Wielka Brytania wrzuca najwyższy bieg

May, Hammond i jeszcze jakiś tam Johnson. Nie, to nie jest powrót starego zespołu „Top Gear”. To skład rządu Wielkiej Brytanii , w którym – przynajmniej póki co – zabrakło miejsca dla Jeremy’ego Clarksona.

papież Franciszek, fot. Pixaby

Brytyjczycy słyną ze specyficznego poczucia humoru. Poprzedni premier David Cameron zażartował sobie i wymyślił referendum, w efekcie którego mieszkańcy Wielkiej Brytanii postanowili opuścić Unię Europejską. Wynik był tak sugestywny, że Euro porzucili także angielscy piłkarze, w kompromitujący sposób przegrywając z Islandią (która  jeszcze przed Euro2016 wycofała swój wniosek o członkowstwo w UE. Podobnie zrobiła Szwajcaria).

Po żarcie brexitowym synowie (i córy) Albionu uznały, że to jeszcze za mało. I powołali na premiera jakiegoś Maya. Pewnie pół świata sądziło, że chodziło o Jamesa Maya – jednego ze współprowadzących motoryzacyjny program „Top Gear” nadawany przez BBC. Trzeba przyznać, że z całej trójki to akurat May miałby najlepsze zadatki na brytyjskiego premiera.

Przekonanie o awansie dziennikarza musiało utwierdzić inne nazwisko. Otóż resortem finansów pokieruje Hammond. Nie chodzi jednak o dobrze znanego Richarda Hammonda, lecz o postać bardziej anonimową – dotychczasowego szefa brytyjskiej dyplomacji Philipa Hammonda. Grupę najważniejszych brytyjskich ministrów uzupełni dziennikarz Boris Johnson, któremu przez kilka lat zdarzyło się być burmistrzem Londynu. Johnson  jako jedyny z tej trójki optował za opuszczeniem UE.

Rząd premier May ma za zadanie wyprowadzić Wielką Brytanię ze struktur Unii Europejskiej. Wielka szkoda, że do tej roli nie zatrudniono Jeremy’ego Clarksona, który już nie takie rzeczy prowadził w swoim życiu. Clarkson nadałby się także na szefa MSW (pokazał, że może dać w mordę) lub ministra infrastruktury, znosząc te niedorzeczne brytyjskie limity prędkości.

Ale prawdziwym wyzwaniem dla Clarksona byłoby Ministerstwo Wyjścia, będące godnym następcą pythonowskiego Ministerstwa Niepoważnych Kroków. W końcu, jak można w poważny i stateczny sposób wyjść z klubu zarządzanego przez takich clownów jak Jean-Claude Trichet, Martin Schulz i Donald Tusk. Zresztą dla tych ostatnich szykują pewnie intratne fuchy w londyńskim City. Szlaki w tym kierunku przetarł już były szef Komisji Europejskiej – Portugalczyk-maoista Jose Manuel Barroso. Była to iście brytyjska nagroda dla Portugalii za najbrzydziej zdobyty tytuł Mistrza Europy.

P.S. wciąż szukamy roboty dla Stiga. Sugerowane stanowisko: szef MI6.

Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany