Dyskusja.biz

Donald Trump ponad wszystkim

Niewiele można napisać o stanie rynków, bo na razie nic istotnego się nie dzieje. Ten tekścik jest w zasadzie tylko po to, żeby umożliwić wymianę postów przez Forumowiczów, bo przez miesiąc zebrało ich się bardzo dużo, co utrudnia dyskusję.

To, co rozpoczęło się na rynkach w zeszłym roku jest po prostu kontynuowane. Sześciotygodniowy postój na Wall Street zakończył się na początku lutego i indeksy ruszyły w nieznane terytorium bez oporów technicznych bijąc kolejne rekordy. W takiej sytuacji mówienie o docelowym poziomie nie ma żadnego sensu. Przypominam tylko to, co zawsze mówię: nie ma takiego analityka, który potrafi przewidzieć, jak wysoko podniesie indeksy hossa i jak nisko obniży bessa. Trafić można jedynie przez przypadek, więc wszelkie rekomendacje można spokojnie włożyć między bajki.

Jedno wydaje się być pewne, może prawie pewne – banki centralne przestały się liczyć – liczy się tylko to co zrobi administracja USA, czyli w skrócie prezydent Donald Trump (nadal brzmi to w moim uchu jak oksymoron ;-). Ostatnio pojawiła się w Kongresie USA Janet Yellen, szefowa Fed, z półroczną, dwudniową, oceną gospodarki i polityki monetarnej. I co? Otóż nic – było to klasyczne nie-wydarzenie (z angielskiego non-event). Nikt się tym, co mówiła nie przejął.

Dla porządku krótkie streszczenie jej wystąpień. Yellen bardzo się starała, żeby za dużo nie powiedzieć, ale kilka rzeczy udało się inwestorom wyłowić. Przede wszystkim stwierdziła, że zbyt długie czekanie z kolejnymi podwyżkami stóp byłoby nierozważne. Powiedziała też, że już na marcowym posiedzeniu temat podwyżki stóp będzie przez FOMC rozważany.

Stwierdziła też jednak wyraźnie, że nie jest przesadzone, czy stopy wzrosną już w marcu czy może dopiero w czerwcu. Powiedziała również, że polityka fiskalna (w domyśle reformy Donalda Trumpa) jest na razie bardzo niejasna, a to jak będzie się rozwijała sytuacja na tym froncie może zmienić prognozy rozwoju gospodarczego (znowu w domyśle: i liczbę podwyżek stóp).

Czyli znowu wracamy do Donalda Trumpa. Podczas spotkania z szefami firm z przemysłu lotniczego (9. lutego), obiecał w ciąg paru tygodni ogłosić swoje „fenomenalne” zmiany podatkowe, które pomogą przemysłowi lotniczemu (jak temu to zapewne i innym przemysłowym). Czy ktoś mógłby w tej sytuacji nie kupować akcji?

Gramy teraz pod ten plan Trumpa. Jak skończy się gra pod obniżkę podatków to rozpocznie się kolejna pod jeden bilion dolarów, które USA mają przeznaczyć na renowację infrastruktury. Z tego wynikałoby, że będziemy mieli nieprzerwaną, kilkuletnią hossę? Niekoniecznie.

Pierwszy test będziemy mieli po ogłoszeniu programu obniżki podatków. Im później to nastąpi tym gorzej, bo do przedłuży czas „grania” pod ten program, a to może wyhuśtać indeksy na bardzo wysokie poziomy. Po ogłoszeniu planu najpewniej pojawi się jakaś realizacja zysków, ale to, czy będzie kończyła tę fazę hossy zależeć będzie od oceny wpływu tego planu na gospodarkę USA (i na gospodarkę globalną).

Pamiętać trzeba o tym, że jeśli nawet plan mógłby potencjalnie pomagać gospodarce USA to wiele zależy od tego, czy Trump będzie realizował inną swoją obietnicę przedwyborczą: otoczenia USA barierami protekcjonistycznymi, czyli de facto rozpoczęcia wojny handlowej z Chinami. To, że prezydenci USA i Chin wymienili grzeczne listy i przeprowadzili rozmowę telefoniczną o niczym nie świadczy. Chinom w tej dyplomacji chodziło jedynie po potwierdzenie aksjomatu „jednych Chin”. Teoretycznie to uzyskały – USA nie uznają niepodległości Tajwanu, ale nie niesie to niczego jeśli chodzi o stosunki handlowe.

