DALEJ GAZU

Nie opadł jeszcze kurz bitewny po wymianie „grzeczności” pomiędzy panem Prezydentem i panem Premierem, którzy podczas uroczystości podpisania umowy o instalacji w Polsce amerykańskiej tarczy antyrakietowej, udowadniali sobie i światu, który gorzej mówi po angielsku, jak zastępca pana Premiera, czyli pan Wicepremier Pawlak, w równie dobrej polszczyźnie, jak angielszczyzna Premiera, raczył oświadczyć PAP, że „nie sposób stwierdzić, czy i jaki wpływ” umieszczenie tarczy będzie miało na negocjacje z Gazpromem. Otóż jest. Brytyjski „Daily telegrach” rozpuścił w piątek (29.08.) plotkę, że jutro (1.09.) Rosja pozakręca kurki z ropą i gazem. Podobno Kreml polecił rosyjskim firmom przygotowanie się na ograniczenie dostaw ropy płynącej rurociągiem „Przyjaźń” do Niemiec i Polski.

Nie musimy jednak panikować zbyt mocno. Jak zakręcą to nie na długo! Dlaczego? Jakby mogli tak sobie wziąć i zakręcić, to nie musieliby się do tego specjalnie przygotowywać! Nieprawdaż? Bo niby co mają zrobić z tą ropą i gazem? Tak jak my nie mamy w ogóle  alternatywnych sposób importu gazu (ropy mamy przez rurociąg Pomorski) tak oni nie mają zbyt wielu alternatywnych sposobów eksportu gazu (ropy zresztą też). Magazynów nie budowali, bo po co wydawać „diengi” na magazyny jak się ma złoża? Więc co mieliby zrobić? Zakorkować szyby??? Właśnie dlatego Rosja stara się zrobić to samo co my – przeprowadzić DYWERSYFIKACJĘ. Tylko dla nas i dla nich to słowo zupełnie co innego znaczy. Tak jak my nie powinniśmy mieć jedynej możliwości zaopatrzenia w gaz jedną rosyjska rurą, tak oni nie mogą sobie pozwolić na to, żeby większość ich gazu eksportowanego do Europy tłoczona była gazociągami przebiegającymi przez terytorium Polaki. „Wsio jasna”?

Ale jak się już idzie na wojnę, to najpierw trzeba się jakoś uzbroić. Tymczasem pan Prezydent (czy nie za sprawą swoich doradców od bezpieczeństwa energetycznego?) rzucił się na rosyjski gazowy czołg z szabelką. Albowiem „tanków u nas niet”. W sektorze gazowym te „tanki” to terminal LNG, gazociągi trans-graniczne i bazy magazynowe. Jakbyśmy je mieli, to nie bylibyśmy zdani na dyktat Gazpromu. Ale w roku 2000 z tajemniczych powodów rząd AWS nie zdecydował się na „wróbelka w garści” w postaci długoterminowego „kontrakt algierskiego” na dostawy gazu skroplonego i budowę terminala LNG, lecz próbując złapać „gołąbka na dachu” w postaci „kontraktu norweskiego” z tego dachu się s… spadł. Ale po latach politycy w projekt ten zaangażowaniu, uczynili z niego „mit gospodarczy” IV RP. A czy można było się spodziewać, że po wyborach 2001 roku, o których było wiadomo, że wygra je SLD, „kontrakt norweski” będzie nadal realizowany??? Mieć pretensje do SLD, że negocjował z Rosjanami a nie Norwegami, to tak, jakby mieć pretensje do PiS, że nie negocjowało z Rosjanami. „Te typy tak mają”.

Jak budowano rurociąg naftowy łączący Płock z Gdańskiem, to pospawano go w ten sposób, że ropę można tłoczyć nim w dwie strony. W każdej chwili zamiast ropy rosyjskiej polskie rafinerie mogą zacząć przerabiać ropę norweską lub arabską. Kwestia ceny. Z gazem tak się nie da, bo nie ma nawet „rewersu” na Jamale. Ciekawe dlaczego?

Ci sami politycy, którzy nie chcieli Algierczyków, nie chcieli zresztą też Austriaków. Fuzja Orlenu z OMV została zablokowana, a okazuje się, że miałaby wpływ nie tylko na rynek naftowy, ale i gazowy. OMV już dziś negocjuje z Gazpromem jak równy z równym. Został właśnie jednym z głównych partnerów Gazpromu w Europie Środkowej w spółce Central European Gas Hub zarządzającej siecią połączeń międzynarodowych gazociągów w Baumgarten koło Wiednia, którędy płynie gaz do Austrii, Włoch, Niemiec, Szwajcarii i na Węgry. Orlen też mógłby być w tym interesie. Ale nie jest.

W gospodarce sprawdza się wyśmienicie filozofia Heraklita: nie można wejść dwa razy do tej same rzeki. Dziś budowa terminala LNG będzie kosztowała znacznie drożej niż 8 lat temu. Sam gaz też jest dużo droższy i co więcej na kontraktach długoterminowych – jaki proponowali w roku 2000 algierczycy – już go dziś nie można kupić. Metanowców do jego transportu też nie mamy, a ich zakontraktowanie w stoczniach wymaga czasu. Statku nie buduje się z dnia na dzień. Stocznie muszą umieć to robić i mieć do tego wolne doki. No i na koniec: te wszystkie statki będą musiały wpłynąć jakoś na Bałtyk. Jeśli my będziemy drogą morską sprowadzali nie tylko skroplony gaz, ale i ropę, a Rosja zacznie je tą samą droga eksportować, to trzeba będzie chyba rozkopać Cieśniny Duńskie, bo się tam te wszystkie tankowce nie pomieszczą. Według ustaleń konwencji genewskiej z 1958 roku Dania nie ma prawa zatrzymywania lub utrudniania przepływu przez Cieśniny Duńskie obcych okrętów, ale ze względów bezpieczeństwa musi być zachowana odpowiednia odległość na morzu między tankowcami i metanowcami. Jakby nasze metanowe już tamtędy regularnie pływały mielibyśmy zarezerwowane szlaki wodne. A tak Rosjanie pewnie będą pierwsi.

I tak sobie myślę, że fajną robotę ma w Polsce rosyjski szpieg. Nic nie musi nic robić, więc dekonspiracja mu nie grozi, bo nasi politycy od lat robią wszystko za niego. Nawet forsą nie musi się z nimi dzielić bo oni to robią z czystej głupoty.

A na koniec pewna uwaga. Na polityce się nie znam, więc może będę wypisywał głupoty, ale mi się tak wydaje, że Putin i Mediediew to nie mówią tak całkiem jednym głosem. Prezydent Rosji był w ostatnich dniach o wiele bardziej aktywny i o wiele bardziej agresywny. Jak ogłaszał uznanie niepodległości Oseti i Abchazji to Putina nawet w okolicy nie było, a po kilkunastu godzinach oświadczył, że Rosja nie chce unijnych sankcji i… wycofa się z Gruzji.  Czy czasami wojna w Gruzji nie miała być dla Mediediewa powtórką manewru Putina z wojną w Czeczenii po której z urzędnika przeistoczył się w uwielbianego męża rosyjskiej opatrzności? Więc może tak samo, jak tarcza antyrakietowa w Polsce nie musi być przeciwko Rosji, (tylko raz jest przeciwko Prezydentowi a raz jest przeciwko Premierowi – zależy z czyjego punktu widzenia) to i wojna w Gruzji nie jest przeciwko Europie, tylko przeciwko Putinowi??? „Pażywiom, uwidim”!

Robert Gwiazdowski
Robert Gwiazdowski