Bank centralny, który nie owija w bawełnę

Czytacie Państwo komunikaty z banków centralnych? Nie? To dobrze, bo na ogół to lektura użyteczna jedynie w wydaniu na miękkim papierze. Ale jest jeden bank centralny, którego komunikaty warto śledzić. To Szwajcarski Bank Narodowy.

Oficjalne komunikaty płynące z pałaców „Władców Pieniądza” pisane są w taki sposób, aby zwykły śmiertelnik niewiele z nich zrozumiał. Ich język jest na tyle mętny, skomplikowany i nieprecyzyjny, aby całe hordy analityków, inwestorów i zarządzających funduszami mogły tygodniami analizować niuanse lingwistyczne i dopatrywać się ukrytych aluzji. Nawet tam, gdzie ich nie ma.

Wzorcowym przykładem są komunikaty amerykańskiej Rezerwy Federalnej, do analizy których zaprzęgnięto już wyspecjalizowane programy komputerowe. Niewiele lepiej jest, gdy zamiast oficjalnego oświadczenia przed dziennikarzami staje prezes. Konferencje prasowe Mario Draghiego czy Janet Yellen to oprócz niektórych meczy piłkarskich jedyne tak nudne wydarzenia o tak dużej oglądalności. Co innego, gdy bank centralny zatrudni „gwiazdę”. Wtedy konferencja prezesa może stać się wręcz programem rozrywkowym.

Inny rodzaj komunikacji z rynkiem wybrał Szwajcarski Bank Narodowy

Owszem, SNB też czasem ordynarnie oszukuje (zresztą jak każdy bank centralny) – jak na przykład rok temu, gdy wiceprezes SNB jeszcze na trzy dni przed zerwaniem z euro zarzekał się, że „minimalny kurs wymiany musi pozostać fundamentem naszej polityki monetarnej”.

Ale SNB jest jednym z nielicznych (jeśli nie jedynym) ważnym bankiem centralnym, który wprost i bez ogródek pisze o celach i instrumentach swojej polityki. Pojawiający się raz na kwartał komunikat (dostępny w wersji angielskojęzycznej) jest krótki, zwięzły i treściwy.

„Perspektywy dla światowej gospodarki w ostatnich miesiącach uległy lekkiemu pogorszeniu” – rzadko kiedy bankierzy centralni przyznają, że jest gorzej. „Na całym świecie przemysł i handel pozostają niemrawe, przyczyniając się do dalszego spadku cen ropy naftowej” – pisze w dzisiejszym komunikacie SNB.

I zdanie, które w ustach monetarnego oficjela brzmi jak czysta herezja: „Wbrew oczekiwaniom, niskie ceny energii miały tylko ograniczony efekt stymulujący na wydatki gospodarstw domowych. Co więcej, miały one negatywny wpływ na perspektywy wzrostu w krajach produkujących ropę, włączając w to USA. Naprawdę mało który bankier centralny przyzna, że coś poszło nie po jego myśli i to w dodatku w stronę przeciwną od pożądanej.

W tym komunikacie widać rękę prezesa Thomasa Jordana,

który w lutym powiedział, że stóp procentowych nie można obniżać w nieskończoność. „Niekonwencjonalne środki nie mogą być jednak stosowane bez końca. Stopy procentowe nie mogą być obniżane głębiej poniżej zera bez osiągnięcia punktu, w którym nastąpi ucieczka do gotówki” – powiedział Thomas Jordan na konferencji we Frankfurcie nad Menem, czyli siedlisku doktryny „ujemnoprocentowej”.

Inni bankierzy centralni na ogół nie uznają żadnych ograniczeń i uważają się za wszechwładnych mędrców odpowiadających jedynie przed Bogiem i Historią. Gdy słyszą, że punktem granicznym dla ujemnych stóp jest poziom, przy którym deponenci zabiorą z banku gotówkę, to myślą nad delegalizacją papierowego pieniądza. Tacy ludzie są niebezpieczni. Jak mawiał Thomas Jefferson: stanowią oni większe zagrożenie od regularnych armii.

Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany