ESA 37 i PlusLiga, czyli błędne wnioski

Sportowi działacze zachwycili się emocjonującym finiszem pierwszej fazy rozgrywek w piłkarskiej i siatkarskiej lidze. Emocje nie pojawiły się dzięki systemowi rozgrywek, tylko dlatego że wróciła normalność zaburzana przez systemy rozgrywek.

ESA 37 jest dobra czy zła – taka debata przewija się aktualnie w polskim świecie piłkarskim. System, który zakłada, że po 30 meczach drużyny dzielone są na 2 grupy (1. gra o mistrzostwo i miejsce w pucharach, a 2. o uchronienie się przed spadkiem) a zdobyte punkty dzielone są na pół, od początku wzbudza kontrowersje. Tegoroczny finisz rundy zasadniczej, gdy w ostatniej kolejce aż sześć drużyn walczyło o awans do grupy mistrzowskiej, został uznany przez wielu jako dowód, że system jest dobry. Powód? Już dawno nie było tylu emocji, a co za tym idzie zainteresowania mediów i kibiców. Ale to błędny wniosek.

Analogiczna sytuacja towarzyszyła ostatniej kolejce rundy zasadniczej siatkarskiej PlusLigi. Jeden przegrany set przez PGE Skrę Bełchatów sprawił, że zagra ona tylko o brąz, a o złoto powalczy Asseco Resovia. W tym roku ze względu na igrzyska w Rio, wielopiętrowe play-off zamieniono na mecz pierwszej z drugą o złoto, trzeciej z czwartą o brąz itd. Dotąd sezon zasadniczy był mało istotny bo decydował jedynie o rozstawieniu przed play-off. Ważnej rzeczy, ale nie kluczowej i dlatego emocje zaczynały się w ostatniej fazie. W tym roku decydował o tym, kto powalczy o najwyższe cele. I znów słychać że już dawno podczas sezonu nie było tylu emocji, a co za tym idzie zainteresowania mediów i kibiców, co dowodzi że nowy system rozgrywek się sprawdził. Ale to błędny wniosek.

Oba te przypadki mają jedną wspólną cechę – emocje i zainteresowanie mediów i kibiców pojawiły się dlatego że… mecze były o coś. Ta oczywista oczywistość gubi się w analizach wpływu systemu rozgrywek na atrakcyjność ligi. Drodzy działacze, jeśli mecze będą o coś, to będą interesujące. Wy wydłużając i komplikując system sprawiacie jedynie, że mecze o coś są wcześniej lub później (idę o zakład, że 35. kolejka Ekstraklasy będzie dużo mniej interesująca niż 30., bo wiele drużyn już będzie grało o nic). Proporcji meczów o stawkę do meczów o pietruszkę niestety nie zmieniacie.

A teraz w kilku zdaniach dlaczego system ESA 37 jest zły. Nawet nie chodzi o to, że punkty dzielone są na pół (co w sporcie jest pomysłem kuriozalnym – drużyna wypracowała przewagę na boisku, dlaczego ją się jej pozbawia?). Nawet nie chodzi o to, że w ubiegłym roku mistrzem została drużyna która zdobyła mniej punktów niż wicemistrz (na boisku). Chodzi po prostu o to, że choć dziewiąta drużyna (Podbeskidzie) zdobyła tyle samo punktów co ósmy Ruch i siódma Lechia, to  od dziś są w kompletnie innych rzeczywistościach. O ile drużyny z Chorzowa i Gdańska tracą 4 punkty do strefy pucharowej, to drużyna z Bielska-Białej ma tylko 3 punkty przewagi nad strefą spadkową. Ruch i Lechia mogą teraz przegrać 7 meczów i nic im się nie stanie. W tym samym czasie Podbeskidzie może wygrać 3 mecze i… spaść z ligi.

Grzegorz Nawacki
Grzegorz Nawacki