Dajmy rządzić prawom rynku

Kto jeszcze myśli, że założenie i prowadzenie biznesu w Polsce to prosta sztuka powinien zajrzeć do opublikowanego niedawno przez GUS raportu „Warunki powstania i działania oraz perspektywy rozwojowe polskich przedsiębiorstw powstałych w latach 2002-2006”. Wynika z niego, że tylko jednej czwartej firm zarejestrowanych w 2002 roku udało się przetrwać ponad 5 lat.

More...
Jak podaje GUS, wśród szczęśliwców, którym udało się utrzymać na rynku, najwięcej jest podmiotów działających w przemyśle, transporcie, oraz obsłudze nieruchomości i firm. Najmniejsze szanse mają firmy działające w hotelarstwie i gastronomii – tylko co szósty podmiot zarejestrowany w 2002 pozostał aktywny w roku 2007. Znaczenie ma nie tylko branża, ale również to, kto założył firmę. Najwyższe wskaźniki przeżycia zanotowano dla firm tworzonych przez mężczyzn, osoby z grupy wiekowej 45-49 lat, a także osoby posiadające wykształcenie wyższe i pomaturalne oraz te, które wcześniej kierowały firmami.

Chociaż firmy upadają, pocieszające jest, ze z roku na rok rośnie liczba nowopowstających podmiotów. W roku 2002 zarejestrowano ponad 176 tysięcy firm a w 2006 już ponad 241 tysięcy.
To, że podmioty gospodarcze znikają z rynku nie jest oczywiście żadną niespodzianką ani powodem do nadmiernego niepokoju. Nie wszystkie młode firmy potrafią odnaleźć się w swojej niszy rynkowej i podjąć walkę z konkurencją. Nie zawsze też posiadają odpowiednią ilość kapitału
aby sprawnie „rozkręcić” biznes. Przy okazji podobnych raportów trudno jednak uniknąć pytania o to, jaki wpływ na ilość zakładanych i upadających firm ma złe prawo dla przedsiębiorców, nieprzychylni urzędnicy itd. Konkretnych liczb nikt nie poda, ale z pewnością wpływ ten jest znaczący.

Najwyższa Izba Kontroli opublikowała niedawno raport na temat funkcjonowania przepisów i procedur dotyczących działalności gospodarczej, w którym krytycznie oceniła stosowanie przez administrację rządową i samorządową przepisów regulujących podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej. „W naszej ocenie niewłaściwa praca urzędów stanowiła istotną barierę dla funkcjonowania przedsiębiorczości” – mówił na konferencji prasowej wiceprezes NIK Stanisław Jarosz. Słusznie. Tylko, że akurat o tym wiemy od dawna i aby dojść do takich wniosków nie trzeba wnikliwych kontrolerów NIK-u.

Pytanie o to, kiedy zakładanie, prowadzenie, a w przypadku niepowodzenia – sprawne zamknięcie biznesu, przestanie być w Polsce problemem nadal jest otwarte. Pozostaje więc czekać na efekty pracy Komisji „Przyjazne Państwo” i Ministerstwa Gospodarki. Jak zapewniał niedawno wiceminister Adam Szejnfeld, zakończono już prace nad 16 ustawami z „Pakietu na rzecz przedsiębiorczości”. Niebawem ma zostać uruchomiona procedura „jednego okienka” przy zakładaniu firmy. Ale i tu nie wszystko idzie jak po maśle. Niestety na zapowiadane „zero okienka”, czyli rejestrację firmy za pośrednictwem Internetu trzeba będzie poczekać aż do 2010 roku.

Na całym świecie firmy rodzą się i umierają. To naturalny proces. Chciałbym jednak doczekać takiej chwili, w której biorąc do ręki raport GUS na temat powstawania i zamykania firm będę pewien, że o tym, ile firm powstaje, a ile upada, decydują tylko prawa rynku. A nie kaprysy urzędników albo prawo pełne bubli.

Andrzej Arendarski