Roboadvisory… – czyli Obcy nadciągają

FOT. Fotolia

Ten majowy, poniedziałkowy poranek 12 maja 2025 r. przywitał Piotra, 35-letniego inżyniera – team leadera we francusko-włoskiej firmie produkującej turbiny do farm wiatrowych – rześkim powietrzem i bezchmurnym niebem zapowiadającym piękną drogę w kierunku Wrocławia. Wyszedłszy z mieszkania, wsiadł do służbowego samochodu, po czym wyjechał z podziemnego parkingu apartamentowca w Miasteczku Wilanów. Miał do przebycia tysiąc kilometrów w podróży do Brunthal pod Monachium, gdzie miał za zadanie nadzorowanie rozładunku turbin na tamtejszą farmę, przywiezionych z Izraela. Wprawdzie wcześniej planowane było, że do Monachium poleci samolotem, a na miejsce na farmę podwiezie go ktoś z lokalnego biura handlowego firmy, ale po drodze we Wrocławiu do Piotra miał również dołączyć Tomasz, project assistant przyjęty do firmy trzy miesiące temu. Piotr po godzinie jazdy opuścił Warszawę, w Konotopie skręcając na Wrocław. Cały czas mu towarzyszyły myśli o biznesie.

… i tu się zaczyna historia.

Na wysokości Strykowa odezwała się Paulina, jego partnerka, 32.letnia brand manager w jednej z firm kosmetycznych: Dzień dobry kochanie, tak dzwonię do ciebie, żeby ci tylko przypomnieć o tym, że masz się skontaktować z naszym doradcą finansowym. Prosiłeś mnie, żebym tobie o tym dzisiaj przypomniała. Nie zabieram ci już więcej czasu, kochanie, spokojnej podróży. W ciągu dnia się odezwę. Pa. – powiedziała mu na pożegnanie. „Racja” – pomyślał Piotr. „To miałem dzisiaj zrobić. Skontaktować się z doradcą finansowym.” Na wizualizacyjnym monitorze na przedniej szybie prawie w tym samym momencie również przypomniała mu o tym automatyczna przypominajka. Piotr chwilę później wypowiedział na głos FinAdvisors, połączenie. Błyskawicznie jego system komunikacyjny nawiązał kontakt w firmą doradztwa finansowego. W FinAdvisors pracowały trzy osoby w zarządzie, specjalistka od marketingu i PR oraz trzech specjalistów od finansów i kwestii prawnych, współpracujących z pięcioma informatykami-programistami tworzącymi systemy zwirtualizowanego doradztwa finansowego. Co ciekawe, nie było w tej firmie ani jednego zawodowego doradcy finansowego.

Na wizualizacyjnym ekranie na przedniej szybie pojawił się intuicyjny interfejs firmy FinAdvisors, po czym z głośników pokładowych rozległ się ciepły głos kobiecy: Witam w FinAdvisors. W czym możemy pomóc? Piotr wypowiedział na głos: logowanie. Na ekranie pojawił się interfejs do logowania, zaś z głośników w samochodzie: Użytkowniku, widzę, że jesteś w podróży samochodem, sugeruję wybranie obsługi głosowej interfejsu. Czy pozostać przy obsłudze głosowej? Piotr potwierdził tę opcję. Następnie wybrał głosowo login i hasło, a na ekranie pojawiły się awatary wyboru płci doradcy finansowego. Głosem dokonał wyboru, kobieta. Awatar kobiety przybrał wizerunek realistyczny. Nazywam się Agnieszka i jestem twoim spersonalizowanym doradcą finansowym. Czy preferujesz zmianę mojego imienia? – spytał awatar na ekranie. „No pewnie, że nie.” – pomyślał Piotr. „Agnieszka może być” – dodał szybko w myślach. Potwierdził opcję wyboru imienia. Dziękuję – odpowiedziała „Agnieszka”. W celu potwierdzenia swojej tożsamości, proszę o przyłożenie palca wskazującego do wyświetlacza terminala. – miękkim głosem wydała polecenie „Agnieszka”. Piotr przyłożył palec do wyświetlacza swojego smartfona, zaś na ekranie wizualizacyjnym pojawiło się potwierdzenie jego statusu.

Piotrze pozwól, że zaczniemy od tego w jakim celu się ze mną kontaktujesz. – ciągnęła dalej „Agnieszka”

Ostatnim razem, jak się z tobą kontaktowałem… – zaczął mówić Piotr – ustaliliśmy, że się do ciebie odezwę za mniej więcej pół roku. W związku z czym postanowiłem to właśnie teraz zrobić.

