Czarna strona czarnego złota

Do Barbórki jeszcze bardzo daleko, ale górnictwo nie ma zamiaru schodzić z medialnych nagłówków i dać się wyspać politykom.

Tuż przed exposé premier Ewy Kopacz władza za wszelką cenę zneutralizowała zapalny problem społeczny w sosnowieckiej kopalni Kazimierz-Juliusz. Przedłużenie eksploatacji wyczerpującego się złoża, a tak naprawdę procesu zamykania nierentownej kopalni, było kupieniem sobie przez rząd czasu i wpłynęło na spokojny przebieg górniczej demonstracji 1 października pod Sejmem.

Trwający obecnie dramat górników kopalni Mysłowice-Wesoła to inna odsłona czarnego problemu. Zwłaszcza na Górnym Śląsku wybuchy metanu to nieszczęsny standard: były, są i będą. Różnią się jedynie zasięgiem i liczbą ofiar, która tym razem na szczęście daleka jest od tragicznych rekordów. Bezbarwny i bezwonny metan nie tyle towarzyszy złożom węgla kamiennego, lecz po prostu w nich siedzi i bez przerwy wychodzi. Wybucha w stężeniach od 5 do 15 proc. powietrza, a im fedrunek głębiej, tym gazu więcej. W Polsce z pokładów metanowych pochodzą aż cztery na pięć ton wydobytego węgla! Rocznie we wszystkich kopalniach wydziela się blisko 900 mln m sześc. metanu, czyli ponad 1,6 tys. m sześc. na minutę. Z tego do stacji odmetanowania trafia… mniej niż jedna trzecia. Połowa złóż zaliczona jest do dwóch najwyższych kategorii zagrożenia. Jedynie nad Lubelskim Zagłębiem Węglowym, gdzie pokłady mają budowę inną od śląskich, nie wisi metanowe zagrożenie. To jeden z czynników wpływających na dobrą sytuację finansową Bogdanki.

Po wybuchu w Mysłowicach od pierwszych minut trwa przerzucanie się odpowiedzialnością. Wyższy nadzór jak zawsze w takich sytuacjach zrzuca przyczyny na nieprzewidywalną naturę i przedstawia dokumentację, z której wynika, że wszystkie pomiary były w porządku. Prawda szeregowych górników dołowych jest zupełnie inna — twierdzą, że w pogoni za wydobyciem za wszelką cenę pomiary metanu są regularnie fałszowane. Nie dosłownie w papierach, co byłoby łatwe do wykrycia przez organy ścigania, lecz od razu u źródła. Stężenie gazu mierzy się w wybranych miejscach znacznie lepiej wentylowanych. Poza tym w bilansie całkowicie pomijane są opuszczone poeksploatacyjne tzw. zroby, gdzie metan leżakuje zgodnie z podstawowymi prawami fizyki. Wybuchowi w Mysłowicach oczywiście przyjrzy się prokuratura, ale najczęściej nic z tego nie wynika.

Dla ekonomicznych interesów kopalni każde zatrzymanie eksploatacji to wymierne straty. Bardzo często stają się koniecznością, gdy stężenia metanu przekraczającego normę nie da się zaklajstrować, podobnie jak np. braku wymaganej ilości pyłu kamiennego w zaporach przeciwwybuchowych. Bywa nawet tak, że inspektorzy nie mogą przeprowadzić wszystkich czynności kontrolnych z powodu niebezpiecznych stężeń. Wtedy nikt nie ryzykuje, przymusowe wyłączenia sumują się w setki godzin. W dramatycznej sytuacji finansowej polskiego górnictwa naturalnym postępowaniem władz węglowych spółek i poszczególnych kopalń jest zatem dążenie do ich zmniejszania. Wybuch w Mysłowicach, nie pierwszy i niestety w polskim górnictwie nie ostatni, odsłania okoliczność zdefiniowaną w tytule.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski