Ebenezer tworzy komunę

W dzisiejszym wydaniu antyporadnika menedżera na przykładzie dzieł światowej literatury i filmu, omówimy przypadek Ebenezera Scrooge’a z Opowieści wigilijnej Charlesa Dickensa. Do tego wręcz konieczne będą cytaty Niccolo Machiavellego z Księcia znanego z wcześniejszych odsłon cyklu.

Ebenezer tworzy komunę

Pazerność to obrzydliwa wada. Zwłaszcza gdy dotyczy menedżera. Jeden człowiek sam nie zapewni firmie sukcesu. Potrzebni mu są do tego zaufani współpracownicy. Ci nigdy nie będą efektywni, jeżeli będą dostawali za swoją pracę psi grosz. Nie można wiecznie motywować tylko kijem. Marchewka też jest potrzebna.

Ebenezer był chciwym skąpcem, który prowadził dochodową kancelarię. Całe dnie spędzał nad księgami rachunkowymi. Podle opłacał swojego pracownika. Na tyle źle, że tego ledwo było stać na przyzwoite ubranie, a na wigilię mógł zapewnić rodzinie tylko skromny posiłek. W zasadzie normalna sprawa – zwykły wyzysk.

Ebenezerowi ukazują się kolejno duchy, zjawy i inne paskudztwa, które doprowadzają go do zmiany postępowania i podwyżki wynagrodzeń. Jednak umówmy się, że duchy raczej nie istnieją, a nawet jeśli, to raczej rzadko objawiają się pazernym menedżerom.

Machiavell pisał w Księciu:
„(…) że dobrze byłoby uchodzić za hojnego, ale zaszkodzi ci hojność użyta w taki sposób, że nie będziesz budzić postrachu; bowiem jeżeli używa się jej tak jak cnoty i tak, jak się to powinno robić, nie zyska ona uznania, a przeciwnie, ściągnie na ciebie hańbę skąpstwa”

oraz

„ (…) czy lepiej jest budzić miłość niż strach, czy strach niż miłość. Odpowiem, że chciałoby się i jednej, i drugiej rzeczy, lecz ponieważ trudno połączyć je, więc gdy jednej ma brakować, o wiele bezpieczniej budzić strach niż miłość. Można bowiem o ludziach w ogóle powiedzieć, że są niewdzięczni, zmienni, kłamliwi, unikający niebezpieczeństw i chciwi zysku; gdy im czynisz dobrze, wszyscy są ci oddani, ofiarują ci swą krew i mienie, życie i dzieci, kiedy potrzeba jest daleko – jak to już powyżej powiedziałem – lecz odwracają się, gdy się w potrzebie znajdziesz.”

Przez setki lat te słowa wycisnęły trwałe piętno na modelu zarządzania. Otóż zgodnie z tym, opłaca się być hojnym, ale rzadko. Ludźmi lepiej zarządzać gdy drżą o przyszłe jutro. Słowem, dobry menedżer to taki, który zna dane makroekonomiczne i mówi wprost: „nie podoba się, to szukaj roboty gdzie indziej”.

Zawsze gdy to słyszę, przypomina mi się stara leninowska zasada – najpierw ilość, potem jakość. W Bangladeszu, gdzie ilość to rzeczywiście rzecz niepoliczalna, to może działać. W Polsce jest coraz mniej „ilości” (ludzi), bo ta eksportuje się sama tam, gdzie jakość ma większe znaczenie.

Demokracja zmienia zasady gry

Problem w tym, że machiavielliczny styl zarządzania był dobry w czasach feudalizmu. Teraz gdy mamy demokrację i większość może głosować, a tym samym realną władzę sprawuje banda podatnych na wpływy niezadowolonych z życia ludzi, to rady słynnego Włocha mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc.

Prosty przykład to płaca minimalna – lud wywalczył sobie płacę minimalną nawet nie zdając sobie sprawy z jej szkodliwości. Jednocześnie należy przyznać demokracji, że w obecnym okręgu kulturowym, bez określenia minimalnego wynagrodzenia naprawdę spory odsetek pseudokapitalistów płaciłaby pracownikom tylko tyle, by starczało im na bilet autobusowy do pracy. Słowem, lud jest głupi, ale to pracodawcy na własne życzenie pozwalają większości na wdrażanie rozwiązań systemowych, które im szkodzą.

Jak to sprawdzić? Teoretycznie istnieje luka w wynagrodzeniach. Wydajność Polaka to 60% średniej UE. Jednocześnie płace to tylko ok. 30% średniej. Zatem w praktyce pensje powinny być dwa razy większe. Nie może tak być, bo w państwie socjalnym jakim jest Polska trzeba utrzymywać armię urzędników zatrudnionych tylko do tego, aby redystrybuować dochody pomiędzy najbiedniejsze grupy społeczne.

Kto jest winny socjalizmowi?

Biedne, bo nie mają pracy lub nie prowadzą własnej działalności. Pieniądze zabrane obywatelom i przedsiębiorcom w postaci podatków w większości są marnowane. Nie byłyby, gdyby firmy i ludzie mogli je inwestować. I tak koło się zamyka. Tylko kto zaczął tę podróż po okręgu?

Moim zdaniem winni rozrostu socjalizmu w gospodarce są pazerni ludzie pozbawieni wizji i umiejętności przewidzenia, że w demokracji społeczna głupota zawsze triumfuje. Gdyby pracodawcy sami z siebie płacili więcej, to większość świadczeń socjalnych nie byłaby potrzebna. Oczywiście to wieczna „gra rynkowa” i niestety bardzo niebezpieczna. Ale dobrzy przedsiębiorcy mogą dbać o swój region, a tym samym wpływać na wybory do władz. Zadowoleni ludzie bardziej interesują się polityką, są mądrzejsi, a tym samym mogą głosować na mądrzejszych ludzi.

Dlatego przedsiębiorcy i menedżerowie powinni być świadomi, że niskie płace załogi w pewnym sensie szkodzą. To duże uproszczenie i może brzmi socjalistycznie, ale proszę mi uwierzyć, że nie jestem rzecznikiem związkowców. Nie można nie dostrzegać racji każdej ze stron.

To ile płacić?

To dobre pytanie. Nie można być zbyt hojnym. Nie można też być zbyt skąpym. Cechą dobrego menedżera jest znalezienie takiego modelu finansowania załogi, który jednocześnie zadowoli pracownika i nie doprowadzi firmy do upadku. W warunkach gospodarki społeczno-rynkowej menedżer musi wykazać się niezwykłą mądrością, aby pogodzić większość (bo wszystkich się nie da). Smoków nie ma a widły mogą być ostre.

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak