Dobry wynik, czyli… pokusa

Chapeau bas! Z takiego całorocznego wyniku samorządów minister finansów może się cieszyć i… tylko im zazdrościć. Wstępne dane zebrane przez resort z ul. Świętokrzyskiej pokazują, że lokalne władze generalnie coraz lepiej dają sobie radę z zarządzaniem lokalną kasą. W 2015 r. gminy, powiaty i województwa wypracowały 2,5 mld zł nadwyżki. Dla porównania – w 2014 r. deficyt w ich kasie wyniósł 2,4 mld zł.

Oczywiście w ubiegłym roku sytuacja makroekonomiczna samorządom sprzyjała: gospodarka pędziła w dobrym tempie, a pensje szły w górę. Ale nie byłoby takiego wyniku, gdyby nie mrówcza praca nad racjonalizacją wydatków bieżących i próbą utrzymania inwestycyjnej dynamiki. W 2014 r. na wydatki bieżące przeznaczono 155,4 mld zł, w 2015 r. – 157,8 mld zł (choć plan zakładał 165,2 mld zł). W skali kraju wzrost o 2,5 mld zł to naprawdę – przy rosnącej liczbie obowiązków – niewiele. Z inwestycjami jest niestety gorzej niż w 2014 r. Wówczas samorządy przeznaczyły na wydatki majątkowe 41,35 mld zł, w ubiegłym 38,4 mld zł. Ale to i tak dobry wynik w porównaniu z 2013 r., kiedy na inwestycje poszło 35 mld zł. Widać też solidną pracę nad stroną dochodową – na konta samorządów spłynęło o 4,4 mld zł więcej (do 198,75 mld zł).

Dobry wynik dla samorządów może być jednak pokusą dla polityków. Skoro sobie tak dobrze poradziły w 2015 r., to można poeksperymentować z dołożeniem im obowiązków lub z podniesieniem kwoty wolnej od podatku. Przecież 50 proc. kosztów tej ostatniej zmiany poniosą samorządy (do ich kasy wpływa połowa dochodów z PIT).  A skoro wypracowują 2,5-mld nadwyżkę, mogą zapłacić za ulgę podatku dla Kowalskiego. Żeby tylko potem nie okazało się, że samorządy są złe, bo znów mają deficyt i muszą się zadłużać na inwestycje z nowej perspektywy unijnej, obciążając wynik finansowy państwa. Już raz to przerabialiśmy. W 2010 r. na samorządy ostro pohukiwał minister Jacek Rostowski…

Tadeusz Markiewicz
Tadeusz Markiewicz