Do porozumienia nie po drodze

Szczyt klimatyczny ONZ

Do porozumienia nie po drodze

Do standardowej sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych raz na pięć lat dokładany jest szczyt klimatyczny. Od organizowanej zawsze w grudniu w jakimś punkcie świata konferencji stron konwencji w sprawie zmian klimatu (COP) szczyt w głównej siedzibie ONZ w Nowym Jorku różni się tym, że… z założenia nie podejmuje jakiejkolwiek decyzji, chociaż gromadzi najwyższy szczebel polityczny. Konferencje COP zdominowane są natomiast przez poziom ekspercko-wykonawczy, który nie ma realnych uprawnień decyzyjnych. Dlatego uczestnicy owych wielotysięcznych zbiórek spierających się o emisję gazów tak pilnie nasłuchują obecnie debaty z Nowego Jorku.

Ostatnia COP19, połączona ze spotkaniem przeglądowym stron protokołu klimatycznego z Kioto, odbyła się w 2013 r. w Warszawie. Na Stadionie Narodowym globalna rzesza przegadała dwa tygodnie i dopiero rzutem na taśmę, dosłownie ostatniej nocy, klepnęła mocno ograniczone porozumienia. Uzgodnienia ws. mechanizmu pomocowego dla państw dotkniętych nieszczęściami wyszły sensownie. Ale w głównym dokumencie dotyczące redukcji emisji dwutlenku węgla „zobowiązania” zmieniono, pod naciskiem takich potęg jak Chiny i Indie, na abstrakcyjną „kontrybucję”. Obecnie w Nowym Jorku prezydent Chin Xi Jinping oraz premier Indii Narendra Modi klimatyczną dyskusję w ogóle sobie odpuścili. O Władimirze Putinie, którego państwo również jest trucicielem, nie wspominam z powodów oczywistych.

Grudniowa COP20 odbywa się w Limie, ale z góry została uznana za jedynie przeglądową. Przełomem w walce z globalnym ociepleniem miałaby być dopiero konferencja COP21 w 2015 r. w Paryżu. Z Nowego Jorku miałby wyjść sygnał, że pierwszy garnitur przywódców wyraża zgodną wolę polityczną do zawarcia wreszcie wiążącego porozumienia, które zastąpiłoby prowizorkę z Kioto i pozwoliłoby uniknąć na Ziemi kryzysu klimatycznego. Jego celem miałoby być ograniczenie wzrostu temperatury o 2 stopnie Celsjusza w porównaniu z czasami przed epoką przemysłową. Wymiana poglądów w gmachu ONZ potwierdza jednak, że zgoda emisyjna to kwadratura koła. Nierozwiązywalny pozostaje stały problem — kto za samoograniczenie się zapłaci. Państwa rozwijające się odkrywają także prawidłowość, że wraz ze wzrostem zużycia energii rośnie dobrobyt ich mieszkańców oraz statystyczna długość życia. Z tego powodu absolutnie nie są zainteresowane agendą klimatyczną tak mocno promowaną przez Unię Europejską, a od niedawna również przez prezydenta Baracka Obamę. Powtarzają, że skoro świat wysoko rozwinięty bezkarnie truł atmosferę przez długie lata, to teraz musi zaakceptować okoliczność, że potrują nadrabiający cywilizacyjne zaległości.

Oskarżanej wewnątrz UE o niszczenie klimatu energetyką węglową Polsce takie podejście jest dość bliskie.

Na forum ONZ państwa unijne występują bardziej indywidualnie i nieco blednie wewnętrzny konflikt gospodarek węglowych oraz bloku preferującego tzw. zielony wzrost. Reasumując — szczyt klimatyczny towarzyszący 69. sesji ONZ w bardzo niewielkim stopniu przybliża świat do osiągnięcia w grudniu 2015 r. w Paryżu porozumienia naprawdę wiążącego i egzekwowalnego.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski