Czytając prognozy, pamiętajmy o ryzyku

Nadchodzi Nowy Rok, więc obserwujemy wysp prognoz różnej maści – makroekonomicznych, finansowych, politycznych, geopolitycznych. Sam podzieliłem się swoimi prognozami z czytelnikami „Pulsu Biznesu”, odpowiadając na ankietę z najważniejszymi danymi makroekonomicznymi na 2016 r. W tym miejscu chciałbym podzielić się trzema obserwacjami, które mogą wzbogacić lekturę wszystkich prognoz, które czytamy w tych dniach w gazetach.

Trzy przyczyny strat na giełdzie | Dyskusja.biz

Po pierwsze, konsensus – czyli mądrość tłumu – jest zwykle słabym predyktorem tego, co się wydarzy w przyszłości, ale i tak lepszym niż zdecydowana większość indywidualnych prognoz. Z moich analiz wynika, że ok. 80 proc. analityków wypada gorzej od konsensusu – dotyczy to prognoz makroekonomicznych, ale ten podział 80/20 znajduje prawdopodobnie również zastosowanie w innych dziedzinach: finansach, polityce, stosunkach międzynarodowych itd. Wiele badań pokazuje, że mądrość tłumu bardzo trudno jest pobić i udaje się to zwykle małej grupie ludzi. To nie znaczy oczywiście, że te 80 proc. powinno się wycofać z konkurencji – to tak jakby poprosić biegaczy, by wycofali się z biegu, bo tylko trzech znajdzie się na podium.

Najlepiej patrzeć na prognozy tych, którzy biją konsensus na poziomie istotnym statystycznie (czyli wypadają lepiej niż konsensus w dziedzinach, w których prognozy mają lepszą trafność niż prosty rzut monetą). Takich osób jest niestety mało i trudno je wyłapać gołym okiem, bo dane pozwalające to ocenić nie są łatwo dostępne. W wielu dziedzinach w ogóle nie zbiera się systematycznych danych na temat prognoz. Dlatego opinia publiczna patrzy na konsensus, bo to jest najlepsze, co ma. Jedyna oczywista rada w takiej sytuacji, to by starać się poznać opinie jak największej liczby ekspertów.

Po drugie, prognozy publikowane w mediach rzadko zawierają bardzo ważny element, jakim jest rozkład ryzyka. To tak, jakby japoński film w polskim kinie puszczać bez tłumaczenia – zrozumie to tylko garstka ludzi. Powiedzmy, że prognoza wzrostu PKB na 2016 r. wynosi 3,5 proc. Równie ważne jest jednak, jakie jest prawdopodobieństwo, że wzrost będzie poniżej 2 proc., lub powyżej 5 proc. Albo, jakie jest prawdopodobieństwo recesji. Ludzie korzystający z prognoz chcą zwykle usłyszeć dwie informacje – jak będzie dane zmienna kształtowała się w przyszłości, oraz jakie jest prawdopodobieństwo, że osiągnie jakąś wartość. Na przykład ostatnio często słyszę pytanie, jakie jest ryzyko, że w 2016 r. spadną stopy procentowe? Albo jeszcze ważniejsze, które z kolei ja zadaję innym – jakie jest prawdopodobieństwo, że wzrost temperatury na świecie w najbliższych 50 latach nie będzie miał dramatycznych konsekwencji środowiskowych i społecznych?

Niestety ośrodki eksperckie rzadko publikują prognozy zawierające rozkład ryzyka, a użytkownicy prognoz rzadko o nie pytają, choć takie analizy wykonuje się na potrzeby stres-testów. Pracownicy instytucji finansowych mają zwykle wgląd w szczegóły ankiet prognostycznych i dostęp do pełnego zestawu opinii rynkowych i na tej podstawie mogą wyrobić sobie wyobrażenie, jaki jest zasięg najbardziej prawdopodobnych scenariuszy. Przeciętny czytelnik gazet może mieć z tym problem.

Po trzecie, trochę w związku z punktem drugim, ryzyko, że rzeczywistość okaże się znacząco różna od prognoz, jest często wyższe niż chcą przyznać sami analitycy. Podam przykład. Dane zbierane przez NBP wśród analityków w cokwartalnej ankiecie makroekonomicznej sugerują, że tzw. 50 proc. przedział ufności dla prognozy PKB (zakres wartości, w których nasza prognoza powinna się zmieścić na 50 proc.) ma rozpiętość ok. 1 pkt proc., podczas gdy dokładniejsza analiza danych wskazuje, że powinno być to bliżej 2 pkt proc. Przekładając to na prostszy język, analitycy często zawężają zakres możliwych scenariuszy, nie dostrzegając skrajnego ryzyka. To zjawisko obserwowane w wielu dziedzinach społecznych – eksperci są zbyt pewni swoich ocen.

Życzę Państwu, by w Nowym Roku konsensusy myliły się na naszą korzyść, rozpiętość ryzyka malała, a eksperci nie musieli rysować najczarniejszych scenariuszy.

Ignacy Morawski, główny ekonomista BizBanku

Ignacy Morawski
Ignacy Morawski