Załóżmy jednak, że plan podatkowy Trumpa, po jakiejś korekcie, doprowadzi do kontynuacji hossy pod hasłami: „czekamy na wstrzykniecie biliona dolarów w gospodarkę” oraz „deregulujemy rynki finansowe”. Nie jednak ma najmniejszej pewności, że Kongres taki plan przyjmie. Tak, wiem, że Partia Republikańska ma przewagę w obu izbach Kongresu. Jednak wielu republikanów zdecydowanie sprzeciwi się dalszemu zadłużaniu USA. Plan renowacji infrastruktury, jeśli w ogóle zostanie przyjęty, będzie najpewniej bardzo rozwodniony i źle przyjęty przez rynki. Poza tym w Kongresie z pewnością znajdą się ludzie  zdający sobie sprawy z tego, że deregulacja rynków finansowych to przepis na kolejny kryzys. W tym momencie prawdopodobieństwo końca hossy lub w najlepszym razie dłuższej przerwy znaczne wzrośnie.

W ten sposób wylądujemy zapewne gdzieś w drugiej połowie 2017 roku. Pytanie, czy Trump przetrwa różne śledztwa i próby impeachmentu (wielu republikanów z chęcią by się go pozbyło), co wcale nie jest pewne, bo „afera Flynna” dopiero się rozwija. Coraz więcej mediów twierdzi, że Flynn prowadził niezgodne z prawem rozmowy z rosyjskimi dyplomatami za zgodą prezydenta-elekta (wtedy taki był status Trumpa). Gdyby to była prawda i gdyby dało się to udowodnić to byłby prosty casus Nixona z oczywistym zakończeniem.

Jeśli jednak Trump przetrwa i nadal będzie prezydentem to w drugiej połowie 2017 zaczną się dyskusje nad kandydaturą nowego szefa i wiceszefa Fed. Janet Yellen skończy w 2018 roku swoją kadencję, a Donald Trump wyznaczy jej następcę. Można z góry założyć, że będzie to osoba o niezwykle „gołębim” nastawieniu. Trump nieraz mówił o tym, że dolar jest za mocny, więc wybierze szefa Fed o podobnych poglądach.

Jeśli rzeczywiście tak się stanie to Fed będzie prowadził politykę mającą na celu osłabienie amerykańskiej waluty. Wynikiem będzie duży wzrost cen surowców oraz inflacji. To z kolei przeceni obligacje (których koniec hossy nastąpił w połowie 2016 roku), a to mogłoby doprowadzić do przerzucania kapitałów w akcje, czyli kontynuację hossy… Wszystko przy stałym założeniu – że nie implodują Chiny (rezerwy walutowe już są poniżej 3 bln USD).

Jak wygląda sytuacja na GPW? Nastroje na Wall Street i na rynkach rozwijających się sprzyjają naszemu, bardzo zapomnianemu do niedawna parkietowi. Politycy na razie wystrzelali się ze swoich szkodliwych pomysłów i nie przeszkadzają bykom. Na razie, bo im droższe będą akcje tym większa będzie presja na przerzucenie do FRD nie 25%, a o wiele więcej lub całości OFE, a to GPW błyskawicznie by zabiło.

Siła naszego rynku jest bardzo duża, ale niepokoić może to, że Indeks Nastrojów Inwestorów (http://www.sii.org.pl/3438/edukacja-i-analizy/indeks-nastrojow-inwestorow.html ) pokazywało ostatnio dużą przewagę „byczych” nastrojów – prawie 2/3 inwestorów uważa, że indeksy będą nadal rosły. Tak duża przewaga każe zachować dużą ostrożność, bo sygnalizuje, że zbliża się korekta. Jeden spadek tego nie zmieni.

Od strony technicznej WIG20 po opuszczeniu szerokiej formacji podwójnego dna doszedł do minimum prognozowanego zakresu wzrostu (2.050 pkt.), tam wrysował flagę i wybił się z niej dając sygnał wzrostu przynajmniej do 2.300 pkt. Jest teraz w szerokim, sześcioletnim kanale trendu spadkowego z górnym ograniczeniem w okolicach 2.380 pkt. (z każdą sesją ten poziom będzie się powoli obniżał). Zakładam, że do testu tego poziomu dojdzie i tam zadecyduje się, czy WIG20 wchodzi w prawdziwą hossę, czy zostaje w trendzie spadkowym.