– Tak, potwierdzam, mieliśmy się skontaktować – potwierdziła „Agnieszka” – Rozmowa miała miejsce 15 listopada 2024 roku o godzinie 14:25. Czy życzysz sobie zobaczyć elektroniczny skrypt tej rozmowy? – spytała „Agnieszka”. „Jakaś może wariatka?”, pomyślał Piotr, „Mam obie ręce na kierownicy, jestem na autostradzie i będę jeszcze czytał skrypt.”

Nie Agnieszko, przecież wiesz, że kieruję samochodem, odczytaj mi to. – Piotr odpowiedział poirytowany.

Przepraszam, już odczytuję – odpowiedziała „Agnieszka”. – 15 listopada 2024 r., omawialiśmy twoje Piotrze i pani Pauliny plany stworzenia rezerwy finansowej w związku z projektem restrukturyzacji dwóch umów kredytowych w linii kredytów mieszkaniowych, które oboje państwo zaciągnęliście planując to w związku ze spodziewanym awansem pani Pauliny. Mamy ten awans potwierdzony, bo pracodawca pani Pauliny w banku, w którym jest jedna z tych linii kredytowych, potwierdził zmianę wysokości miesięcznego uposażenia. My to weryfikowaliśmy i mamy to potwierdzone. To miała być wtedy kwestia do weryfikacji, która była wtedy wyjściowa podczas tamtej rozmowy. I takie były nasze ustalenia, że jeśli warunek zmiany uposażenia ze strony pani Pauliny zostanie spełniony, to to nam ułatwi dzisiejszą rozmowę. Cieszymy się, że tak się stało. Spotkanie 15 listopada ubiegłego roku miało następujący przebieg… – w tym miejscu „Agnieszka” przedstawiła Piotrowi skrypt ze spotkania – … W związku z tym Piotrze, mam do ciebie pytanie, czy nie wnosisz do skryptu sprzeciwu, wyłączeń i uzupełnień – „Agnieszka” zadała pytanie zgodnie z zaprogramowanym algorytmem.

Potwierdzam prawidłowość i prawdziwość skryptu – odpowiedział Piotr.

Dziękuję Piotrze, Mam w związku z tym następujące pytanie o to, czy twoja bądź pani Pauliny sytuacja życiowa, rodzinna lub zawodowa się zmieniły? Czy stało się coś, co z punktu widzenia planów finansowych, zawodowych, życiowych może mieć istotne znaczenie, i choćby tylko pośrednio mieć wpływ na finansową lub ekonomiczną pozycję twoją, pani Pauliny lub was obojga? – spytał głos z głośników w samochodzie. „Cholera”, pomyślał Piotr. „No żeby się pierwsza maszyna o tym dowiadywała a nie przyjaciele, znajomi lub rodzina.”

Agnieszko, tak stało się coś takiego. Paulina zaszła w ciążę – szybko wycedził Piotr.

Piotrze, miło jest mi o tym słyszeć, w związku z tym mam obowiązek poinformowania ciebie, iż w związku z tą informacją, zgodnie z przepisami znowelizowanej dyrektywy RODO mamy obowiązek objąć nasze kontakty szczególnym zakresem dyskrecji, uznając że ciąża twojej partnerki jest informacją wrażliwą. Czy wyrażasz zgodę na taki tryb postępowania? Powiedz wyraźnie „tak” lub „nie” – głos „Agnieszki” niezmiennie pozostawał miękki i ciepły.

Tak – odpowiedział Piotr.

Dziękuję, Piotrze. Mam zatem obowiązek spytania o to, który to jest tydzień ciąży. Czy wyrażasz zgodę na zadanie przeze mnie takiego pytania? Odpowiedź na nie pozwoli nam lepiej dopasować i zarządzać planem finansowym w związku ze zmianą istotnych dla niego parametrów. Przede wszystkim ma to związek z możliwościami kształtowania się państwa strony przychodowej jak i wydatkowej. Czy mogę zatem zadać pytanie o to, który to jest tydzień ciąży? – spytała „Agnieszka”. „No, dobra” – pomyślał Piotr – „Jak im to do czegoś potrzebne, to muszę im to powiedzieć.”

To jest dwudziesty pierwszy tydzień. – szybko odpowiedział.

