DZIEŃ WOLNOŚCI PODATKOWEJ 2008

Jutro mamy dzień wolności podatkowej. Obliczamy go na podstawie udziału wydatków publicznych w Produkcie Krajowym Brutto. Relacja ta najlepiej pokazuje skalę rzeczywistego obciążenia statystycznego podatnika, gdyż państwo nie ma żadnych innych pieniędzy niż te, które nam odbierze. Gdybyśmy od 1 stycznia oddawali państwu wszystko co zarobiliśmy na pokrycie swoich zobowiązań przypadających w tym roku, to od jutra moglibyśmy wszystko zostawiać dla siebie. Pracujemy więc pół roku na państwo i rząd.

Trzeba jednak przyznać, że w tym roku świętujemy rekordowo wcześnie. W zeszłym roku, podobnie jak w latach 1999-2000 świętowaliśmy dwa dni później – 16 czerwca. Najgorzej było w roku 1999 – dzień wolności podatkowej przypadł 6 lipca.

Przy okazji dzisiejszej konferencji Pan prof. Jacek Blikle przykładem swojej firmy zilustrował kilka absurdów systemu podatkowego.

Od kilkunastu już lat jesteśmy świadkami stopniowego obniżania stopy podatku CIT, co niezmiennie odbywa się przy dźwięku fanfar i w świetle kamer telewizyjnych. W roku 1992 mieliśmy stopę 40%, w roku 1997 już 38%, w roku 2000 ― 30%, a dziś mamy 19%. Jednakże, w jakiś czas po ogłoszeniu kolejnego obniżenia stopy podatku CIT, już bez fanfar i kamer przeprowadza się prosty a skuteczny zabieg zwiększenia listy tzw. kosztów nie będących kosztami uzyskania przychodu. Wbrew swojej nazwie (corporate income tax, co przekłada się na podatek od zysku brutto) podstawą do naliczenia podatku CIT nie jest wcale zysk brutto, ale tenże zysk powiększony o koszty nie będące kosztami uzyskania przychodu. W ślad za zmniejszaniem stopy podatku CIT podążało więc wydłużanie listy kosztów niepodatkowych rekompensujących tę „stratę”. Niższą stopę stosowano do wyższej podstawy. Zresztą tę listę wydłuża się i modyfikuje również w okresach, kiedy stopa CIT nie maleje. Tak się też stało w roku 2007, gdy z 62 pozycji urosła ona do ponad 70.

Przy tak definiowanym podatku CIT firma może mieć stratę, a mimo to zapłaci podatek. I tak się właśnie stało w firmie A. Blikle w roku 2007. Przy stracie w wysokości 156 tys. zł zapłaciła podatek w wysokości 90 tys. zł. Rzeczywista stopa podatku CIT wyniosła więc 173%!

Warto też zwrócić uwagę na kuriozalność wielu kosztów nie będących kosztami podatkowymi. Oto kilka przykładów.

Pierwszy z nich to obowiązkowa składka na PFRON (Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych) – będącej w rzeczy samej podatkiem! – należy zapłacić podatek CIT.

Drugi przypadek to koszty zaniechanych inwestycji, co jest oczywistym i akceptowalnym ryzykiem gospodarczym. Koszty zaniechanej inwestycji trzeba jednak opodatkować. Płaci się więc podatek zarówno wówczas, jak się osiągnie sukces, jak i wówczas, gdy się poniesie inwestycyjną porażkę. W takim przypadku pojawia się też obowiązek zwrotu odliczonego VAT, bowiem takie odliczenie nie należy się od kosztów nie będących kosztami uzyskania przychodu.

Trzeci przykład, to koszty związane z nieodpłatnym przekazywaniem instytucjom charytatywnym żywności nadającej się do konsumpcji, ale nie nadającej się do sprzedaży, na przykład ze względu na bliski termin graniczny rekomendacji do spożycia. Tych darowizn można przekazać do 10% dochodów. Od pozostałej wartości płaci się podatek. Gdyby tę żywność wyrzucić do śmietnika podatku nie trzeba byłoby płacić. Ten właśnie mechanizm doprowadził do bankructwa pewnego piekarza, który niesprzedany chleb oddawał biednym. A stało się tak nie tylko z powodu podatku VAT, ale też i CIT.

Przypuśćmy, że piekarz sprzedał chleba za 1.000 zł. i rozdał za 100 zł. Przypuśćmy dalej, że wszystkie koszty piekarza wyniosły 950 zł. Rozdany chleb fiskus nakazuje potraktować jako sprzedany w tzw. „sprzedaży wewnętrznej”, więc wartość sprzedaży powiększa się o 100 zł. Jednakże fiskus godzi się na zapisanie tych samych 100 zł. w koszty wytworzenia tego chleba. Ten koszt, kompensuje przychód, nie ma więc wpływu na zysk brutto. Niestety nie jest to „koszt podatkowy”, należy go więc doliczyć do zysku brutto w celu wyliczenia podstawy opodatkowania. Cały rachunek wygląda więc jak w poniższej tabelce:

 

przychód/koszt

kwota zł

sprzedaż chleba

1.000

sprzedaż wewnętrzna

100

przychody razem

1.100

koszty działalności

950

koszty sprzedaży wewnętrznej

100

zysk brutto

50

koszt niepodatkowy

100

podstawa opodatkowania

150

podatek CIT 19%

28,50

udział podatku CIT w zysku brutto

57%

 

Tak więc piekarz zapłaci faktycznie 57% podatku CIT, mimo że jego stawka wynosi 19%.

Czwarty przypadek omówiony przez Prof. Blikle brzmi całkiem niewinnie, a jednak jednorazowo pozbawił polskie przedsiębiorstwa lekko licząc około miliarda złotych. Zabieg polegał na tym, że do listy kosztów niepodatkowych dodano koszt niezapłaconych składek ZUS. Na pozór taki zapis jest całkiem logiczny: skoro składka nie została zapłacona, to nie powinna być kosztem podatkowym. I byłby całkiem logiczny gdyby napisano „niezapłaconych w terminie składek ZUS”. Rzecz w tym, że zgodnie z zasadą memoriałową przed wprowadzeniem nowelizacji składka od wynagrodzeń za grudzień stawała się kosztem podatkowym w grudniu, choć płacona była w styczniu. Teraz w grudniu nie jest kosztem podatkowym, w związku z tym od jej wysokości trzeba zapłacić podatek. Składka stanie się kosztem podatkowym w styczniu, więc od niej nie płacimy podatku, zapłacimy jednak podatek od składki za luty. Państwo jednorazowo pożyczyło od wszystkich firm podatek od miesięcznej składki ZUS, który co prawda w następnym miesiącu oddaje, ale niezwłocznie pobiera nowy. Jest to więc dla państwa nie oprocentowany kredyt rolowany z miesiąca na miesiąc. Zostanie zwrócony ― oczywiście bez odsetek ― gdy firma zakończy działalność.

Dodatkowym negatywnym dla firm aspektem manipulacji z kosztami niepodatkowymi jest fakt, że nadal są one kosztami księgowymi. Obniżają więc zysk brutto, co ma niebagatelne znaczenie dla wizerunku firmy, choćby w rozmowie z bankiem o kredycie. Ciekawe, że żaden z wymienionych tu przypadków kosztów niepodatkowych nie znajdował się w ustawie z roku 1989.

Robert Gwiazdowski
Robert Gwiazdowski