24 karaty marketingu

Wydaje się, że gorączka złota, którą przechodziły rynki w ostatnich kwartałach powoli opada. Solidną korektę szalonego rajdu cen widać na wykresie, niewiele jednak zmieniło się w świadomości inwestorów – złoto uchodzi obecnie za jedno z najlepszych lekarstw na bessę. Klienci instytucji finansowych, którzy sparzyli się na giełdowej przecenie rozpoczętej w połowie zeszłego roku, zaczęli z dystansem podchodzić do papierów wartościowych i jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych. W odpowiedzi zarządzający i doradcy polecali najczęściej lokaty, struktury i hit ostatnich miesięcy – złoto właśnie.

Jak zwykle w czasie kryzysu na rynkach giełdowych część kapitału wędruje na rynek metali szlachetnych, pompując ceny kruszców. W tej sytuacji analogicznie do giełdowej hossy, ryzyko wejścia na rynek na górce rośnie wraz ze zwiększaniem się dynamiki wzrostów cen. Osoby, które dały się namówić na lokatę kapitału z najtwardszą walutę świata, zachodzą obecnie w głowę, czy przeceny ostatnich dwóch miesięcy to tylko korekta kilkuletnich wzrostów, czy może początek odwrócenia trendu. Zdaniem przytłaczającej większości analityków zdecydowanie za wcześnie, by mówić o załamaniu złota. Czy zatem posiadacze złotych sztabek lokacyjnych, monet, biżuterii i pozycji L na platformach forexowych mogą spać spokojnie?

Wycenie złota pomagać może powszechnie spodziewana, dalsza eskalacja kryzysu subprime. W zasadzie posiadacze złota mogą przy ocenie ryzyka stosować maksymę „czym gorzej, tym lepiej”. Zakończenie kryzysu na rynku kredytów hipotecznych i wyjście amerykańskiej gospodarki z fazy recesji, może być jednak poważnym ciosem dla wartości złota. Co więcej, nawet przesłanki mówiące o mniejszej skali kryzysu niż zakładano, przy obecnych – nadal wysokich wycenach metalu, mogą mu poważnie zaszkodzić. Nadzieją dla posiadaczy złota zawsze pozostaje jednak inflacja, przed która tradycyjnie już inwestorzy bronią się, kupując złoto.

W tym kontekście warto obserwować w szczególności ceny ropy, które po pierwsze są mocno skorelowane z cenami złota, a po drugie są bardzo ważną pośrednią i bezpośrednią pozycją w koszykach inflacyjnych. Kontynuacja wzrostowego trendu na ropie jest obecnie dużo bardziej prawdopodobna niż w przypadku złota, a co za tym idzie można spodziewać sie, że w wypadku dalszych wzrostów cen czarnego złota, pociągną one za sobą ceny złota właściwego.

Paliwem rakietowym dla cen złota na przestrzeni wieku były zawsze zbrojne konflikty o zasięgu co najmniej regionalnym. Najpoważniejszym kandydatem do odgrywania roli takiego katalizatora nadal pozostaje Bliski Wschód. Inwazja amerykańska na Iran nie jest wcale tak mało prawdopodobna, jak zwykło się powszechnie uważać, szczególnie jeżeli wybory do Białego Domu wygra Hillary Clinton. Jakkolwiek pozostali kandydaci również nie gwarantują zerwania z doktryną eksportu demokracji.

O tym, jaka będzie zagraniczna polityka nowego przywódcy Stanów przekonamy się dopiero po wyborach, ponieważ nie warto jako wiążące traktować przedwyborczych, pacyfistycznych obietnic. Wystarczy przypomnieć tylko, że Bush Jr. przed objęciem urzędu prezydenta uważany był za polityka, którego kadencja oznaczać będzie powrót Stanów do tendencji izolacjonistycznych. Wycofanie się z regionu bliskowschodniego okazało się niemożliwe i nic nie wskazuje na to, żeby kolejnemu prezydentowi udało się wyciągnąć Stany z ruchomych, pustynnych piasków, w których ugrzęzły.

Wojna lub znaczące przesilenie polityczne odciśnie swoje piętno na złocie bezpośrednio, a także pośrednio przez ceny surowców energetycznych. W literaturze zwykło się uważać, że to złoto z reguły wyprzedza ceny innych towarów, jednak trwająca właśnie gorączka na rynkach paliw, burzy nieco ten obraz. Być może ceny ropy oderwały się już od fundamentów, jednak wciąż nie widać chęci sprawdzenia ich na niższe poziomy.

Mówiąc o złocie nie można, nie wspomnieć o najistotniejszej zmiennej – dolarze. Słaby dolar z jednej strony wzmacnia złoto, z drugiej zmniejsza zyski m.in. polskich inwestorów kupujących realne złoto. Takie transakcje rozliczane są w złotówkach, a czym silniejsza waluta względem dolara, tym mniejszy zysk z procentowego przyrostu wartości złota względem dolara.

Patrząc na złoto z tej perspektywy ostatni rok może wydawać się zaskakujący. W ciągu ostatnich 12 miesięcy na międzynarodowych rynkach złoto zyskało 31 proc. W tym samym czasie złotówka umocniła się do dolara aż o 27 proc. Oznacza to, że po uwzględnieniu różnic kursowych zarobiliśmy zaledwie 4 proc. – czyli tyle, ile wynosi obecnie średnioroczna inflacja! Warto o tym pamiętać, oglądając broszurki przyniesione przez akwizytora… tfu doradcę finansowego.

Na deser zamieszczam wykres obrazujący silną ostatnimi czasy korelację pomiędzy słabnącym dolarem i umacniającym się złotem – w tym wypadku, w odniesieniu do złotówki.

Podsumowując należy zauważyć, że złoto nie jest już tak atrakcyjną inwestycją jak jeszcze kilka lat temu. Perspektywy wzrostu mimo wszystkich wymienionych powyżej czynników nie są gwarantowane. Konkurencją dla złota są wysoko oprocentowane obligacje, lokaty i rachunki oszczędnościowe, które mimo relatywnie niskich stóp zwrotu, zapewniają pewną ochronę kapitału w trudnych czasach bessy. Ostatecznie dla złota największym zagrożeniem jest otrząśnięcie się inwestorów z traumy, jaką wywarły na nich ostatnie spadki, a w konsekwencji powrót długoterminowych wzrostów na rynki akcji.

Decydując się na inwestycję w złoto, ze względu na ostatnie rekordy cen i bardzo szeroki spread w obrocie towarowym, lepiej wybierać długookresowy horyzont inwestycyjny. Złoto pod tym względem jest specyficznym towarem, ponieważ daje gwarancję utrzymania wartości przez pokolenia – zapotrzebowanie na złoto istnieje od tysięcy lat i nie zanosi się na to, aby miało się to zmienić. Spekulując na rynku złota najlepiej korzystać z instrumentów pochodnych bazujących na wycenie metalu.

Nie warto za to dać się wciągnąć w owczy pęd i nieprzemyślane inwestycje, wynikające z mody lub marketingowych zabiegów instytucji oferujących „złote” produkty. Stopy zwrotu liczone w sektach procent, reklamy obiecujące złote góry, żenujące doniesienia prasowe o tym, że w punktach detalicznych brakuje złota na sprzedaż, wszystko to buduje atmosferę podobną do tej wokoło funduszy inwestycyjnych sprzed roku. Tłum kupuje złoto. Jak jednak pokazuje doświadczenie, większość nie zawsze ma rację.

Jarosław Ryba
Jarosław Ryba