Kredyty walutowe a oddalanie się perspektywy wejścia Polski do strefy euro

To z jednej strony pytanie natury etycznej, czy należy rozważyć pomoc ludziom w trudnej sytuacji, w której znaleźli się nie tylko ze swojej winy, często agresywnie namawiani przez banki. Z drugiej zaś pytanie czysto ekonomiczne: czy efektywna pomoc tym kredytobiorcom uwolni przytłumione u nich wydatki konsumpcyjne i skieruje strumień gotówki do gospodarki zamiast do banków oraz odmrozi rynek nieruchomości i czy efekt ten będzie na tyle słaby, że nie jest uzasadnione obciążanie kosztami programu banków?

Najlepsi progności zapowiadają rekord słabości euro | Dyskusja.biz

Problem kredytów walutowych, w tym przede wszystkim frankowych udzielanych na zakup nieruchomości mieszkaniowych jest jednym z kluczowych dylematów polityków różnych opcji, w tym także wygranej Zjednoczonej Prawicy.

W debacie pojawiają się różne koncepcje rozwiązań, które miałyby rozwiązać problem tych kredytów.

 

1. Przewalutowanie kredytów walutowych po kursie z dnia umowy kredytowej skorygowane korzyściami jakie odniósł kredytobiorca z tytułu niższego oprocentowania.

Rozwiązanie to jest najbardziej radykalne z rozważanych. W przypadku przyjęcia krótkiego terminu realizacji oraz pełnego obciążenia kosztami systemu bankowego miałoby to poważne konsekwencje dla kondycji finansowej większości banków w których portfelach znajdują się kredyty w tym również PKO BP. Argumenty mówiące, że operacja taka nie będzie operacją kasową a jedynie księgową jest o tyle chybiona, że wszelkie wskaźniki płynnościowe i kapitałowe, które są tak pilnowane przez KNF, również wyliczane są na podstawie danych z bilansów banków, co oznacza, że wszelkie zmiany w ujęciu księgowym kredytów walutowych mają wpływ na ich poziom. Znaczące pogorszenie wskaźników banków może skutkować koniecznością ich dokapitalizowania i ograniczeniem działalności, w tym kredytowej. Dodatkowo proponowane rozwiązania należy rozpatrywać w kontekście wprowadzania tzw. podatku bankowego, który, w jakiejkolwiek formie, obciąży finansowo system bankowy.
Jeśli wprowadzenie przewalutowania miałoby być bezpieczne, to należy podzielić koszty pomiędzy banki i kredytobiorców, ponieważ to obie strony odpowiadają za zaistniałą sytuację. Ponadto należałoby również rozważyć rozciągnięcie procesu przewalutowania na kilka lat.

2. Wprowadzenie obowiązku rozliczania płatności kredytowych wg średniego kursu NBP oraz dokonanie korekty płatności już dokonanych wg kursu bankowego zawierającego tzw. spread.

To rozwiązanie wydaje się dobrym elementem procesu zrównywania praw banków i kredytobiorców. Faktycznie banki stosując jeszcze kilka miesięcy temu często bardzo wysoki spread dodatkowo zarabiały znaczące kwoty bez rozsądnego uzasadnienia. Był to niejako dodatkowy zarobek ponad to co zarabiały na marży. To rozwiązanie nie fair. Dodatkowo niektóre z banków stosowały tak wysoki spread, iż korzyści z tego płynące były większe niż wynikające z marży kredytu. Rozwiązanie to stosowane z premedytacją, gdzie sztucznie zaniżano marżę aby przekonać do kredytu klienta a w domyśle planowano odbicie sobie z nawiązką tej zniżki na spreadzie walutowym, można uznać nawet za nieuczciwe, a na pewno za nieetyczne – nie wszyscy klienci byli w stanie ocenić skutki finansowe takiego podejścia banków. Koszty dla systemu bankowego tego rozwiązania są do zaakceptowania. Rozwiązanie to jako jeden z elementów większej całości jest rozważane również przez Prezydenta RP w procesie prac nad projektem ustawy.

3. Możliwość „oddania kluczy” do banku i wyzerowania obciążenia kredytowego w przypadku braku możliwości obsługi kredytu przez kredytobiorcę.

Rozwiązanie zbliżyłoby konstrukcję kredytów walutowych do kredytów hipotecznych funkcjonujących w USA. W warunkach polskich wydaje się, że kredytobiorcy i banki nie byliby skłonni do ostatecznego wykorzystania takiej opcji. Zasadniczo rozwiązanie to nie jest korzystne ani dla kredytobiorców (tracących nieruchomości w których w ogromnej większości przypadków mieszkają) ani dla banków, które do tej pory zasadniczo w relatywnie bardzo małej skali przejmowały nieruchomości i tym samym nie są przygotowane na konieczność zarządzania dużym zasobem nieruchomości. De facto to rozwiązanie to elegancki straszak dla banków aby skłonić je do „dogadywania się” z kredytobiorcami.

