Kolejne problemy Polaków na Ukrainie: tym razem PBG

Wzmożona przez ostatnie lata polsko-ukraińska współpraca gospodarcza – co mnie zresztą bardzo w cieszy – niestety ciągnie za sobą również zwiększenie ilości konfliktów.

Ostatnio w Pulsie Biznesu ukazał się artykuł o problemach i niepowodzeniach polskich inwestorów na Ukrainie. Wydaje się, że na światło dzienne wyszedł jeszcze jeden “kejs”. Tym razem w roli głównej polska firma budowlana PBG oraz jej córka, Energopol Ukraina, budująca osiedle mieszkaniowe w Kijowie.

W zeszłym tygodniu w mediach ukraińskich pojawiła się informacja o dochodzeniu, wszczętym przez ukraińskie organy ścigania co do możliwego popełnienia przestępstwa określonego w art 190 o p.4 Kodeksu karnego Ukrainy (oszustwo na dużą skalę lub popełnione w grupie). Chodzi o podejrzenia w sprzeniewierzeniu funduszy spółki zależnej. Według informacji z jednego z najpopularniejszych ukraińskich portali biznesowych RBC figurantami sprawy występują prezes PBG Jerzy Wiśniewski oraz wiceprezes Dariusz Szymański, który był bezpośrednim kuratorem projektu ukraińskiego.

Powodem dla rozpoczęcia oficjalnego dochodzenia został wniosek akcjonariuszy mniejszościowych spółki oraz publikacje dziennikarzy śledczych z OCCRP. Oprócz tego, nabywcy mieszkań Energopolu od początku bieżącego roku zorganizowali już kilka akcji publicznych, apelując do firmy oraz jej polskich akcjonariuszy o wywiązanie się z podjętych zobowiązań.

Jak podaje portal Obozrevatel, powołując się na wymienione wyżej śledztwo dziennikarskie, z 30 milionów dolarów inwestycji PBG na plac budowy trafiło niespełna 10 milionów, pozostałe 20 zaś zostały wydane na dość wątpliwe operacje. Na przykład, zlecenie biznesplanu za 5 mln USD.

Nie mogę oceniać podstawności owych oskarżeń, od tego są organy bardziej kompetentne. W każdym razie po raz pierwszy polskim biznesmenom tak wysokiego lotu grożą tak poważne problemy. Śledztw kryminalnych w historii polskiego biznesu na Ukrainie chyba jeszcze nie było.

Ponadto adwokat, reprezentujący interesy akcjonariuszy mniejszościowych, jest dobrze znany jako specjalista od głośnych konfliktów publicznych i współpracy z topowymi ukraińskimi politykami. To właśnie on w r. 2011 bronił w sądzie Julię Tymoszenkę, byłą premierkę i więźniarkę reżimu Janukowycza. Taki sobie ukraiński odpowiednik Romana Giertycha. Więc cichą rozprawą wszystko się nie ograniczy. Będzie głośno.

A biorąc pod uwagę bieżące problemy PBG w Polsce, boję się, że Ukraina może zostać dla Jerzego Wiśniewskiego tym samym, czym był Kazachstan dla Ryszarda Krauzego.

Ponadto jeśli oskarżenia się potwierdzą, to będzie oznaczało inny poważny problem w naszych bilateralnych relacjach gospodarczych.

W artykule PB, na który powołuję się wyżej, polscy inwestorzy skarżą się na trudne warunki prowadzenia biznesu na Ukrainie, korupcję etc. W tym jest ziarno prawdy, oczywiście, lecz problem ma też drugą stronę. Nie mniej często słyszę o zgoła innych przypadkach, kiedy to inwestorzy zagraniczne traktują Ukrainę jak król Belgów Leopold II traktował Wolne Państwo Kongo. Jak pół-dziką kolonię, gdzie białemu człowiekowi wszystko wolno i nic za to nie będzie.

Gdyż okaże się, że oskarżenia nie mają pod sobą podstaw, wtedy mamy do czynienia z problemem natury komunikacyjnej. Zawsze powtarzam, że inwestor musi dążyć do pełnej transparentności własnych działań oraz komunikować ich motywy, przyczyny i skutki partnerom i klientom. Zwłaszcza gdy działa za wschodnią granicą.

Mykhailo Krasiuk
Mykhailo Krasiuk