Francuski numerek na giełdzie

Śledzicie rozwój akcji wokół Bumechu? Opowiem Wam o innym giełdowym przekręcie. We Francji oszuści wyprowadzili niedawno w pole najpoważniejsze redakcje ekonomiczne.

Paryż Fot. Depositphotos

O przekręcie roku w Bumechu przeczytacie TU. #AweFrancji, jak napisałby na Twitterze Eryk Mistewicz, inwestorzy liżą rany po przekręcie roku paryskiego parkietu. O ile w Warszawie sprawa dotyczy spółki o 70 mln zł kapitalizacji, o tyle w Paryżu na celowniku znalazła się firma Vinci, światowy gigant budowlany, należący do indeksu CAC40, z kapitalizacją na poziomie ponad 30 mld EUR. Polski akcent: Vinci jest akcjonariuszem Warbudu.

Zaczęło się 22 listopada 2016 r., o godz. 16.05. Wtedy do skrzynek francuskich dziennikarzy wpadł komunikat prasowy Vinci. Ładunek miał bombowy, bo mówił o rewizji sprawozdań finansowych, podejrzanych przelewach na 3 mld EUR i o dymisji dyrektora finansowego. Był tam cytat prezesa mówiącego o szoku, w jakim jest dyrekcja firmy. Na dodatek Vinci, który szczycił się wcześniej świetnymi wynikami, informował, że po rewizji sprawozdań wynik 2015 r. i pierwszej połowy 2016 r. jest jednak na minusie.

Po dwóch minutach informację puściły w świat agencje Bloomberg i Dow Jones. W 10 minut akcje Vinci potaniały o 19 proc., czyli o 7 mld EUR.

Wtedy do akcji weszło samo Vinci z… dementi. Oświadczyło, że komunikat prasowy był fałszywy. W kolejnych minutach Bloomberg słał już korekty depesz. Kurs się podniósł. Ktoś stracił, ktoś zarobił.

Trudno w to uwierzyć, ale oszuści nie włamali się do systemów czy skrzynek pocztowych Vinci. Wysłali po prostu świetnie spreparowany komunikat, łudząco podobny do regularnych anonsów giełdowej firmy. W mejlu był m.in. link do fałszywej strony internetowej Vinci, przygotowanej na tę okazję. Był też fałszywy numer telefonu do osoby, która odbierała, udawała rzecznika prasowego i potwierdzała informacje.

Francuski przekręt nie wymagał wielkich narzędzi. Oszuści zarejestrowali nową domenę vinci.group (kto by się zorientował, że to nie Vinci), zaprojektowali stronę (nie była idealnie podobna do oryginału) i stworzyli adres mejlowy (od mejla rzecznika różnił się tylko dodatkiem „group”), a do tego jeden z oszustów odbierał telefony. Z relacji francuskich dziennikarzy wynika też, że redakcje dobrze znające Vinci, np. dziennik ekonomiczny „Les Echos”, komunikatu nie dostały.

 

Śledztwo w tej sprawie trwa, a francuska Komisja ds. Rynków Finansowych pracuje nad wzmocnieniem dobrych praktyk obowiązujących emitentów, instytucje i dziennikarzy. Ci ostatni zaś stwierdzają filozoficznie, że fałszywki zawsze istniały, ale tempo obiegu informacji wzrosło.

Czekam niecierpliwie na rozwój wypadków w Bumechu. A my, dziennikarze, uważajmy.  [Źródło: AFP, Les Echos]

 

 

Magdalena Graniszewska
Magdalena Graniszewska