Dziękuję – padło ze strony „Agnieszki” – w związku z tym…

 

Potencjał korzyści, potencjał szkody.

W tym miejscu chcielibyśmy przerwać naszą historię o Piotrze, jego partnerce, a przede wszystkim o rozwoju ich rodzinnego stadka, a skupić się na tym, co spędzać może sen z powiek doradcom finansowym. Bo też, jeśli zakładamy, że powyższa historia nie stanie się do 2025 r. jakąś literacką fikcją rynku finansowego lecz w istocie rzeczywistością, to jej proces miałby całkiem realny przebieg. Dowiedziawszy się o tym, że Piotr i Paulina mają się niedługo doczekać dziecka, „Agnieszka” będzie szukała w czeluściach swoich zasobów danych i informacji wielowariantowych opcji odpowiadających danemu typowi środowiska rodzinnego i zawodowego tej pary. Będzie to dotyczyło każdych możliwych informacji o strumieniach wpływów finansowych ze strony ich obojga, uwzględniając pojawiające się przerwy w pracy Pauliny, może także konieczność dodatkowego zarabiania przez Piotra lub oboje jednocześnie, i mając na względzie ich obecnie obciążenia i zobowiązania finansowe. A przecież jeszcze nic tak naprawdę nie wiemy o składnikach portfela tej pary, tj. lokatach, kredytach, polisach ubezpieczeniowych, inwestycjach finansowych. Nie wiemy nic o ich zobowiązaniach podatkowych, stanie majątkowym. Bo w domyśle zakładamy, że Piotr i Paulina są młodzi, zdrowi, energiczni, dynamiczni i silni, zaś ich wydajność i efektywność pracy wyrastają ponad średnią rynkową, w ich branży czy w ich klasie zawodów.

Zadajmy sobie wobec tego pytanie, czy tego, czego my nie wiemy o Piotrze i Paulinie to nie wie również „Agnieszka”. Nie, „Agnieszka” to wie. Co więcej, nie dość, ze ona to wie, to jeszcze jej obowiązkiem będzie sporządzić plan finansowy, a ściśle rzecz ujmując, zmodyfikować obecny, by uwzględniając to wszystko móc ułatwić parze kształtowanie się jej odpowiedniego popytu na rynku consumer finance. „Agnieszka” zacznie zatem penetrować wszystkie dostępne jej obszary baz danych i informacji, które będą miały wpływ na perspektywy finansowe i ekonomiczne ich obojga. Wiedząc bowiem, gdzie zatrudnieni są Piotr i Paulina, jakie są perspektywy rozwojowe ich firm i branż, mając ponadto różne informacje o ich środowisku rodzinnym (ze strony rodziców ich obojga), zmianach ekonomicznych i finansowych ich otoczenia życiowego (np. w zakresie czynszów i opłat w Miasteczku Wilanów), ich preferencjach konsumpcyjnych (codziennych i okresowych, takich jak np. wyjazdy wakacyjne itp.), itp. itd. „Agnieszka” będzie mogła agregować wielo heurystyczne modele planowania finansowego obejmujące właśnie Piotra i Paulinę. Zaś dokładnie – tego Piotra i tę Paulinę. Praktycznie rzecz ujmując, „Agnieszka” dysponując mocą obliczeniową tera- czy może nawet i petabajtów ekonomicznie i finansowo będzie w stanie „rozłożyć” Piotra i Paulinę „na czynniki pierwsze”, zakładając również wpływ tak złych sytuacji życiowych, jak np. utrata pracy któregoś z nich lub (bądź „i”) popadnięcie w ciężką nieuleczalną chorobę. „Agnieszka” bowiem równie ciepłym i beznamiętnym głosem będzie potrafiła „rozmawiać” z którymś z nich, nawet wtedy gdy Piotr straci pracę, a Paulina zachoruje na białaczkę limfatyczną. I w tym miejscu dochodzimy do tego, czy ów FinTech (zwany „Agnieszka” a firmowo FinAdvisors) to nadaje się do tego, by być zrobotyzowanym doradcą finansowym.

