USA: rynek pracy luźnych związków. Błogosławieństwo czy przekleństwo?

Najlepsi pracodawcy, najwyższe stanowiska, największa odpowiedzialność – Nowy Jork to jedno z tych miast, do których wyjeżdża się spełniać american dream. Już na miejscu dla wielu zaskoczeniem okazują się reguły gry na tym rynku pracy ze snów.

Urodzenie dziecka – twoja prywatna sprawa. Powody do świętowania – twoja prywatna sprawa. Zwolnienie z pracy – nie inaczej.

Stany Zjednoczone, jako jeden z czterech krajów na świecie (także Liberia, Suazi oraz Papua Nowa Gwinea), nie gwarantują urlopu macierzyńskiego. Na poziomie federalnym istnieje 12 tygodni bezpłatnego urlopu, ale trzeba spełniać określone warunki, więc nie obejmuje to wszystkich kobiet” – opowiadała w jednej z rozmów z cyklu #TamMieszkam Polka mieszkająca w Dolinie Krzemowej, podkreślając, że w Stanach urodzenie dziecka jest prywatną sprawą pracownicy i nikt nie roztacza nad nią z tego względu parasola ochronnego. Owszem, wiele firm wychodzi naprzeciw potrzebom świeżo upieczonych matek, proponując dodatkowe dni wolnego, ale nie ma reguły ani specjalnego traktowania na szeroką skalę.

Takie i inne reguły amerykańskiego rynku pracy tłumaczyła wtedy powszechnie tam panującym nastawieniem na produktywność. Przejawia się to również w ograniczonej liczbie dni wolnych od pracy: „Tutaj prawie w ogóle nie ma świąt, nie ma długich weekendów, w ciągu roku, poza zwykłymi weekendami, jest raptem sześć wolnych dni w roku: Święto Dziękczynienia, Boże Narodzenie, Nowy Rok, Dzień Weterana i Dzień Prezydenta oraz Święto Niepodległości”, mówiła.

To samo nastawienie sprawdza się Amerykanom w temacie rozwiązywania stosunku pracy. Konstrukcja umów – zwłaszcza stosowanych w korporacjach – nie przewiduje znanych z Polski długich okresów wypowiedzenia. Jeśli pracodawca chce zwolnić pracownika, po prostu to robi, rozstając się w kilka chwil. Praca w ciągłym poczuciu niepewności, powiemy w Polsce. Ale ten kij ma przecież dwa końce – jeśli nie odpowiada ci pracodawca, „rzucasz szmatą” i już cię nie ma. Poczucie pracy w ciągłej obawie o utrzymanie zespołu, w który się inwestowało – wypadałoby więc dodać.

„Rotacje między firmami są o wiele częstsze niż w Polsce, przejścia z firmy do firmy, czyli job hopping, są bardzo powszechne. Powszechne są przesunięcia etatów, restrukturyzacje, zmiany w strategiach, przeprowadzki i migracje za pracą. Zwolnienie jest w całym tym procesie zupełnie naturalnym narzędziem i wszyscy mają tego świadomość. Myślę, że rynkowi pomaga zarówno to, że każdy wie, że może zostać za chwilę zwolniony, jak i świadomość pracodawcy, że pracownik może odejść w dowolnej chwili. Rynek jest dzięki temu dynamiczny. To konkurencyjny system, przy którym idea ochrony pracy wydaje się mitem”, mówi jeden z Polaków pracujących w nowojorskim banku.

USA – rynek pracy luźnych związków. Błogosławieństwo czy przekleństwo?

Zachęcam do lektury nowego odcinka z serii #TamMieszkam i do dyskusji.

Malwina Wrotniak
Malwina Wrotniak