Diament kontra kontrakty

Piękny tydzień za nami. Rekordy indeksów i niezmiennie doskonałe nastroje (korekta nie ma wielkiego znaczenia) powodują, że nawet sceptycy nawracają się na hossę z dużą powagą twierdząc, że akcje nie są przewartościowane. To nie jest prawda, ale hossa trwa i trwać będzie tak długo … aż się skończy. Truizm? Fakt, ale naprawdę nie da się przewidzieć jak długo będzie trwała, bo nie ma analityka, który wie jak daleko zaprowadzą rynek emocje ludzkie. W XVII wieku hossa na rynku cebulek tulipanowych trwała ponad 30 lat, a w jej końcu sprzedawano cebulki, które dopiero miały być posadzone – za jedną można było kupić niezłą posiadłość. Jak się to szaleństwo skończyło to wszyscy wiemy. Wbrew pozorom rodzaj ludzki tak bardzo się przez te trzy i pół wieku nie zmienił

Gracze, szczególnie ci w USA, nie chcą słyszeć żadnych ostrzeżeń i wszystko interpretują na korzyść posiadaczy akcji. W zeszłym tygodniu Michel Moskow, szef Fed z Chicago mówiąc o inflacji stwierdził, że Fed będzie bardzo ostrożny, a rynek chyba źle odczytuje intencje Komitetu Otwartego Rynku. Było to najwyraźniej ostrzeżenie, że gracze, którzy oczekują obniżki stóp w 2007 roku mogą się nieźle naciąć. Kto by jednak zwracał uwagę na takie ostrzeżenie …

Najbardziej zabawne było tłumaczenie wpływu jedynego, mniej dotąd obserwowanego, raportu makro. Okazało się, że ilość podpisanych umów na sprzedaż domów (miesiąc po podpisaniu mogą, ale nie muszą być sfinalizowane) spadła o 1,7 procenta. Część analityków twierdziła, że dane pokazują, iż rynek nieruchomości się stabilizuje, co pomaga rynkowi akcji, a część uważała, że rynek nieruchomości potwierdził swoją słabość, co pomaga we wzroście indeksów, bo Fed szybciej obniży stopy. Jak widać każda droga prowadziła do Rzymu, a w tym przypadku do wzrostu indeksów. Komentatorzy doskonale wiedzą, jakie są oczekiwania inwestorów, a przecież chcą być lubiani, bo nikt nie kocha „niedźwiedzi” – piszą więc to, co się większości podoba.

Nasze indeksy zachowywały się lepiej niż ich odpowiedniki na innych giełdach. Skąd ta euforia? Cóż, fundamentaliści powiedzą, że to wynik doskonałych danych makroekonomicznych, końca roku itd. itp. Niewątpliwie te czynniki miały spory wpływ na rynek. Bardzo ważne było też to, że na rynkach światowych osłabł dolar, co zazwyczaj pomaga rynkom rozwijającym się. Jednak prawdziwą odpowiedź na zagadkę super – optymizmu znaleźć można chyba w analizie technicznej i w kalendarzu. Indeks WIG20 w zeszłym tygodniu opuścił dwumiesięczną formację diamentu, co dało techniczny sygnał średnioterminowego kupna i to jest część techniczna odpowiedzi.

Część kalendarzowa też wydaje się być dosyć oczywista. W tym tygodniu, w piątek, wygasa grudniowa seria kontraktów. Można więc oczekiwać, że arbitrażyści realizując zyski doprowadzą do pogorszenia sytuacji na WGPW. Otwartych pozycji jest bardzo dużo, więc i zmiany wywołane zleceniami koszykowymi będą spore, a przecież fundusze muszą doskonale zakończyć rok, żeby kadra zasłużyła na duże nagrody. W tej sytuacji należało podnieść indeksy tak wysoko, żeby korekta niespecjalnie obniżyła dotychczasowe zyski i nie doprowadziła do wygenerowania technicznego sygnału sprzedaży, W drugiej połowie grudnia znowu będzie można pracować na premie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

(komentarz pojawi się po zatwierdzeniu)

Piotr Kuczyński
Piotr Kuczyński