BRYK DLA MECENASA KONDRACKIEGO

W czwartek Rzeczpospolita przedrukowała FRAGMENT mojego wpisu z blogu „Bryk dla prokuratorów”. http://blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=854 

Nie napisała, że to fragment, i że całość jest na blogu więc czytelnik mógłby odnieść wrażenie, że napisałem artykuł specjalnie dla Rzeczpospolitej, i że to, co zostało wydrukowane, stanowi całość owego artykułu.

W piątek z polemiką wystąpił Pan Mecenas Jacek Kondracki.

http://www.rp.pl/artykul/9133,569446_Kondracki–Przedsiebiorca-i-sprawiedliwosc.html

Moją głęboką wiarę w to, że Kolega Kondracki o tej manipulacji nie wiedział mącą nieco dwa fakty. Po pierwsze już pod czwartkowym przedrukiem z mojego bloga redakcja umieściła notatkę, że następnego dnia będzie artykuł polemiczny Pana Mecenasa Kondrackiego. Po drugie sam Kolega Kondracki użył sformułowania: „w tekście (moim) przytaczane są pełne dane, ale w międzyczasie (podkreślenie moje) – jak wynika z doniesień prasowych – przedstawiono zarzuty, stąd posługuję się inicjałami”. Otóż od czwartku do piątku, to nie był ów „międzyczas”. Gdy umieszczałem swój wpis na blogu Pan Ryszarda Krauze nie był jeszcze „R.K.” bo nie miał postawionych zarzutów. Jak Rzeczpospolita przedrukowywała 9ze skrótami) mój wpis – już je miał postawione.

Pan Mecenas Kondracki zaczął od pytania: Czy autor (znaczy ja) zna akta sprawy R.K.? Oczywiście, że nie znam. Co więcej, dodam, że nigdy nie reprezentowałem Pana Ryszarda Krauze, ani żadnej z jego spółek. I wyraźnie napisałem na blogu, że zabieram głos nie dlatego, że sprawa dotyczy właśnie jego, ale MIMO TO! A żeby uniknąć jakichkolwiek wątpliwości to jeszcze dodam, że gdyby Prokuratura zdecydowała się postawić tym, którzy podpisywali prospekt emisyjny „Petrolka” zarzuty nie przedstawienia we właściwy sposób czynników ryzyka inwestycyjnego, to bym nie zabierał głosu, a nawet mogłaby Prokuratura posłużyć się moimi krytycznymi uwagami na temat rzeczonego dokumentu.

Kolegę Kondrackiego dziwi wypowiadanie przeze mnie „krytycznych ocen dotyczących zasadności stawianych podejrzanemu zarzutów” skoro nie zna się akt.

Ale ja nie wypowiedziałem ani jednej „krytycznej oceny dotyczącej zasadności zarzutów”, które prokuratura zamierzała postawić Panu Ryszardowi Krauze. Umieściłem na blogu wpis tylko a propos „sprawy Krauze” na temat rażącego nadużywania przez Prokuraturę art. 296 k.k. i 585 k.s.h., czasami ewidentnie w złej wierze (o czym za chwilę), albo na skutek braku umiejętności zrozumienia pojęcia „szkoda”, które ma charakter nie prawny, tylko ekonomiczny. Posłużyłem się nawet fragmentem opinii którą napisałem w sprawie menadżerów Stoczni Szczecińskiej oskarżonych o działanie na szkodę spółki. Właśnie niedawno zostali oni prawomocnie uniewinnieni (SN oddalił kasację Prokuratury jako „oczywiście bezzasadną”). I w tym miejscu muszę się zgodzić z Kolegą Mecenasem, który pyta „Czy prokuratorzy popełniają błędy”? i sam sobie odpowiada: „oczywiście, ale przecież te błędy podlegają sądowej kontroli, łącznie z kontrolą Sądu Najwyższego.” Przecież już po 9,5 latach od zatrzymania ludzie ci zostali słusznie uniewinnieni! Sprawiedliwości stało się zadość.

Kolega Kondracki nie sądzi, że chciałbym „wprowadzić całkowitą depenalizację czynów z art. 296 k.k.” i szarmancko stwierdza, że „Gwiazdowski jest ostatnim człowiekiem, któremu należałoby tłumaczyć, że z chwilą utworzenia spółki z ograniczoną odpowiedzialnością powstaje odrębny byt prawny”. Dostrzega zaś „problem w tym, że Gwiazdowski nie postuluje nowych, bardziej racjonalnych rozwiązań prawnych”.

Owszem wiem, że 2+2=4 (to znaczy, że „z chwilą utworzenia spółki z ograniczoną odpowiedzialnością powstaje odrębny byt prawny” – bo dla prawnika jest to tak samo oczywiste, jak powyższe równanie). Dlatego w swoim wpisie na blogu nie postulowałem bynajmniej „depenalizacji czynów z art. 296 k.k”. Nie postulowałem też żadnych „bardziej racjonalnych rozwiązań prawnych” lecz jedynie (albo AŻ) aby Prokuratura nie nadużywała rozwiązań obecnych. Dlatego napisałem „bryka” o tym co to jest „szkoda”. Ale jak wnoszę z polemiki Kolegi Kondrackiego, przyda się on nie tylko prokuratorom

W przypadku jednoosobowych spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, które są prawnym wehikułem prowadzenia działalności gospodarczej, korzystanie przez Prokuraturę z art. 296 k.k. lub 585 k.s.h. jest najczęściej pretekstem dla „dobrania” się do kogoś, kto z jakichś powodów znalazł się w „niełasce” Prokuratury lub jej zleceniodawców (czyli służb specjalnych). W sprawie, o której wspomniałem, stawiania przez Prokuraturę zarzutu działania na szkodę spółki prezesowi zarządu, który był jej jedynym udziałowcem, chodziło o to, że jako osoba fizyczna nabył on nieruchomość rolną za cenę „X”. Następnie ją „odrolnił” i jako działkę przemysłową wniósł do spółki, w której był jedynym udziałowcem i prezesem zarządu na pokrycie kapitału zakładowego według wartości „X+”. Prokurator uznał, że przecież mógł pokryć kapitał zakładowy gotówką, za którą spółka mogła kupić ową nieruchomość rolną i ją sama „odrolnić”.

Prokuratura potrafiła też postawić członkom zarządu spółki zarzut działania na jej szkodę na skutek nabycia akcji innej spółki za „zawyżoną” podobno kwotę, które (znowu „podobno”) były „sfałszowane” lub ”zajęte”. Zdanie na temat tego, czy były „sfałszowane” – czyli nic nie warte, czy jednak były coś warte i były „zajęte”, Prokuratura, a za nią dziennikarze, którzy „dotarli” do informacji ze śledztwa i je publikowali na pierwszych stronach, zmieniali kilka razy. Przez cztery lata Panom Prokuratorom nie dało się wytłumaczyć, że sama dywidenda, którą spółka, szkodę której podobno wyrządzono, uzyskała z akcji, które nabyła (które okazały się ani nie „sfałszowane” ani nie „zajęte”) była wyższa niż cena, którą zapłaciła. Ku chwale Prokuratury należy przyznać, że w tej sprawie nie potrzeba było „sądowej kontroli, łącznie z kontrolą Sądu Najwyższego”. Prokuratura sama umorzyła postępowanie i to już po niecałych 4 latach. Sprawiedliwości znowu stało się zadość.

O tej sprawie Kolega Kondracki coś pewnie wie (choć zakładam, że nie zna akt), bo reprezentuje w sądzie redaktora naczelnego gazety, która o niej pisała, umieszczając na „jedynce” zdjęcie zatrzymanego w dresach (został zatrzymany w klubie tenisowym – ale wyszedł na „dresiarza”) i kajdankach, który po latach też okazał się niewinny. A jako że ja tę akurat sprawę dobrze znam, to pozwolę siebie stwierdzić, że „przedstawianie (przeze mnie) prokuratorów jako ignorantów, którzy złośliwie ścigają uczciwych przedsiębiorców”, nie jest „grubym nadużyciem” – jak napisał mój adwersarz. Jeśli prokuratorzy nie byli ignorantami, to należałoby ich uznać za przestępców, którzy „wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami” działali na szkodę zarówno spółki, jej akcjonariuszy, jak i osób trzecich, którym postawiono zarzuty.

Dotąd to prokuratorzy przechodzili do adwokatury. Czyżby Kolega Kondracki postanowił przetrzeć szlak w odwrotnym kierunku?

Robert Gwiazdowski
Robert Gwiazdowski