Banki za duże aby upaść?

Ciągle słyszę, że jakiś bank jest zagrożony. Ostatnio najgłośniej jest o Deutsche Banku oraz UniCredit (do niego należy Pekao SA). Dwa bardzo potężne banki na glinianych nogach.

FOT. Bloomberg

UniCredit działa w 50 krajach na świecie, posiada ponad 8 tys. placówek i zatrudnia ok. 146 tys. pracowników.
Deutche Bank zatrudnia około 101 tys. pracowników (marzec 2011).

Pierwszym problemem jest nazewnictwo – te instytucje nie powinny być nazywane bankami. To są instytucje które inwestują pieniądze, grają np. na walutach, derywatach i innych nie znanych ludziom rzeczach. Te firmy powinny się nazywać „bankami inwestycyjnymi”, albo żeby nie wprowadzać w błąd – „instytucjami inwestycyjnymi”  – lub podobnie.  Winni tu są politycy, prawo na to pozwala.

Do czego służy Bank?

Rządzący politycy wymagają, aby każdy z nas miał konto w banku, większe płatności gotówką już nie zrobimy. Problem w tym, że nasze oszczędności często są używane do spekulacji bez naszej zgody, potem bank jest nie wypłacalny a my możemy odzyskać do 100 tyś euro wg Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Teoretycznie.

Tu problem pojawia się z samym BFG i jego odpowiednikiem w krajach eurolandu.

Taki BFG radzi sobie z małymi kasami Stefczyka czy drobnymi bankami. Ale nie poradzi sobie z upadkiem takiego Deutsche Banku czy UniCredit. Tak było w USA przy okazji upadku Lehman Brothers czy Fanny may Freddie mac. Ratować ich musiało państwo za pieniądze podatników – oczywiście prezesi i tak sobie wypłacali z tej kasy milionowe premie, przypomnę: z publicznej kasy.

Problemu by nie było gdyby taki Deutche Bank czy UniCredit  nazywał się nie „bankiem” tylko np. „instytucją finansowo-inwestycyjną”.

Wtedy ludzie może tak bezsensownie nie wkładali by tam całych swoich oszczędności bo bank jest nieuczciwy i traci nasze pieniądze. I całego problemu z upadkiem by może nie było, bo bank nie miałby takich kapitałów.

Tu pojawia się problem polityków. Wszystkiemu winni są oni, że pozwalają aby banki inwestowały i traciły tak ryzykownie i gwałtownie. Sam Bank powinien służyć do składowania oszczędności i udzielaniu z nich pożyczek na %. I tyle. Spekulacje walutowe czy inne powinny być zabronione. Takimi rzeczami niech się zajmują instytucje inwestycyjne, a nie banki.

Wracamy do tych dwóch „banków”.

Deutsche bank ogłosił jakiś czas temu, że jeszcze ma pieniądze na wykup obligacji. ?!

Ta firma jest obecnie drugim największym bankiem inwestycyjnym na świecie. Łączne aktywa banku wynoszą 2 bln euro, a kwota depozytów przekracza 570 mld euro.

Prawdziwym problemem Deutsche Banku jest jego zaangażowanie na rynku derywatów, czyli instrumentów pochodnych wynoszące obecnie 55 bln euro.

55 000 000 000 000 euro
Jest to mniej więcej 20-krotność PKB Niemiec.

Gubię się już w tych liczbach.
Ktoś napisał, że wartość derywatów posiadanych przez bank przekracza globalny PKB!!!!

UniCredit – ten pseudo bank jest tak nastawiony na zysk, że podejmie każde ryzyko aby ten zysk był osiągalny. Efekt?

W UniCredit – zagrożone są kredyty (niespłacane terminowo) na sumę podobno 360 mld euro (piszę podobno bo wcale nie oznacza, że to cała suma, mogą być jeszcze trupy w szafie).

Dla porównania – przychody Polski na rok 2016 są zaplanowane na około 313 mld zł.
Budżet Niemiec na rok 2016 był planowany na około 316 mld euro.
Zagrożone kredyty w UniCredit są ponad 4 razy większe niż roczne przychody takiego kraju jak polska, oraz przekracza przychody budżetu takiego kraju jak Niemcy!!!

Teoretycznie nikt nie jest w stanie uratować tak wielkich banków – sztucznie napompowanych przez dziwne operacje finansowe.

No chyba, że Europejski Bank Centralny wydrukuje Bilion euro i zasypie bankowe złe kredyty. Tu pojawia się problem hiperinflacji która może nadejść. Puste drukowanie kasy jest ryzykowne.
Gdyby było to takie proste to każdy by drukował po tysiąc euro każdemu Europejczykowi, niech się lud cieszy. Jakoś to się nie dzieje. Inflacji nie ma póki co z tego drukowania, bo ta kasa jest wydawana na skup obligacji rządowych. Nie przekłada się to na realną gospodarkę bezpośrednio. Zasypanie dziur banków już ma większy wpływ. Oficjalnie dodrukowanie kasy w celu załatanie niespłacanych kredytów powinni te kredyty spłacić? Tak? Ludzie uwolnieni od 360 mld euro kredytów same UniCredit mogli by napędzić inflację aż za bardzo.

Ogólnie politycy są do d… skoro pozwalają na takie rzeczy. Nie miałbym nic przeciwko UniCredit – gdyby to była instytucja inwestycyjna z nazwy, a nie bank. Ludzie może by bardziej świadomie lokowali tam swoje oszczędności.

Humorystycznie. Jak UniCredit i Deutche Bank (i im podobne pseudo banki) dbają o twoje oszczędności:

Według mnie, derywaty powinny być zakazane. Bank ma udzielać pożyczek z depozytów od ludzi i zgarniać od tego prowizje.

I tyle.

 

Marcin Maj