Rating, „Big Short” i sprawa polska

W filmie „Big Short” jest scena, kiedy pracownica agencji ratingowej S&P mówi, że jeśli nie dostarczy preferowanej przez klienta agencji oceny, to tenże uda się do Moody’s (druga najważniejsza amerykańska instytucja tego typu).

Pomyślałem sobie,  że ta scena może zainspirować  co niektórych twórców naszych rodzimych spotów reklamowo-politycznych. Choćby do wykorzystania jej jako dowodu na rzekomą kompletną”niesłuszność” wszelkich werdyktów agencji, szczególnie tego wobec Polski.

Śpieszę więc „donieść”, że od tamtej sceny, umiejscowionej w trakcie wielkiego kryzysu finansowego z 2008 roku,  jednak co nieco wody upłynęło.

Ktos złośliwy w stosunku do Wall Street zamiast wody wyobraziłby sobie nawet jakieś inne ciecze. Nie zmieni to jednak faktu, iż agencje ratngowe zostały poddane nowym regulacjom, nie wspominając o śledztwie swego czasu wobec nich prowadzonym  przez Departament Sprawiedliwości.

Może nadal nie jest idealnie, ale nie radziłbym przedsadzać ze sceptycyzmem wobec wartości ocen czołowych agencji ratingowych, a szczególnie z ignorowaniem ich oddziaływania na rynki.

 

 

Miłosz Fryckowski
Miłosz Fryckowski