Czas wprowadzić opłatę za posiadanie lodówki. Na wzór abonamentu RTV

Rząd od dawna ma problemy z abonamentem telewizyjnym, którego pobór jest mało efektywny. W związku z tym wprowadzona zostanie powszechna i obowiązkowa opłata audiowizualna. Ma wynosić ok. 10-12 zł miesięcznie. Nie będzie miało znaczenia, czy ktoś ogląda telewizję publiczną lub słucha państwowych rozgłośni radiowych.

Czas wprowadzić opłatę za posiadanie lodówki. Na wzór abonamentu RTV

Opłata ma być powszechna tzn. obejmować wszystkie gospodarstwa domowe. Nie będzie konieczna rejestracja odbiorników, bo zdaniem resortu kultury – blisko 98% gospodarstw domowych posiada telewizor. Ponadto, do odbioru audycji można korzystać z telefonów, komputerów, tabletów i innych urządzeń multimedialnych, które znajdują się w prawie każdym domu. Resort zakłada, że nie będzie ona wyższa niż 10-12 zł miesięcznie. Osoby, które zdecydują się wnieść opłatę za cały rok z góry – nie zapłacą więcej niż 100 zł.

Płać za gotowość do odbioru

Na razie nie wiadomo na jakich zasadach będzie ona pobierana. Pierwotnym pomysłem było doliczanie jej do rachunków za prąd – od liczników, ale to może wywołać komplikacje w odniesieniu do osób prawnych. Istnieje też propozycja, by pobierać ją od każdego adresu pocztowego, co zdaniem resortu jest dużo prostszym rozwiązaniem. Utrzymane zostaną ulgi i zwolnienia z tej opłaty dla poszczególnych grup społecznych – emerytów, rencistów i kombatantów.

Minister Zdrojewski podkreślił, że niepotrzebna będzie rejestracja odbiorników, bo opłata audiowizualna ma być wnoszona za możliwość dostarczenia usługi, którą na bieżąco zapewniają media publiczne. Sprawę porównał do składki zdrowotnej – nie wszyscy korzystają z państwowego sektora medycznego, ale zdecydowana większość płaci składki na wypadek, gdyby musieli korzystać z opieki lekarskiej.

550 mln zł to za mało

Obecnie abonament płaci ok. 10% zobowiązanych do tego obywateli. Wynosi on 19,3 zł miesięcznie. Roczne wpływy z tego tytułu wynoszą ok. 550 mln zł. Całość trafia do budżetu nadawców publicznych. W Polsce mamy ok. 10 mln gospodarstw domowych wyłączając z nich gospodarstwa emeryckie, które z tej opłaty są zwolnione. Jeżeli ściągalność opłaty będzie wynosić ok. 90%, to oznacza, że dochody roczne z tytułu opłaty audiowizualnej wyniosą  przynajmniej 1 mld zł.

Jednak nie wszystko ma trafić w ręce nadawców publicznych. Resort kultury nie wyklucza, że po pieniądze z abonamentu będą mogli sięgnąć nadawcy prywatni pod warunkiem, że wykorzystają środki na specjalne programy. Słowem – inne komercyjne stacje telewizyjne, które mocno odczuły kryzys na rynku reklamowym, będą mogły ratować swoje finanse poprzez produkcję programów spełniających odpowiednie „kryteria misyjne”.

Bo w końcu argumentem za płaceniem abonamentu jest rzekoma misja mediów publicznych, czyli szerzenie kultury i przedstawianie rzetelnych informacji. Jak jest to cyniczne wie każdy, kto zmuszony był spędzić niedzielę przed telewizorem.

Na świecie funkcjonują różne modele opłat abonamentu radiowo-telewizyjnego. Polski rząd uparcie twierdzi, że skoro w innych krajach funkcjonuje taka opłata, to u nas też ona musi być. Zastanawiam się, czy jak we Francji lub w Niemczech wprowadzi się abonament za posiadanie lodówki, to Hans Kloss też będzie mnie namawiać do wniesienia takiej opłaty? Najlepiej, aby doliczana ona była to ceny za szynkę i sałaty – w końcu nie możemy pozwolić, aby wegetarianie nie płacili podatków.

Łukasz Piechowiak

 

 

 

 

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak