Ciężki los posła, który prosi o podwyżkę

Sejm wg opinii niektórych posłów to normalny zakład pracy, gdzie reprezentanci narodu wykonują swoją profesję na tej samej zasadzie co kowal w zakładzie rzemieślniczym. Dla wielu jest to wyjątkowo skąpa firma, bo posłowie nie mieli żadnej podwyżki od 18 lat.

Obecnie w Sejmie trwa protest matek niepełnosprawnych dzieci, które w zasadzie nie maja środków do życia. Ich ciężki los potęguje fakt, że zasiłki dla osób, które zrezygnują z pracy zawodowej by całkowicie poświęcić się niepełnosprawnemu potomkowi są nie tylko bardzo niskie, ale w zasadzie urągają godności. W sumie wszystkie możliwe dodatki i zasiłki nie przekraczają 1 tys. zł.

Zasady przyznawania świadczeń reguluje ustawa o świadczeniach rodzinnych. Zgodnie z nimi  rodzic, który opiekuje się niepełnosprawnym dzieckiem w domu otrzymuje 820 zł z czego 620 zł zasiłku plus 200 z programu rządowego.  Rodzic może też liczyć na 153 zł zasiłku pielęgnacyjnego. W sumie jest to kilka transferów, ale pieniądze raczej kiepskie – zwłaszcza, że utrzymanie niepełnosprawnego to kosztowna sprawa.

Ogólnie finansowanie niepełnosprawnych to ciekawy przypadek ekonomiczno-społeczny

W sieci łatwo jest znaleźć komentarze, że skoro kobiety zdecydowały się urodzić niepełnosprawne dziecko to są sobie winne i nikt nie musi ich finansować.  Dalej – „zdrowe kobiety wybierają opiekę na chorymi od urodzenia dziećmi i dostają prawie 1 tys. zł, a inni muszą na to pracować cały miesiąc”. Słowem – Internet lubi pochylać się nad niepełnosprawnymi dziećmi w grupie, ale indywidualnie to społeczeństwo składa się z samych ultra prawicowców w pełni popierających spartańskie rozwiązania w tym temacie.

Rodzice niepełnosprawnych dzieci okupują korytarze w Sejmie. Nie popieram tej formy protestów, ale rozumiem intencje. W mojej opinii do każdego przypadku trzeba podchodzić indywidualnie i tutaj system musi wykazywać się pewnego rodzaju empatią. Państwo raczej jest przeciwne aborcji, zatem musi brać odpowiedzialność za odebranie niektórym rodzicom wyboru (to samo dotyczy instytucji kościelnych). Zasiłek dla nich powinien wynosić tyle, by odciążyć ich chociaż od finansowych trosk.

Po to właśnie płacimy podatki

Premier twierdzi, że nie ma na to pieniędzy. W takim razie konieczny jest audyt wydatków – likwidacja niektórych urzędów, dotacji dla dziesiątków organizacji oraz zmniejszenie liczby niepotrzebnych etatów w administracji.  Sto razy bardziej odpowiada mi wysoki zasiłek dla rodzica niepełnosprawnego dziecka niż nieoprocentowana pożyczka z Sejmu z jakiej mogą korzystać posłowie. (Naturalnie w przypadku rodziców niepełnosprawnych dzieci warto rozważyć wprowadzenie kryterium dochodowego).

W Polsce mamy ok. 200 tys. dzieci z aktualnym orzeczeniem o niepełnosprawności, co w najgorszym wypadku kosztuje nas 2 mld zł rocznie.

W tym samym czasie koszty działalności NFZ to ponad 600 mln zł rocznie; ZUS – 3,4 mld zł rocznie;  dopłaty do paliwa rolniczego – 720 mln zł;  dotacje i subwencje dla partii politycznych – 54 mln zł, Kancelaria Prezydenta – 167 mln zł;  Kancelaria Sejmu – 407 mln zł;  Senat – 97 mln zł; odpis na działalność KRUS – 456 mln zł! Wymieniamy dalej?

Nie ma pieniędzy, czy po prostu brakuje odwagi, by je znaleźć? Posłowie, posłanki i posełankowie bronią się, że nie można zwiększyć zasiłków, bo budżet tego nie wytrzyma. Z trudem można zrozumieć, że nie chcą oni obniżyć podatków, ale kompletnie niezrozumiały jest całkowity brak chęci rewizji całej masy wydatków. „Nie można ich zmienić, bo mają charakter ustawowy” – w takim razie należy zmieniać ustawy, a nie cały czas odświeżać najnowsze sondaże wyborcze na tablecie ufundowanym przez społeczeństwo.

Od 18 lat nie było podwyżek

Niektórzy dodają do tego, że los reprezentanta narodu też jest ciężki, bo od 18 lat nie było podwyżek.  W sumie otrzymują oni ok. 20 tys. zł miesięcznie (z pensją, dietą oraz dodatkami i środkami na prowadzenie biura).  To granda, że tak mało, dlatego cała masa wyciera buty w przedbiegach do Parlamentu Europejskiego, gdzie mogą liczyć na 40 tys. zł miesięcznie!

W pierwszej kolejności należy zmniejszyć liczbę posłów o połowę. Z Senatu można zrezygnować w dwa dni. Prezydent RP kosztuje nas więcej niż królowa brytyjska (może powinniśmy „outsorcować” usługi w zamian za wpływy z pamiątek, koszulek, itp.)

Biorąc pod uwagę realne tempo wzrostu płac w Polsce to posłowie nie powinni otrzymywać żadnych podwyżek jeszcze przez dekadę lub dłużej. Szkoda dzieci, że muszą męczyć się na korytarzu przepełnionym zadowolonymi z siebie panami i paniami, których główne zmartwienie danego dnia to wybór restauracji, w której zjedzą lunch.

/Piechowiak

 

 

 

 

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak