Banki znieście prowizje dla zadłużonych we franku!

Banki powinny znieść opłaty za aneksy i zmiany w umowach kredytowych dla zadłużonych we frankach szwajcarskich. W piątek bankowcy zgodzili się, aby wydłużać okresy kredytowania dla frankowiczów, aby zmniejszyć wysokość miesięcznej raty. Tyle tylko, że dziś taki zabieg kosztuje minimum 200 zł, a w niektórych bankach nawet 1 proc. wartości kredytu.


Bankowcy zgodzili się już na zniesienie spreadu na franku. To słuszna decyzja, bo dzięki temu będzie można taniej kupić i tak bardzo drogiego franka (tutaj też są haczyki, o szczegółach niżej). Ale dla swoich klientów mogą zrobić więcej. Rozwiązania są naprawdę proste.

W piątek Związek Banków Polskich ogłosił pakiet sześciu propozycji, które mają przynieść ulgę frankowcom, z których najważniejsze są trzy:
1. obliczanie raty kredytu z uwzględnienie ujemnego LIBOR
2. ograniczenie lub zniesienie spreadu
3. wydłużenie okresu spłaty kredytu 
Propozycje są ciekawe, ale… no właśnie, jest kilka ale…
1. Ujemny LIBOR teraz, mniejsze raty dopiero w marcu
Od grudnia LIBOR (na podstawie, którego kształtuje się cena CHF na rynku międzybankowym) jest poniżej zera. Do tej pory banki nie chciały uwzględnić tego faktu i licząc oprocentowanie dla klientów za punkt odniesienia brały  LIBOR = 0.  Raty obliczały więc według wzoru marża + 0 proc., nie uznając ujemnego LIBOR jako punktu odniesienia.
Teraz zgodziły się pomniejszać swoją marżę o różnicę między zerem a wartością stawki LIBOR, czyli stosować działanie: marża, np 1,4 proc. + (-0,7) LIBOR, co daje 0,7 proc. oprocentowania.
Niestety wielu frankowców odczuje to, że banki przyjęły do wiadomości, że LIBOR znalazł się poniżej zera, dopiero w marcu. Spora część banków dopiero wtedy zaktualizuje oprocentowanie dla klientów.

2. Franki najlepiej kupować w kantorze
Nie wiem czy to moje argumenty przekonały bankowców do zniesienia spreadu na najbliższe 6 miesięcy (mam odsłuchy, że tekst czytali), czy sami na to wpadli – grunt, że podjęli dobrą decyzję. Doceniam, ale…. Pamiętajcie, że każdy bank będzie mógł ustalić, czy spread zniesie czy tylko ograniczy. Np. ING Bank Śląski w ogóle zrezygnował ze spreadu, ale np. Getin obciął go o połowę. Kolejne decyzje w branży bankowej mogą być rozmaite (SPRAWDŹCIE CO ZROBI WASZ BANK). Na razie wygląda na to, że nadal najlepszym wyjściem będzie po prostu kupowanie franków na własną rękę w kantorze.

3. Aneks do kredytu słono kosztuje
I wreszcie trzeci instrument – wydłużenie okresu kredytowania, żeby zmniejszyć wysokość miesięcznej raty. Tu chciałbym się na chwilę zatrzymać. Manewr ze zmniejszaniem raty przypomina zbijanie gorączki antybiotykiem – specjalnie zdrowe nie jest, ale okoliczności zmuszają. Wydłużenie okresu spłaty sprawia, że kredytobiorca zapłaci za kredyt znacznie więcej niż w ramach pierwotnego harmonogramu. No ale kiedy ma się do wyboru ruinę domowego budżetu albo ulgę w miesięcznych wydatkach, może nie być wyjścia.

I tu mój apel do banków. Bardzo podoba mi się, że chcą pójść na rękę kredytobiorcy, bo obiecują, że przesunięcie terminu spłaty będą załatwiały szybko, bez niepotrzebnych procedur. To ważna deklaracja, gdyż w wielu przypadkach trzeba byłoby zbadać zdolność kredytową frankowca, a rezultaty mogłyby być rozmaite. Pytanie jeszcze czy zgodzi się na to nadzór finansowy, bo równie dobrze, trzymając się procedur, może stanąć okoniem. Banki maja na niego ograniczony wpływ.

Mają natomiast na co innego swoje regulaminy i tabele opłat i prowizji. Mam nadzieję, że wyciągając rękę do frankowców pozbędą się węża w kieszeni i zniosą prowizje od aneksów do umów, szczególnie kiedy sprawa dotyczy wydłużenia okresu kredytowania.

Dzisiaj taka przysługa kosztuje:
w PKO BP 0,5 proc. wartości kredytu, nie mniej niż 300 zł; aktualizacja: bank zniósł opłatę dla klientów frankowych
w mBanku opłata za prolongatę kredytu wynosi 0,5 proc. prolongowanej kwoty, a koszt restrukturyzacji kredytu (czyli renegocjacja warunków umowy gdy robi się naprawdę gorąco) to 150 zł, natomiast cena aneksu waha się między 100 a 500 zł;
Millennium za aneks bierze 200 zł, za przyznanie karencji w spłacie 500 zł. Tyle samo za wydłużenie kredytu;
W Getinie za wydłużenie trzeba zapłacić 1 proc. kwoty całkowitego zadłużenia, nie mniej niż 200 zł;
BZ WBK za aneks policzy sobie 200 zł;
Tabela opłat i prowizji w Raiffeisen Polbank przewiduje 200 zł za zmiany w umowie;
Bank BPH za aneks bierze 200 zł i tyle samo za zmianę harmonogramu spłat rat;
W BGŻ w przypadku zmian w sposobie spłacania kredytu prowizja „pobierana jest od kwoty objętej zmianą” – czyli chyba od wartości zadłużenia – i wynosi 0,5 proc., minimum 150 zł;
BNP Paribas za aneks weźmie 300 zł;
Trochę tańszy jest Eurobank, który za zmianę dotyczącą okresu kredytowania policzy sobie 250 zł;
Credit Agricole z kolei zainkasuje tyle co Raiffeisen – 300 zł;
W Pekao prowizja za zmianę rat malejących na równe oraz zmiana harmonogramu spłat kosztują po 150 zł;
Chlubnym wyjątkiem na tle banków jest DB PBC, który zniósł opłatę za aneks do umowy zmieniający harmonogram spłaty z raty malejącej na równą oraz w drugą stronę

Jest jak najbardziej zrozumiałe, że bank musi z czegoś żyć, ale kiedy powiedziało się A, czyli zaproponowało wydłużenie okresu spłaty, to trzeba powiedzieć i B, czyli z rezygnować z prowizji, bo inaczej wyjdzie na to, że bankowcy sprytnie nakręcają sobie biznes, naganiając frankowców do aneksowania umów kredytowych.

Eugeniusz Twaróg
Eugeniusz Twaróg