Zasadniczo można zastanowić się czy docelowo kredyty hipoteczne nie powinny być udzielane w systemie zbliżonym do amerykańskiego gdzie jedynym zabezpieczeniem jest finansowana nieruchomość a kredyty udzielane są praktycznie wyłącznie po stałej stopie procentowej. Ma to wiele zalet dla kredytobiorców gdzie w przypadku problemów ze spłatą kredytu i niekorzystnych zmian na rynku nieruchomości wyeliminowane jest ryzyko utraty całego majątku jak również brak jest ryzyka niedocenienia zmian stóp procentowych. Jednak z drugiej strony będzie się to wiązało ze zwiększonym ryzykiem banków i z pewnością ograniczoną dostępnością kredytów dla mniej zarabiających.

Rozwiązanie to mogłoby zadziałać i być korzystne jedynie w sytuacji stworzenia wydolnego systemu zapewniającego mieszkania osobom które wypadłyby z kręgu potencjalnych kredytobiorców – np. poprzez stworzenie regulowanego systemu wynajmu długoterminowego mieszkań (podobnie jak w Europie zachodniej).

Zasadniczo większość mieszkaniowych kredytów walutowych jest we frankach szwajcarskich. Oznacza to, że kluczowym dla sytuacji kredytobiorców jest kurs krzyżowy walut PLN –EUR –CHF. Wejście do strefy euro rozwiązałoby tylko kwestię wahań PLN-EUR. A przecież nie tu leży problem. Kurs PLN do EUR jest długoterminowo względnie stabilny. Problemy polskich kredytobiorców zostały spowodowane dramatycznym umocnieniem się CHF do EUR. PLN pomimo, że jest walutą samodzielną, to wykazuje dość znaczące przywiązanie do EUR. Wynika to z uzależnienia polskiej gospodarki od gospodarki strefy euro.

Tym samym klucz do złagodzenia problemów polskich kredytobiorców leży w kształtowaniu się kursu EUR-CHF, a na to wpływ naszego przystąpienia do strefy euro jest minimalny – jeśli nie żaden. Ewentualna jednoznaczna decyzja o niewstępowaniu do strefy euro będzie miała znacznie mniejsze reperkusje kursowe na linii PLN – EUR niżby to było przed 2008. Teraz strefa euro nie jawi się już jako ostoja stabilności. Kluczem do kształtowania się kursu PLN-EUR będzie w długim horyzoncie dynamika rozwoju polskiej gospodarki vs strefy euro. Jeśli będzie ona znacznie wyższa to PLN powinien być relatywnie silny (oczywiście nie można wykluczyć wahań ale trend powinien być w kierunku umocnienia PLN).

W jaki sposób niektóre rozwiązania zmierzające do zmniejszenia obciążeń indywidualnych kredytobiorców walutowych mogą wpływać na gospodarkę?

Skala wpływu rozwiązania problemu kredytów walutowych na gospodarkę i zachowania konsumenckie oczywiście będzie uzależniona od ostatecznie przyjętych mechanizmów. Im bardziej przyjęte rozwiązania będą korzystne dla tzw. frankowiczów i tym samym bolesne dla sektora bankowego (np. szybkie i pełne przewalutowanie kredytów po kursie ich zaciągania) tym większych efektów można spodziewać się po stronie decyzji konsumenckich frankowiczów.

Wśród pozytywnych efektów gospodarczych można wymienić dwa najważniejsze:

1. Realny spadek zadłużenia gospodarstw domowych zadłużonych w walutach (przede wszystkim CHF) oraz w nieco mniejszym zakresie spadek comiesięcznych rat kredytowych z dużym prawdopodobieństwem doprowadzi do zwiększonych wydatków konsumpcyjnych.

Należy mieć na względzie, że frankowicze to z reguły osoby dobrze zarabiające, mieszkające w dużych miastach o określonych aspiracjach konsumpcyjnych. Wiele z tych osób mając świadomość długu, który na nich ciąży i który przekracza znacząco wartość zabezpieczenia (mieszkania), istotnie ogranicza swoje wydatki próbując budować oszczędności stanowiące bufor bezpieczeństwa na wypadek problemów ze spłatą kredytów. Ci nieco mniej zamożni i równocześnie mniej rozsądni którzy zaciągnęli kredyt w kwocie maksymalnej akceptowanej przez bank często walczą o utrzymanie płynności spłacając kredyt i ograniczając inne wydatki.

