Wielka chmura nad Unią Europejską

Żyjemy w czasach cyfrowej rewolucji i co do tego nie ma większych sporów. Trudno byłoby się też spierać o to, jakie firmy nadają ton tej rewolucji. Google, Facebook, Apple, Amazon, Tesla to nazwy które pojawiają się zawsze tam gdzie dzieje się coś nowego, przełomowego, coś co rozwala kolejną gałąź tradycyjnej gospodarki lub stanowi dopiero zapowiedź takiej zmiany. W końcu, trudno także nie zauważyć, że wszystkie te firmy wyrosły na gruncie gospodarki amerykańskiej. No i tu pojawia się problem.

FOT. Pixabay

Na mapie cyfrowych liderów nowej gospodarki na darmo by szukać europejskich czempionów. Jako Europejczycy mieliśmy co prawda pokaźny udział w zdemolowaniu tradycyjnego przemysłu muzycznego, bo i format mp3 autorstwa Karlheinza Brandenburga i Pirate Bay (szwedzka przystań wymiany nielegalnego oprogramowania) no i w końcu Spotify (lider na rynku udostępniania muzyki w formule opłacanego miesięcznie abonamentu). Niestety fakt, że wiele technologicznych nowinek rodzi się w Europie, bardzo rzadko przekłada się na ich późniejszą komercjalizację w wymiarze globalnym przez firmy europejskie.

W świecie w którym, konkurencyjność gospodarki zależy w coraz większym stopniu od tempa wdrażania nowych technologii, stanowi to z pewnością jedno z głównych wyzwań jakie stoją przed Unią Europejską. Odpowiedzią na to wyzwanie miała być strategia tworzenia jednolitego rynku cyfrowego, ogłoszona przez Komisję Europejską w połowie ubiegłego roku. W skrócie, dokument ten w dość ogólny sposób zarysowywał cele, które stawia przed sobą Komisja w odniesieniu do budowy takiego rynku poprzez stymulowanie inwestycji, w tym w obszarze infrastruktury telekomunikacyjnej, znoszenie prawnych barier oraz edukację Europejczyków. Z czasem,  dokument strategiczny miał być obudowywany konkretnymi inicjatywami i właśnie w ramach tych działań Komisja ogłosiła w tym tygodniu kolejne swoje inicjatywy w tym „plan dotyczący usług w chmurze obliczeniowej oraz światowej klasy infrastruktury danych naukowych”.

W ciągu kolejnych 5 lat, kosztem 6.7 miliardów Euro, powstanie „europejska infrastruktura danych” obejmująca sieci szerokopasmowe, instalacje służące przechowywaniu danych oraz systemy obliczeniowe dużej wydajności (obejmujące między innymi „dwa prototypy superkomputerów następnej generacji”). Ta „europejska chmura dla otwartej nauki” dostępna będzie dla 1.7 mln europejskich naukowców i 70 milionów osób zajmujących się zawodowo nauką i technologią, choć skorzystać mają z niej także przedsiębiorstwa („tańszy i łatwy dostęp do danych i infrastruktury informatycznej najwyższej jakości” a także dostęp do „danych naukowych umożliwiających innowacje”), przemysł (poprzez rozwój nowych technologii niezbędnych do budowy chmury) oraz usługi publiczne („utworzenie platformy otwartych danych i usług”).

Trudno oceniać pomysł na podstawie li tylko komunikatu prasowego, który zawiera mnóstwo ogólników i zaledwie kilka konkretów ale kilka refleksji wydaje się nieuniknionych.

Stworzenie jednego repozytorium danych stanowiących rezultat rozlicznych badań naukowych wspieranych przez fundusze unijne w połączeniu z dostępem do siły obliczeniowej niezbędnej dla przetwarzania petabajtów tak uzyskanych informacji, to z pewnością dobry pomysł. Co więcej wpisujący się doskonale w dotychczasowy nurt legislacyjny zmierzający do udostępniania informacji publicznych do powtórnego wykorzystania (stosowne przepisy unijne w tej mierze zostały ostatnio adaptowane do polskiego systemu prawnego). Przetwarzanie w chmurze obliczeniowej to także możliwość uzyskania szybkiego, bezpiecznego dostępu do informacji, obniżenie barier dostępu także w odniesieniu do kosztów z tym związanych (dzięki uniknięciu konieczności budowania własnej infrastruktury) i możliwość wspólnej pracy tysięcy europejskich naukowców. Na tym blaski tej inicjatywy niestety się kończą. Reszta to już same wyzwania z którymi trzeba będzie sobie jakoś poradzić a nie będzie to łatwe.

Jakkolwiek szokująco bowiem by to nie zabrzmiało Komisja Europejska nie ma w sobie bowiem nic z Jeffa Bezosa, Marka Zuckerberga czy Elona Muska, może z wyjątkiem dostępnych funduszy. Od czasów projektu braci Wright, oczywistym jest, że realizacja wielkich projektów technologicznych wymaga czegoś więcej niż funduszy.

O sukcesie takich przedsięwzięć decyduje odpowiednia motywacja, dyscyplina, zdolność do podejmowania szybkich decyzji i oddech konkurencji na karku. Jeżeli celem jest udostępnienie danych i dostępu do mocy obliczeniowych europejskim naukowcom to usługi takie można by z powodzeniem  kupić na rynku tak jak robią to tysiące podmiotów komercyjnych. Na tym bowiem polega fenomen przetwarzania w chmurze – na oderwaniu się od konieczności budowy własnej infrastruktury, która podlega ciągłym i bardzo szybkim zmianom. I oczywiście na skupieniu się na tym co jest najważniejsze – możliwości przetwarzania informacji szybko, po racjonalnych kosztach i przy wykorzystaniu najnowszej technologii obliczeniowej.

Treść komunikatu sugeruje jednak inne podejście. Otóż celem Komisji jest „opracowanie i wdrożenie europejskich wysokowydajnych systemów obliczeniowych”, w tym pozyskanie „dwóch prototypów superkomputerów następnej generacji”.  Aha i jeden z tych superkomputerów ma się zmieścić w pierwszej trójce światowego rankingu. I tu się pogubiłem.

Jednolity Rynek Cyfrowy to idea posiadająca wiele zalet. W dalszym ciągu bowiem istnieje mnóstwo regulacyjnych barier, które utrudniają i spowalniają wzrost gospodarczy krajów UE. W dalszym ciągu konieczne jest prowadzenie prac standaryzacyjnych, pozwalających na uzyskanie właściwej skali działania i szybkie wprowadzania nowych technologii na rynek. W końcu, potrzebna jest masowa edukacja obywateli UE po to aby zminimalizować obszary wykluczenia cyfrowego. Zmaganie z tymi wyzwaniami to z pewnością zadanie dla Komisji Europejskiej. Moje wątpliwości dotyczą jednak tych wszystkich inicjatyw w ramach których KE zaczyna zachowywać się jak gospodarczy suweren realizujący konkretne projekty gospodarcze i wydający w tym celu miliardy Euro. Miliardy, które mogłyby zostać w kieszeni przedsiębiorstw i służyć wsparciu ich działań inwestycyjnych. Przedsiębiorstw, wśród których być może kiedyś wyłoni się europejski Google.  Czas pokaże. Chmura europejska zapewne powstanie i będzie to chmura „na miarę naszych czasów”. Wydamy na nią pewnie dużo więcej niż 6.7 miliardów Euro. I żeby tylko nie okazało się po niewczasie, że z tej olbrzymiej chmury spadnie na nas jedynie swojski kapuśniaczek.

 

 

Ireneusz Piecuch
Ireneusz Piecuch