Bo w gruncie rzeczy, finansowo i ekonomicznie, właścicielowi FinAdvisors jest bardzo na rękę, by Piotr, Paulina, ich tysiące znajomych w mediach społecznościowych i ich może kilkudziesięciu w tzw. „realu”, mogło być obsługiwane przez jednego zwirtualizowanego doradcę finansowego o kryptonimie „Agnieszka”, która dla asystentki Piotra, pani Agaty, stać się już może… „Waldemarem”. Dla bota wszak nie ma znaczenia jak się nazywasz. Bot to w istocie tylko intuicyjne opakowanie wizualizacyjne, będące interfejsem sięgającym algorytmicznie w głąb zasobu baz danych i informacji. Bot nie ma wrażliwości, bot nie ma intuicji, bot nie ma uczuć wyższych, empatii, wyrozumiałości…, zwyczajnie „ludzkiego” podejścia. Bot nie będzie nigdy rozumiał, że odziedziczona przez Piotra pokoleniowa „kurna chata” będzie miała dla niego większą niż rynkowa wartość emocjonalna i choćby nawet nie wiadomo, jak bardzo finansowo i ekonomicznie uzasadnione byłoby tę chatę włączyć do planu finansowego, to Piotr się na to nie zgodzi. Chyba, że da się w jakimś momencie parametryzować ludzkie odczucia i emocje i je poddawać pod procesy algorytmiczne, uwzględniające takie zmienne, jak niechęć Piotra do ujęcia owej „kurnej chaty” w planie finansowym w świetle nawet białaczki limfatycznej jego partnerki. Czy jest tu mowa o przypadkach skrajnych? Nie. O całkowicie typowych.

Na tle powyższym pojawiają się pytania… – tutaj jest już może większa zgroza dla doradców finansowych – … o przyznanie robotom tzw. osobowości prawnej. W państwach bałtyckich zaczyna się już o tym poważnie myśleć. Jest jednak oczywiste, że zanim taka osobowość maszynom byłaby przyznana (starając się nawet iść w ślady mistrza gatunku science fiction, jakim był Stanisław Lem), to prędzej opustoszeniu z „kapitału ludzkiego” ulegnie sektor ludzkiego pośrednictwa finansowego – przenosząc handel, oparty o tzw. „inteligentne kontrakty” (i RegTech) instrumentami kredytowymi, ubezpieczeniowymi i inwestycyjnymi na platformy internetowe. W zasadzie jednak może nic poza ekstremalnym ekonomizmem, by rzec, a więc grą na obniżanie kosztów pośrednictwa finansowego i maksymalizowania użyteczności krańcowej realnego posiadacza takiego robota, nie będzie przemawiało za takim rozwiązaniem. Obok kryptowalut i blockchain’u jest to następny jeździec owej systemowej i strukturalnej „Apokalipsy”, mogący zmienić system finansowy „nie do poznania”. Względy bezpieczeństwa? Przecież „Agnieszkę” można ‘zhakować’ jak każdy inny system, może poza blockchainem, i podmienić „jej” („jemu”?) dane wyjściowe, by Piotr – nie pamiętając dokładnie o czym było spotkanie pół roku wcześniej – mógł skrypt zaakceptować. Ergonomia? Częściowo tak, gdy weźmie się pod uwagę naturalne zamiłowanie człowieka do podążania po linii najmniejszego oporu. Wszak, jadąc samochodem się wygodnie „rozmawia” z maszyną, jednak kosztem tego, że nie widzi się, czy ona kłamie. A to widać po oczach, mowie ciała czy słychać w intonacji, melodyce lub tembrze głosu. Tak, że i ten argument ledwo się broni. Zaufanie, brak missellingu? W erze tzw. technicznych przestojów do systemów bankowych, zaufanie to raczej niezbyt silna moneta. Z kolei misselling ma w takim środowisku okazję stać się missellingiem, ale… algorytmicznym. Właśnie. Argument missellingu stanowi silne przeciwwskazanie, by robotowi przyznawać osobowość prawną. Wszak bowiem prawo powinno zdecydowanie chronić stronę poszkodowaną, słabszą. Czy dla kogoś poszkodowanego wystarczającą satysfakcją byłoby, żeby w przypadku wygranej jedyną „karą” dla wirtualnego doradcy finansowego „Agnieszki” było zawieszenie „jej” interfejsu na okres dwóch lat? A co jeśli „jej” adwokat będzie udowadniał, że wewnątrz w systemie uaktywnił się ukryty moduł „Waldemar” i że to „on” nakłonił Piotra i Paulinę do włączenia do planu finansowego nieodpowiednich dla nich linii kredytowych, podbudowanych np. kilkoma ryzykownymi jednostkami funduszy inwestycyjnych i polisami ubezpieczeniowymi odpowiednimi dla pięćdziesięciolatków? W dodatku ów Waldemar „zgubił” w konstrukcji planu finansowego to, że zabezpieczeniem materialnym restrukturyzowanych linii kredytowych był 50-metrowy apartament w Miasteczku Wilanów i działka rekreacyjna pod Olsztynem odziedziczona po babci przez panią Paulinę, oraz to, że oboje się z reguły klasyfikują w II grupie podatkowej.

 

… tymczasem w rzeczywistości rzeczywistej…

Na biurku odzywa się służbowa komórka, zaś na wyświetlaczu napis „Zastrzeżony”. Odbieram.

Tak, słucham.

Dobry wieczór, pan Marcin? – słyszę w telefonie dobrze wyćwiczony męski głos. Raczej to nie jest maszyna, lecz żywy człowiek.

Tak, to ja – odpowiadam ze stoickim spokojem.

Witam Pana. Nazywam się Witold… – jakiś zanik pola, nie dosłyszałem nazwiska – z firmy Smart Investment, czy możemy chwilę porozmawiać? – „Czemu nie?”, myślę, „Nad nim pewnie stoi jakiś menedżer, to niech się tamten pokaże, że potrafi człowiekowi wejść do domu.” – Mogę spytać o pańską godność? – Pytam.

Tak, oczywiście. Kowalski się nazywam. Witold Kowalski. Dzwonię do pana, z rekomendacji pana Andrzeja Bolesławskiego, czy pan go zna? – słyszę w głosie tamtego pewność siebie, asertywność i determinację, wyćwiczone na szkoleniach z kompetencji miękkich. „Ha…”, myślę sobie, „… no, no ładnie to tak, widzę Andrzej rozsiewa telefony. Ale OK. Niech facet gra dalej.”

Tak oczywiście – potwierdzam – znamy się.

To dobrze… – słyszę i czuję, że tamtemu napięcie trochę opadło. – … bo pan Andrzej mi przekazał telefon do pana na spotkaniu i uznał, że to co mam panu do przekazania będzie… – „Zaraz…”, myślę sobie. „Jak to sobie Andrzej uznał, że coś tam dla mnie będzie?”, jestem nieco poirytowany.

Chwileczkę… – tamtemu przerwałem – Może pan to jeszcze raz powtórzyć?

Oczywiście – słyszę. – Otóż, pan Andrzej, z którym niedawno rozmawiałem, mi podpowiedział, że to co chcę panu zaproponować, to będzie panu odpowiadało…

A skąd pan wie, że będzie? – pytam i zaczynam czuć się jak na egzaminie ustnym.

No, bo chyba pan Andrzej… – pan Witold zaczyna trochę mówić mniej pewnym głosem.

W porządku, niech pan dalej mówi, a to co między nami z panem Andrzejem to niech mi pan to pozostawi, a więc…. – miękko zachęcam sprzedawcę po drugiej stronie, dając jemu szansę na wyplątanie się, bo jest pewnie obserwowany przez szefa.

… a więc, pan Andrzej uznał… – „To już wiem, że Jędrek uznał beze mnie.”, trochę mnie zaczyna brać jakieś takie rozbawienie – …, że to co mam panu do przekazania będzie dla pana cenne i wartościowe… – „O, cenne i wartościowe, tego mi potrzeba najbardziej”, myślę – i polecił mi abym spotkał się z panem. – „No, no…” myślę sobie, „… szybki facet. Może już mam dać jemu mój numer PESEL?” – Zajmujemy się… – kontynuował dalej pan Witold. – planowaniem finansowym, między innymi sprawami ubezpieczeń na życie, od chorób krytycznych, ochrony dochodu w przypadku choroby lub wypadku, ubezpieczeniami samochodowymi, kredytami bankowymi oraz odkładaniem pieniędzy na emeryturę…. – pan Witold wyłożył mi na stół cały swój asortyment, szkoleniowo zostawiając to co najważniejsze na samym końcu, by mi to lepiej utkwiło w pamięci i by mnie zachęciło do dalszej rozmowy. – Reprezentujemy bowiem większość firm finansowych na polskich rynku, tj. banków, firm ubezpieczeniowych, funduszy inwestycyjnych… Jesteśmy takim brokerem działającym na zasadzie „a whole of a market” – „Wow”, myślę sobie, i nawet „whole of a market” się pojawiło. – Mamy ofertę przygotowaną specjalnie dla pana. – słyszę po drugiej stronie zmiękczenie tembru głosu. „No, no… specjalnie dla mnie. Co też oni mogą mieć specjalnie dla mnie?” – W związku z tym mam dla pana do zaproponowania dwa terminy spotkań, a zatem kiedy moglibyśmy się spotkać, w czwartek o 17, czy w sobotę o 13? – „No, podaje dwa terminy. Dobrze widzę jest przygotowany, bo przecież z jednego to się może i wyłgam, ale już nie z dwóch.”, myślę.

Proszę pana – odpowiadam. – Ale ja nie mam wcale zupełnie czasu, żeby móc się z panem spotkać. Jestem bardzo zajętym człowiekiem – staram się zejść spod obstrzału.

Proszę pana – bez cienia emocji i zdenerwowania mi odpowiada pan Witold – Ja doskonale pana rozumiem, że nie ma pan czasu, wszyscy jesteśmy bardzo zabiegani i trudno nam znaleźć czas na cokolwiek… Właśnie dlatego do pana dzwonię – mój rozmówca asertywnie broni własnej pozycji – …żeby znaleźć dogodny dla pana termin, kiedy już będzie pan miał więcej czasu, a zatem kiedy moglibyśmy się spotkać, w czwartek o 17, czy w sobotę o 13. – pan Witold próbuje złapać przyczółek.

Wie pan co? No, nie wiem… – odpowiadam, wciągając go – a zresztą, mam już swojego opiekuna finansowego – ostrzeliwuję się.

To doskonale, proszę pana… – słyszę – … gratuluję panu, że jest osoba, która zajmuje się pana finansami, ale czy zgodzi się pan ze mną, że jeżeli ma się jednego fachowca dobre jest skonsultować się z drugim…, – „Upsss…”, myślę sobie, „Facet się wstrzeliwuje.” – … może okazać się, że moja oferta będzie doskonałym uzupełnieniem tej oferty – „Aha…, czyli tak. Na co dzień facet jeździsz sobie mercedesem klasy S, to jeszcze żeby ci było fajniej to ci wcisnę nową Hondę. Rozumiem tą argumentację, choć nie do końca mi pasuje.”, myślę sobie. – …, którą przedstawił panu pana doradca, a zatem kiedy moglibyśmy się spotkać, w czwartek o 17 czy w sobotę o 13? – Pada twarde pytanie, a ja widzę oczami wyobraźni, że wzrok menedżera pana Witolda się w tamtego coraz bardziej wwierca.

Proszę pana – odpowiadam tamtemu – nie wiem jeszcze czy będę się mógł z panem spotkać w jakimś z tych terminów, może mi pan zostawi swój numer telefonu. Oddzwonię. Aha, bo może nie dosłyszałem na początku. Jaka jest w pańskiej firmie pańska funkcja?

Jestem proszę pana doradcą finansowym – słyszę w odpowiedzi.

Dziękuję za tą informację. A ma pan może jakiś certyfikat to potwierdzający i czy znajduje się pan na liście jakiejś organizacji, do której mógłbym…. – „Pi, pi, pi…” słyszę w telefonie. Połączenie zerwane. Numeru jego telefonu nie otrzymałem

Wyklikuję numer, „Federacja”

Tak, witam, Panie Marcinie – słyszę damski miły głos po drugiej stronie – Dawno pana nie słyszałam. Co się stało? W czym mogę pomóc?

Ależ oczywiście, że może pani mi pomóc, pani Małgosiu. – odpowiadam – Wiecie coś o jakiejś firmie Smart Investment, bo dzwonił do mnie jakiś facet stamtąd i mówił, że jest doradcą finansowym?

A jak się on nazywa? – pyta mnie moja rozmówczyni. Podałem jej jego imię i nazwisko.

Dobrze sprawdzę. Proszę poczekać.

Po dwóch, może trzech minutach słyszę w słuchawce.

Nie, panie Marcinie. Takiej firmy i tego człowieka nie znamy. Do KNF’u, UOKiKu czy Rzecznika Finansowego to chyba nie muszę panu podawać numeru telefonu. Bo sam pan wie najlepiej co trzeba zrobić. I do kogo się tam zwrócić.

Oczywiście, wiem. – odpowiadam – Do miłego.

Do miłego – słyszę w słuchawce na pożegnanie.

 

Wszelkie podobieństwo do osób fizycznych, prawnych czy instytucji jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone. (Aczkolwiek może i nie do końca.) O czym z góry zastrzegamy i przepraszamy zainteresowanych.

Marcin Daniecki
Marcin Daniecki