2. Ważnym jest również efekt odmrożenia kredytowanych nieruchomości.

W sytuacji kiedy wartość kredytu spadnie poniżej wartości nieruchomości znacznie łatwiej podejmuje się decyzje o sprzedaży lub zamianie nieruchomości na większą lub mniejszą odpowiadającą aktualnym potrzebom i możliwościom finansowym. Wiele osób które obecnie tkwią w swoistej pułapce kredytowej chętnie wróciłoby na rynek nieruchomości jednak blokuje ich często dramatyczna dysproporcja wartości kredytu i mieszkania stanowiącego zabezpieczenie. Swoiste rozerwanie tego zamkniętego kręgu mogłoby ożywić rynek nieruchomości prowadząc do zwiększenia liczby transakcji przy jednoczesnym umożliwieniu dopasowania posiadanych nieruchomości do realnych możliwości finansowych lub potrzeb ich posiadaczy.

Analizując powyższe należy mieć jednak na względzie fakt, iż ulżenie frankowiczom będzie mało określone skutki dla systemu bankowego. Trudno ocenić obecnie ostateczny całościowy bilans skutków radykalnych działań i wskazać czy będzie on pozytywny (poprawa sytuacji wielu gospodarstw domowych wyzwalająca impuls konsumpcyjny) czy raczej negatywny (znaczące pogorszenie bilansów banków i wpływ tej sytuacji na akcję kredytową, koszty usług bankowych, konieczność dokapitalizowania itp.).

Wydaje się ze optymalnym rozwiązaniem będzie zapewnienie kredytobiorcom walutowym określonej drogi postępowania przy jednoczesnym rozłożeniu w czasie negatywnych skutków dla banków. Być może warto przeanalizować możliwość przewalutowania kredytów, jednak w określonym harmonogramie – tak aby kredytobiorca miał pewność, iż jeśli wybierze tę drogę restrukturyzacji zadłużenia to w perspektywie kilku lat jego kredyt zostanie przewalutowany. Nie może to jednak stać się w jednym rzucie bo zbyt mocno obciążyłoby to system bankowy.

W uproszczeniu mogłoby to wyglądać tak, że kredyt walutowy byłby przewalutowywany w okresie np. 4 lat. W pierwszym i kolejnych latach dotyczyłoby to kwoty 25%. Oczywiście w procesie przewalutowania należałoby uwzględnić kurs z dnia zaciągnięcia kredytu ale również skorygować zysk kredytobiorcy z przewalutowania o różnicę oprocentowania jaką faktycznie zapłacił a jaką zapłaciłby gdyby kredyt był zaciągnięty w PLN. Rozwiązanie to jest o tyle ciekawe, że bolesny dla banków proces jest rozłożony na kilka lat (z punktu widzenia księgowego również) ponadto jego skutki mogą nie być tak negatywne bo nie wiemy jak w okresie kilku lat zachowywał będzie się kurs PLN/CHF. Być może za 2 lata kwestia przewalutowania będzie zupełnie nieistotna bo kurs PLN/CHF osiągnie takie poziomy, że korygując analizę opłacalności przewalutowania o oprocentowanie kredytu przestanie to być atrakcyjne dla kredytobiorców. Rozwiązanie to powinno zostać wsparte likwidacją negatywnego wpływu stosowania spread’ów przez banki (jeden z elementów obecnie dyskutowanego projektu prezydenckiego).

Powyższe może dać pozytywny efekt konsumpcyjny (choć mniejszy niż przy najbardziej radykalnym przewalutowaniu) ponieważ da pewność kredytobiorcom realnego rozwiązania ich problemów w określonym czasie, przy czym pierwsze efekty zobaczą od razu a kolejne w następnych latach. Zagrać tu może efekt psychologiczny – konsument o zwiększonym poczuciu bezpieczeństwa jest skłonny wydawać więcej.

Jednocześnie sektor bankowy będzie mniej dotknięty negatywnymi skutkami i będzie miał czas na dostosowanie się do nowej sytuacji. Jedyną kwestią którą należy rozstrzygnąć, to czy na gruncie obecnych przepisów i zasad rachunkowości przy wspomnianym rozwiązaniu banki będą mogły uniknąć konieczności utworzenia rezerwy na cały proces przewalutowania już w pierwszym roku jego obowiązywania. Jeśli to nie będzie możliwe to niestety pozytywny efekt tego rozwiązania będzie dla banków ograniczony choć nie niezauważalny (nie będą musiały zamykać pozycji w CHF od razu).

Jeżeli chodzi o element edukacyjny tj. wzrost ostrożności i rozwagi u klientów doświadczonych kredytami walutowymi to zapewne już obecnie co do produktu pod hasłem kredyt walutowy wytworzyła się awersja. Jednak ta szczepionka ma ograniczone działanie i raczej w długim terminie nie zabezpiecza przed nierozsądnymi decyzjami w obszarze finansów osobistych – czy to po stronie długu czy oszczędzania. Niestety sztaby specjalistów są i będą w stanie sprzedać toksyczne oferty wielu klientom skuszonym mirażami zysków. Tu nieodzowne jest działanie odpowiednich instytucji Państwa które powinny zawczasu reagować (KNF, UOKiK czy w skrajnych przypadkach policja/służby i prokuratura).

Sławomir Horbaczewski
Sławomir Horbaczewski