Czy wójt, burmistrz, prezydent powinien „handlować” nieruchomościami i odbierać zarobek innym?

Głównym zadaniem samorządu gminnego jest: zaspokajanie wszystkich podstawowych potrzeb mieszkańców, będących członkami gminnej wspólnoty. Do zakresu działań gminy należą wszelkie sprawy publiczne o znaczeniu lokalnym, nie zastrzeżone ustawami na rzecz innych podmiotów. Działania te samorząd wykonuje we własnym imieniu i na własną odpowiedzialność.

SONY DSC

Tak więc, skoro obrót nieruchomościami nie jest jasno zastrzeżony dla określonych podmiotów, to czy gmina może tanio kupować i drogo sprzedawać, po to, żeby zdobyć środki na zaspakajanie potrzeb swoich mieszkańców?

Przykład: 10 ha ziemi rolnej VI klasy na obrzeżach miasta. Brak planu zagospodarowania przestrzennego. Wartość: ok. 300 tys. zł. Może to kupić deweloper, zwrócić się o zmianę planu, zmienić przeznaczenie i sprzedać pod handel, czy mieszkaniówkę za np. 10 mln zł. Do zarobienia na czysto ok. 9,7 mln zł. Dać zarobić?

Czy jeśli samorząd kupi te grunty, przekształci, sam dokona zmian w planie, uzbroi i następnie sprzeda, to jest to zgodne z interesem publicznym, czy jest to spekulacja i zawłaszczanie przestrzeni zajętej przez innych (przedsiębiorstwa, osoby prywatne…)?

W Nowej Soli przygotowaliśmy pod inwestycje blisko 100 ha, które scaliliśmy i w sporej części odkupiliśmy od Skarbu Państwa i prywatnych właścicieli.

Czy jestem więc samorządowym spekulantem! Tanio kupuję, drogo sprzedaję. Czy powinienem? Czy to, że nie daję zarobić przysłowiowemu X-sińskiemu, a nabijam kasę miastu, jest postępowaniem moralnym i racjonalnym z punktu widzenia interesu społecznego? Moim zadaniem jest zaspokajanie podstawowych potrzeb. Pytanie tylko jak je zdefiniować? Czy nowa droga, hala sportowa czy w końcu basen, to są też podstawowe potrzeby, czy to czyste fanaberie, na które nie wolno zarabiać handlując nieruchomościami? Żeby coś komuś dać, muszę to mieć. Skąd? Muszę na to zarobić. Państwo daje relatywnie coraz mniej na zadania samorządu, a wręcz przeciwnie, chce zabierać.

Ostatnio skorzystaliśmy z prawa pierwokupu nieruchomości, na której miał powstać market. Teraz my zmienimy plan i sprzedamy grunt o wiele drożej. Zarobi miasto, nie pośrednik w obrocie nieruchomościami. Klasycznym przykładem pozytywnego wg mnie „spekulowania”, jest scalenie i odkupienie gruntów pod strefę przemysłową. Na niektórych odkupionych działkach zarobimy, na niektórych wyjdziemy na zero, ale mamy 100 hektarów naszych, miejskich terenów inwestycyjnych, które dają nam nadzieję na lepszą przyszłość, a kasie miasta nadzieję na kolejne zastrzyki gotówki. Miasto zarobi, powstaną nowe miejsca pracy, będą wpływy z PiT, CiT, podatku od nieruchomości- zarobimy na wymarzony basen. Wszyscy zadowoleni, oprócz pośredników w obrocie nieruchomościami. No cóż, nie wszystkich da się zadowolić.

Wadim Tyszkiewicz
Wadim Tyszkiewicz