Prezes krezusem, pracownik sługusem

Polacy to indywidualiści, nie chcą grać w drużynie – mówią zgodnie Czapiński, Santorski i inni psycholodzy. Ale co to za drużyna, której kapitan myśli tylko o sobie i zarabia kilkadziesiąt razy więcej niż zawodnik?

Całkowita równość jest utopią. Nawet w egalitarnych społecznościach pierwotnych wódz miał więcej — więcej jedzenia, żon, szacunku współplemieńców. Tych przywilejów nie dostawał za darmo. Syte pożywienie dawało mu siłę, a poważanie — pewność siebie. Dzięki temu pierwszy mógł mierzyć się z zagrożeniem i stawać w obronie grupy. A ponieważ w walce łatwo stracić życie, przysługiwało mu prawo pierwszeństwa w wyborze partnerek — by jego silne geny zostały przekazane dalej. Czy współczesny kapitalizm korporacyjny nie odtwarza tego porządku? Z pozoru tak. Uposażenie prezesa znacznie przewyższa zarobki szeregowego pracownika. Różnica tkwi w słowie „znacznie”.

Dr Bartłomiej Dobroczyński, historyk psychologii z Uniwersytetu Jagiellońskiego, przypomina, że wśród Eskimosów i Indian osobnik alfa nie manifestował swojej wyższości nad innymi członkami plemienia. Byłoby to źle widziane. Swoje przywileje postrzegał w kategoriach moralnego zobowiązania. A jak jest w polskim biznesie? Ile prawdy zawierają menedżerskie deklaracje o skracaniu dystansu i partnerstwie? Raczej niedużo, skoro średnia płaca szefów spółek WIG20 to 28-krotność średniej krajowej. Statystyczny Kowalski może przełknąłby kosmiczne wynagrodzenie swojego prezesa, gdyby ten faktycznie troszczył się o jego bezpieczeństwo i byt.

Powyższy wywód dedykuję psychologom — jak prof. Janusz Czapiński i Jacek Santorski, którzy od lat niezmiennie głoszą, że w Polsce brakuje kapitału społecznego, co się przejawia w tym, że Nowak nie ufa Kowalskiemu, a Kowalski Nowakowi. Spryt poszczególnych jednostek — twierdzą — rzadko jest wkładem do wspólnej puli. Przedkładamy prywatę nad współpracę, indywidualne parcie na bramkę nad grę zespołową. Uderza to w firmy i gospodarkę. Wszystko się zgadza, proszę Państwa. Tylko dlaczego autorzy tej diagnozy nie podnoszą larum, że ryba psuje się od głowy?

Sytuacja, w której pensja szefa to więcej niż dwudziestokrotność zarobków szeregowego pracownika, szkodzi firmie: obniża zaufanie, wyzwala negatywne emocje, psuje morale — ostrzegał lata temu Peter Drucker, autorytet w dziedzinie zarządzania. Gdy komuś brakuje od pierwszego do pierwszego, zaczyna źle pracować — poczucie sprawiedliwości każe mu dostosować swój wysiłek do kwoty, która co miesiąc wpływa na jego konto. Jeśli widzi, że inni robią mniej, a zarabiają tyle samo lub więcej, motywacja spada tak szybko jak notowania Trumpa.

Jak ograniczyć destrukcyjny wpływ różnic płacowych? Przez dobre traktowanie pracowników, okazywanie im życzliwości, uznania. Jest jedno „ale”: typowy karierowicz zaraz po awansie zapada na tzw. chorobę menedżera – to złudzenie, że skoro zaszedł tak daleko, musi mieć to coś — intelektualną przewagę, wybitne zdolności, charyzmę. Potem już tylko krok do tego, by w podwładnym widzieć sługę, obiekt manipulacji, ofiarę korporacyjnego losu. Trener Jakub Urbański uważa, że zjawisko dotyczy głównie przedsiębiorstw, w których o stanowiskach decydują niejasne kryteria. Tam plenią się różne patologie, z syndromem dworskim i mobbingiem na czele. Na jednym ze szkoleń Urbański wyjaśniał grupie dyrektorów zasady działania pochwały i nagrody w motywowaniu. Powiedzieli mu, dlaczego nie wolno się cackać z pracownikiem: żeby mu się w d… nie poprzewracało!

W swojej najnowszej książce „Czyje jest nasze życie?” Bartłomiej Dobroczyński wspomina o elitarnej formacji wojowników u Czejenów. Oficerowie Psy, jak ich nazywano, podczas bitwy przybijali się włóczniami do ziemi za pomocą skórzanych pasów. Musieli tak wytrwać do końca lub… zginąć. Gdyby porzucili pole walki, ściągnęliby na siebie hańbę i nie mieli po co wracać do swego plemienia. Czy poświęcenie w indiańskim stylu można sobie wyobrazić u współczesnych menedżerów? Absolutnie nie. Gdy pan prezes przez swoją nieudolność zatopi firmowy okręt, ucieka z niego pierwszy, gdy tylko zainkasuje wielomilionową odprawę. Baczy na to, by nikt inny nie wsiadł razem z nim do szalupy ratunkowej.

Głupota, bezczelność, arogancja… O czym jeszcze świadczy wypominanie w tej sytuacji Polakom braku lojalności, zaufania i chęci współpracy?

Miro Konkel
Miro Konkel