Titanic płynie dalej

Powiedzieć, że na rynkach finansowych sporo dzieje się od początku roku to tak… jak gdyby nic nie powiedzieć. Nagłówki mediów krzyczące o najgorszym otwarciu roku „ever”, ropie naftowej, której ceny niepowstrzymanie pikowały do połowy lutego, Chinach stojących na bakier ze statystyką i rublu, który ocierał się już w marzeniach spekulacyjnych o poziomy trzycyfrowe w stosunku do dolara musiały wzmagać nerwowość i budować nastrój graniczący z czymś ostatecznym na wzór kapitulacji.

Fot. YAY Foto

Raczej niesłusznie. Przynajmniej w perspektywie krótko- i średnioterminowej. Rynki finansowe domagały się po kilku latach prosperity giełdowej tylko jednego – jeszcze więcej płynności. I… otrzymały ją. FED mimo rekordowo niskiej stopy bezrobocia (4,9%) i trudnej do obronienia tezy o braku inflacji (02.2013 core CPI 2,3%) odsunął w czasie podwyżki stóp procentowych, a zastosowana retoryka przez Yellen doprowadziła do obniżenia oczekiwań, co do ich ilości w roku bieżącym (50bps). ECB pozostający jak zwykle „behind the curve” poddał się naciskom rynkowym i podniósł kwoty skupu aktywów rynkowych, dołączając do wachlarza zakupów papiery korporacyjne i wprowadzając negatywną stopę depozytową (-0,1%) – główna stopa pozostała ponad poziomem oszczędnościowego tabu (+0,1%).

BOJ szoruje na krawędzi w przeświadczeniu sukcesu w zastosowaniu NIRP (negative interest rate policy) naśladowany m.in. przez banki centralne Szwecji, Danii i rzeczonego powyżej ECB. U źródeł tych działań leży zaszczepiona jeszcze filozofia postępowania Bena Bernanke, który z uporem lekceważył zagrożenia inflacyjne, jako rozpoznane i łatwe do okiełznania, natomiast zupełnie odmiennie traktował problem deflacyjny, niczym hydrę, na którą każdy z zastosowanych środków wydawał się za mało skuteczny (kolejne programy QE, w tym ratowanie systemu bankowego, sektora motoryzacyjnego, ubezpieczeniowego itd.).

Dzisiejsza sytuacja gospodarczo-monetarna jest pokłosiem niespotykanej w skali produkcji pieniędzy w imię zmutowanych, czy traktowanych wybiórczo zasad teorii Keynesa. Przypomnijmy sobie zabiegi w polityce monetarnej po kilku znaczących wydarzeniach: załamaniu LTCM(koniec lat dziewięćdziesiątych – porozumienie banków pod auspicjami FED), wybuchu bańki technologicznej (NASDAQ roku 2000 – polityka monetarna FED), rozpoczęciu wojny z terrorem po ataku na wieże WTC (jw.), aferze ze stratami funduszu Amaranth 2006 (spekulacje na gazie ziemnym doprowadziły wtedy do strat rzędu 6 mld USD – rynek wchłonął straty zajęty obroną bańki nieruchomościowej), czy wreszcie wykup systemu bankowego w USA po upadku Lehmana. Drukujemy pieniądze, toksyczne aktywa zalegają bilanse FED, ECB i BOJ. Zaimplementowano NIRP(negatywną stopę procentową), doprowadzając do karania oszczędności w imię wzmożenia popytu na kredyt i łudząc się, iż pas transmisyjny pieniądza, który zaciął się na wysokości systemu bankowego w końcu ruszy pełną parą. Nijak hydra kredytowa nie chce oddać łba pod topór. Supercykl kredytowy musi trwać.

Można dyskutować, czy model światowej gospodarki, luzowanie ilościowe (drukowanie pieniądza), masywne zadłużenie większości państw rozwiniętych nie doprowadzi do finalnej zapaści i nowego Bretton Woods – raczej tak.  Ale czy teraz? Śmiem wątpić. Na Titanicu jeszcze gra muzyka.  A efektem tego powinien być niezły pod względem ryzykownych aktywów bieżący rok.

Brakuje na chwilę bieżącą w układance słabego jena, jako wehikułu finansującego inwestycje. Poziom 111/112 powinien być już zachęcający do sprzedaży jena, zwłaszcza, że krótkoterminowi poszukiwacze zwrotów są na walucie japońskiej dłudzy. Poszukując wartości warto zwrócić uwagę na gas ziemny, kawę, srebro (także w relacji do złota), przecenione obligacje korporacyjne jako uzupełnienie do rynku akcji. Fundusze private equity/vc rosną jak grzyby po deszczu podobnie jak wyceny spółek, w które zainwestowały środki. Prosperita giełdowa jest im potrzebna do wyjścia z zaangażowania. Spieniężenie unicornów jest podstawą do uzyskania satysfakcji inwestorów, co warunkuje dostęp do nieprzerwanego strumienia nowych środków finansowych.  Fenomen funduszy PE jest zresztą znamienny także z innych powodów –regulacyjnych. Przesada w jednej części rynku powoduje odreagowanie, które skutkuje odebraniem części kompetencji przynależnych rynkowi giełdowemu. Proces obserwowany na rynkach rozwiniętych również można zauważyć u nas, dodatkowo spotęgowany rozmontowaniem OFE. Jeszcze rzut okiem na sentyment. Masa opinii dotyczących twardego lądowania w Chinach (bez przesady, gospodarka na tyle duża i samowystarczalna mogłaby funkcjonować de facto nawet, jako obiekt zamknięty), recesji w USA i „idiotach” w bankach centralnych niejako daje kredyt myśleniu o kolejnych kwartałach niezłych zwrotów na rynkach aktywów o podwyższonym ryzyku, a że przy podwyższonej zmienności… No cóż traders must pay the bills as well.

Wojciech Łaciak
Wojciech Łaciak