O ratingach słów kilka

Po ponad dwóch latach wraca pomysł budowy agencji ratingowej. Tym razem GPW ma do tego dwóch nowych partnerów w postaci PFR i BIK. Jednak nadal nie znamy szczegółów, a ryzyk związanych z taką agencją jest sporo. Komu pomoże, a komu zagrozi?

Frankowa euforia na GPW | Dyskusja.biz

W czerwcu 2014 roku na rynku kapitałowym huknęła wiadomość, że GPW zamierza powołać swoją Agencję Ratingową. Rzeczywiście taki podmiot powstał, wybrano zarząd, a plan był taki wystartować z ratingami. Wiele osób zwracało uwagę na oczywisty konflikt interesu, jaki ma GPW prowadząc rynek i jednocześnie wystawiając ratingi. Spotkałem się też z opiniami, że powstanie tego podmiotu było takim swego rodzaju kukułczym jajem podrzuconym nowemu zarządowi GPW przez ekipę Adama Maciejewskiego. Pewnie intencje były dobre i chciano kontynuować ten projekt, ale ekipa Pawła Tamborskiego mówiąc delikatnie nie skupiała się na nim. Teraz Profesor Małgorzata Zaleska wraca do tego planu. Problem braku partnerów został rozwiązany, ale póki co wiele więcej nie wiemy.

GPW nadal będzie w akcjonariacie zatem konflikt interesów jest. Załóżmy jednak, że uda się tym zarządzić. Sprawą niewyjaśnioną nadal będzie to, kto za to wszystko zapłaci? Problem braku ratingów wynika w głównej mierze z ich kosztów. Są po prostu za wysokie. Mamy przecież już rodzimą agencję ratingową – EuroRating i nawet tam koszty dla wielu są zbyt wysokie. Nie wiem jaki jest pomysł na dostępność ratingów dla grupy docelowej, czyli dla małych i średnich przedsiębiorstw. Nie ma co spekulować, nie trzeba odkrywać Ameryki, że jest za drogo ale załóżmy, że ten problem również jest rozwiązany i koszty ratingu będą dostępne dla każdego.

Kolejna niejasna kwestia techniczna to komu ten rating będzie nadawany. Czy rating teraz będzie obowiązkowy i każdy emitent, który będzie chciał mieć notowane obligacje na Catalyst będzie musiał mieć rating? Co z już notowanymi spółkami? Tego na razie nie wiemy.

Załóżmy jednak, że cena ratingu i ewentualnie jakieś inne bonusy sprawiają, że ratingi docierają pod strzechy i wielu emitentów chce je otrzymać. O ile ze spółkami już notowanymi na Catalyst problemu za bardzo nie będzie, bo mówią nieco potocznie póki nie będą robić kolejnej emisji to rating palącym problemem nie jest. Ale tutaj nasuwa się kolejne pytanie, czy ratingi będą dla poszczególnych emisji czy dla poszczególnych emitentów? Jednak widzę duży problem z nadawaniem ratingów spółkom nienotowanym na Catalyst.

Emisję obligacji de facto można przeprowadzić w trzech formach. Po pierwsze można zrobić prywatną emisję, skierowaną głównie do inwestorów instytucjonalnych. Jak rozmawiam z emitentami to robią emisje w ten sposób bo jest szybko i tanio. Jak trzeba będzie zrobić rating to może nie być ani szybko, ani tanio. Czy zatem ratingi nie wydłużą procesu emisji prywatnej?

Drugi sposób to emisja publiczna kierowana głównie do inwestorów indywidualnych na podstawie memorandum o wartości do 2,5 mln euro. Tutaj widzę ogromną potrzebę ratingów, oczywiście nadawania przed emisją. Jednak proces takiej emisji trwa kilka tygodni i ciekawe czy uda się w tym czasie wystawić taki rating.

Grupą docelową moim zdaniem będą spółki, które prowadzą publiczne emisje na podstawie prospektu emisyjnego. Tutaj cały proces trwa najdłużej i na pewno wystawienie ratingu nie wpłynie na jego wydłużenie.

Opisałem wszystkie aspekty techniczne, ale na koniec trzeba przejść do tego, co te ratingi będą mówiły. Moim zdaniem może skończyć się tak, że wiele emisji czy emitentów dostanie rating C albo D. Co wtedy? Oczywiście to skrajne przypadki, ale czy ratingi czasem nie zamknął drogi spółkom o ocenach słabego B? Nie wierzę, że inwestorzy indywidualni będą zainteresowani takimi emisjami, jak zobaczą rating B. Może się zatem okazać, że Catalyst zostanie zamknięty dla wielu spółek. Tak wiem – afery i upadłości spowodowały, że wielu straciło pieniądze, tylko pamiętajmy, że rating to nie jest wyrocznia.

Osobna kwestia to podejście samej agencji do ratingów. Wiarygodność buduje się latami, czy zatem nie będzie tak, że agencja będzie bardzo konserwatywna, żeby nie zaliczyć wpadki. Jeżeli tak będzie to emitenci nie mający obowiązku ratingu nie będą o niego występowali, a wystąpią jedynie Ci, którzy nie będą mieli się czego wstydzić.

Ciężko mi jednoznacznie ocenić pomysł budowy polskiej agencji ratingowej (mamy już taką, ale używajmy tej nazwy na potrzeby tego wpisu). Z jednej strony patrząc ogólnie hasło ratingi obligacji brzmi fajnie i wielu się spodoba. Z drugiej strony jak pokazałem niewiadomych jest bardzo dużo. Przede wszystkim apelowałbym, żeby GPW przed ustaleniem zasad nadawania tych ratingów skonsultowała się z emitentami i doradcami. Nie wylejmy dziecka z kąpielą.

Kamil Gemra