Giełda dla młodych jest passe?

Niedawno miałem okazję uczestniczyć w rozmowach rekrutacyjnych do prestiżowego programu stypendialnego – Akademia Liderów Rynku Kapitałowego – organizowanego przez fundację im. L. Pagi. Założeniem programu jest rekrutowanie najlepszych studentów zainteresowanych rynkiem kapitałowym w Polsce. Kandydaci na pytanie, gdzie chcieliby pracować, rzadko kiedy odpowiadają, że w biurze maklerskim, TFI czy na GPW. Rządzi consulting i private equity.

FOT. Fotolia

FOT. Fotolia

Sam jestem absolwentem tego świetnego programu i od 4 lat zasiadam w komisji rekrutującej nowych stypendystów. Daje się zauważyć, że z roku na rok maleje zainteresowanie osób, które chciałby związać swoją karierę z rynkiem kapitałowym, ale rozumianym sensu stricte. Tak naprawdę na palcach jednej ręki można wymienić osoby, które deklarują, że chciałyby pracować w domu maklerskim, na giełdzie lub zarządzać aktywami w TFI i to ze szczególnym uwzględnieniem rynku polskiego. Zaznaczę, że mówimy tutaj o 100 studentach, wybranych spośród kilkuset zgłoszeń, wśród najlepszych uczelni ekonomicznych w kraju!

Co ciekawe daje się zauważyć kolejną prawidłowość. Osoby, które chcą pracować na rynku kapitałowym zazwyczaj studiują poza Warszawą. Deklarują, że uczestniczą w szkoleniach organizowanych w punktach obsługi klientów domów maklerskich. Ponadto mają swoje rachunki inwestycyjne i próbują inwestować. Natomiast nie ma co ukrywać, że dostęp do wiedzy o rynku poza stolicą na pewno jest mniejszy i trzeba się wysilić.

Z kolei podczas rozmów ze studentami z Warszawy daje się zauważyć, że wymarzona ścieżka kariery w żaden sposób nie jest powiązana z giełdą. Co równie ciekawe dominującą grupę osób, które uczestniczą w rekrutacji do Akademii Liderów Rynku Kapitałowego stanowią studenci SGH. Wydawać by się mogło, że to naturalny „narybek” rodzimego rynku kapitałowego. Jako że sam jestem absolwentem tej uczelni na wszystkich rodzajach studiów to muszę stwierdzić, że lata promowania firm consultingowych zrobiły swoje. Do tego wiele projektów opowiadających o funduszach PE czy VC dołożyły kolejną cegiełkę. Studenci SGH, którzy jak na swój wiek mają imponujące CV, nie są zainteresowani giełdą.

Pamiętam jak zaczynałem studia w 2006 roku, oczywiście szalała wtedy hossa. Natomiast wtedy przed kioskiem w głównym budynku SGH pod tablicą z notowaniami giełdowymi gromadziły się kolejki, żeby przeglądać notowania. Ponadto było wiele projektów dotyczących inwestowania. Z czasem prym zaczęły wieść firmy z innego obszaru rynku. Nasuwa się oczywiste pytanie, czy aby nie potrzeba wzmocnienia edukacji o giełdzie i zachęcenia studentów najlepszej uczelni ekonomicznej w Polsce do spojrzenia łaskawszym okiem na ten segment rynku?

Podczas rozmów rekrutacyjnych zadawaliśmy studentom zainteresowanym giełdą pytanie co zmieniliby na polskim rynku. Pierwsza odpowiedź była zgodna – potrzeba edukacji u podstaw i budowy świadomości inwestowania. Ponadto według nich trzeba zmienić postrzeganie GPW. Należy walczyć ze stereotypem kasyna! Giełda powinna kojarzyć się z miejscem, gdzie można lokować swoje oszczędności. Ponadto zwracają uwagę, że niezbędne jest zwiększenie przejrzystości spółek i poszanowania reguł. Studenci nie są odkrywczy zwracając uwagę na afery związane ze spółkami na GPW.

Podsumowując trudno się nie zgodzić z młodszymi pasjonatami rynku kapitałowego. Natomiast martwić powinno to, że tych pasjonatów jest coraz mniej.

Kamil Gemra