Francja potrzebuje silnego przywódcy

23 kwietnia oczy całego świata zostały skierowane na Francję. Republika Francuska potrzebuje silnego przywódcy, który przywróci jedność i siłę wewnętrzną państwa, ale także wzmocni pozycję kraju na arenie międzynarodowej.

Prezydent Francji pełni niezwykle ważną rolę w całym systemie polityczno- prawnym państwa. System parlamentarno- prezydencki legitymuje Głowę Państwa do czynnego udziału w najważniejszych procesach decyzyjnych w państwie i umacnia jego kompetencje w zakresie władzy ustawodawczej i wykonawczej oraz jest wyrazicielem polityki na arenie międzynarodowej. Od niego, w głównej mierze zależy postrzeganie prowadzonych działań w Europie i na świecie.

Obecne nastroje na Starym Kontynencie coraz częściej ulegają radykalizacji. W chwilach napięć w Unii Europejskiej oraz problemach migracji czy zagrożenia poczucia bezpieczeństwa, wynikającego z szerzącego się terroryzmu, do głosu zaczynają dochodzić nastroje populistyczne i antyeuropejskie. Te nastroje zostaną wzmocnione po ostatnim zamachu w Paryżu i podobnie jak to miało miejsce w Holandii mogą rozstrzygnąć o wyniku wyborów. Dodatkowo po słabo ocenianej prezydenturze i społecznym niezadowoleniu z prowadzonej polityki przez François’a Hollande’a, społeczeństwo deklaruje potrzebę posiadania silnego przywódcy, który przypomni, jak ważnym w świecie państwem jest Francja i jak wiele ma do zaoferowania.

Samą debatę otworzył sam obecnie jeszcze urzędujący Hollande, który na początku roku ogłosił, że nie będzie ubiegać się o reelekcję. Prognozy wskazywały bowiem na jego sromotną porażkę, spowodowaną najmniejszą od lat popularnością obecnego prezydenta. Francuzi odnoszą bowiem wrażenie, że po wygranej nad Nicolasem Sarkozym w 2012 roku, nie może się on poszczycić większymi sukcesami. Słupki uznania zaczęły spadać już podczas reformy prawa podatkowego. Duży wpływ miał również zbyt wolny wzrost gospodarczy państwa, wysokie bezrobocie, a także wywiady Prezydenta, który poddawał krytyce swoich sojuszników.

Sytuacja ta otworzyła nowy front, który rozpoczął dywagacje nad nowymi kandydatami na prezydenta. Francja poszukuje silnego lidera, jednakże według wielu już przeprowadzonych sondaży przedwyborczych, na czele stawki plasuje się dwóch kandydatów- przedstawicielka skrajnie prawicowego Frontu Narodowego Marine Le Pen oraz były minister gospodarki, przemysłu i cyfryzacji Emmanuel Macron. Nadmienić jednak należy, że między pierwszym a czwartym kandydatem, obecna różnica poparcia to zaledwie cztery punkty procentowe. Możemy więc wnioskować, że społeczeństwo francuskie radykalnie się podzieliło i trudnością jest wskazanie jednego, silnego i bezapelacyjnego lidera. Z uwagi na dynamikę debat prezydenckich i wydarzeń kampanii prezydenckich, prowadzonych przez każdego z kandydatów, trudno jest wskazać „pewniaka”.  Ostatnie badania opinii społecznej wskazują, w przypadku, gdy do drugiej tury wyborów dostanie się wyżej wymieniona „dwójka”, 7 maja wyborcy postawią na Macron’a. O wyniku jednakże zadecydują wyborcy kandydatów, których nie obejrzymy w drugiej turze wyborów.

W momencie narastającego nacjonalizmu i radykalizmu społecznego, mocnym kandydatem zdaje się być coraz bardziej popularna Marine Le Pen. Została ona okrzyknięta ikoną demagogii nacjonalistycznej. Znana jest antypatii do struktur europejskich, burzących z wymierzania otwartej krytyki w stronę obecnego prezydenta. Nazwała go nawet wicekanclerzem i wasalem Niemiec, sprzeciwiając się jednocześnie polityce migracyjnej, zaproponowanej przez Angelę Merkel. Jednocześnie opowiada się ona za Europą Narodów, która da wyraz równowagi sił między tymi dwoma państwami. Elity podkreślają, że jej wygrana mogłaby doprowadzić do upadku Unii Europejskiej, w jej obecnym kształcie. Prezentowana przez nią retoryka daje poparcie wśród białych, słabo wykształconych Francuzów, którzy są niezwykle podatni na argumenty niszczenia gospodarki przez kraje sąsiedzkie oraz wykazują niechęć względem imigrantów, głównie za sprawą nagłaśniania fundamentalizmu islamskiego.

W ostatnim czasie w sondażach zyskał również Emmanuel Macron, człowiek stojący po zupełnie przeciwnej stronie barykady. To młody mężczyzna, którego celem jest odnowienie klasy politycznej, której podwaliną miał zostać ruch społeczny „En Marche!”. Krytykuje on bieżący system, który opiera się na tzw. starych partiach politycznych. To właśnie je Macron obarcza winą za obecną sytuację w kraju i na kontynencie. Deklaruje przywiązanie do Unii Europejskiej oraz całego dobrodziejstwa liberalnej demokracji, a poglądy Le Pen krytykuje, wskazując że nacjonalizm jest równoznaczny z wojną, a odseparowanie Francji od państw regionu nie wzmocni jej potęgi. Zdaje się być zupełnym przeciwieństwem, niż jego główna kontrkandydatka, bowiem jego celem jest wzmocnienie sojuszu z Niemcami, dla odbudowania Europy. W wizji jego państwa, polityka zagraniczna powinna angażować się w otwarcie nowego rozdania w Unii Europejskiej, a zwiększenie jej pozycji upatruje w liberalnych reformach ekonomicznych. Stawia na kontakty z potężną Rosją, głównie dla gwarancji bezpieczeństwa, jednakże broniąc podstawowych wartości.

Wskazuje się, że może on stać się twardym graczem, a jednocześnie ikoną demokratycznego liberalizmu w przyszłej Europie, która obecnie potrzebuje radykalnej odnowy.

Ale my Polacy przyjmiemy i uszanujemy każdy wybór narodu francuskiego, z którym łączą nas wielowiekowe więzi przyjaźni.

 

Zbigniew Gryglas
Zbigniew Gryglas