugiej strony zachęci swoich znajomych. Jest kilka takich duetów na rynku. Patrząc po liczbie FIZów aktywów publicznych publikowanej na stronach KNFu z grubsza licząc tego typu produktów jest kilkadziesiąt. Myślę, ze w najbliższych kwartałach będzie ich jeszcze więcej, co jest odpowiedzią na zmieniający się obraz rodzimego rynku kapitałowego.

Kamil Gemra