Obniżka ratingu Polski, czyli PR się liczy

Rząd nawarzył sobie piwa. Obiecał Kowalskiemu mercedesa, mimo, że stać go tylko na małego fiata. Konieczność sfinansowania obietnic wyborczych i groźba zwiększenia deficytu publicznego sprawiła, że byliśmy pod obserwacją agencji ratingowych. Piątkowa obniżka ratingu sprawia, że narastają koszty obsługi długu publicznego. Więc Kowalski zanim wsiądzie do obiecanego mercedesa zacznie spłacać kredyt za niego jakby to był kredyt hipoteczny we frankach.

Może to dobrze, bo ostudzi realizację populistycznych zapowiedzi rządu Beaty Szydło. Jednak terapia może być szokowa, bo możemy wypaść z koszyka inwestycji niektórych międzynarodowych funduszy. Podwyższy to koszty obsługi długu publicznego, a przypomnijmy – mamy do spłaty w tym roku 90 mld zł długu netto. Brutto to jest to 182 mld zł (to suma potrzeb pożyczkowych netto i długu, który mamy wykupić). Ogromna suma. Przy trzeszczącym budżecie, zwiększone koszty obsługi długu zmuszą ministerstwo finansów do ograniczania wydatków.

Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że Standard & Poor’s sygnalizował na początku ubiegłego roku możliwość podwyżki ratingu Polski zmieniając perspektywę na pozytywną. Najwyraźniej Polska nie potrafi się prezentować na arenie międzynarodowej, bo nasz rating jest dużo niższy, niż by to wynikało z danych makroekonomicznych. Analitycy BRE Banku porównali trzy lata temu dane makro i wyszło im, że rating Polski powinien być wyższy o dwa oczka, na poziomie A+( zamiast A-). Polska ma niższy rating niż Grecja w przeddzień swojego bankructwa – agencje zaczęły mocno ciąć jej rating dopiero gdy bankructwo było już nieuchronne.

P.S. Brawo dla mBanku. Chyba jako jedyni wpisali obniżkę perspektywy ratingu do swoich prognoz makro!

Magdalena Wierzchowska
Magdalena Wierzchowska