Filozofia na politechniki

Filozofia na politechniki – zapowiedziała nowa minister nauki i szkolnictwa wyższego Lena Kolarska-Bobińska. Humaniści mają problem, bo przez kilka dobrych lat wszyscy powtarzali, że tylko studia techniczne są gwarantem otrzymania dobrej oferty pracy. Filozof po studiach rozmyślać mógł tylko nad gwieździstym niebem w kolejce do pośredniaka.

Co jest oczywiście bzdurą i sloganem powtarzanym od lat. Sam dyplom nie wystarczy nie tylko po uniwersytecie, ale coraz częściej i po politechnice. W Polsce mamy bardzo dużo studentów. W pewnym momencie rynek pracy przestał nadążać za produkcją magistrów. Wówczas zaczęło się narzekanie na szkoły wyższe, jakby to od nich zależało, że Pan Roman z krośnieńskiego znajdzie pieniądze na zatrudnienie filozofa do oceny ryzyka szkodliwości społecznej na najbliższe otoczenie w jego biznesie.

Uczelnie muszą reagować na zmieniającą się rzeczywistość gospodarczą, ale twierdzenie, że mają to być fabryki już doświadczonych pracowników to zaprzeczenie istoty studiów. W mojej opinii zdobywanie doświadczenia i umiejętności leży w gestii studenta. Szkoła ma wskazywać drogę i nie jest to wcale obrona skostniałych i często absurdalnych reguł panujących na uczelniach, które należy potępiać.

Kłopot w tym, że medialna nagonka na studia humanistyczne sprawiła, że magister filozofii zaczął wzbudzać politowanie zamiast szacunku.  W końcu rząd zorientował się, że nagonka na „filozofów” niebawem doprowadzi do likwidacji całych wydziałów. Nagle widmo bezrobocia zajrzało nie tylko w oczy magistrów nauk humanistycznych, ale samych profesorów! O ile magistrom filozofii rząd pomagał wzruszeniem rąk (tylko delikatnie palcem wskazując kierunek na najbliższe lotnisko), o tyle profesorom zaproponowano konkretne rozwiązanie.

Minister zaproponowała wprowadzenie obowiązkowych kursów humanistycznych na studiach obejmujących nauki ścisłe. Bo przedmioty humanistyczne rozwijają i rozszerzają horyzonty – szczególnie te uczone na siłę! Pamiętam jak na studiach kolega z politechniki opowiedział mi, że musiał zrobić jednego obowiązkowego „humana”. Wybrał przedmiot, który nazwał „historią krzeseł”, czyli historię architektury wnętrz i mebli. Był szczęśliwy, że obok notatek z analizy matematycznej mógł położyć piękne odbitki angielskiego tronu.

Uzasadnieniem nowej rewolucji kulturalnej jest nie tylko potrzeba rozszerzania horyzontów, ale także – twitter. „Korzystanie np. ze współczesnych narzędzi komunikacyjnych – e-maili, portali społecznościowych – wymaga sprawnego posługiwania się słowem. Trafna replika w 140 znakach to taka sama sztuka i umiejętność, której warto się nauczyć, jak wygłoszenie oratorskiego przemówienia”- czytamy na stronie premier.gov.pl.

Cytat ten liczy 270 znaków ze spacjami.

Innymi słowy minister tłumaczy konieczność wprowadzenia obowiązkowych kursów z przedmiotów humanistycznych potrzebą nauczenia ludzi tworzenia ładnych tweetów… Oczywiście to uproszczenie, ale potencjalni pracodawcy nie mogą być szczęśliwi, że rząd będzie wydawać pieniądze na kursy dla studentów z obsługi facebooka i innych portali społecznościowych – tak często odwiedzanych w godzinach pracy. Z pewnością jest to ceniona umiejętność na rynku pracy.

Ale trzeba iść krok dalej. Dlaczego przyszli inżynierowie mają obowiązkowo uczyć się o Baruchu Spinozie, a przyszli politolodzy mają nie mieć pojęcia o tym jak policzyć prostą potrójną całkę? Przecież to dyskryminacja! Każdy humanista musi wiedzieć czym jest Bozon Higgsa, a każdy inżynier powinien rozumieć na czym polega wyższość Hegla nad Schopenhauerem (lub odwrotnie).

Daleko nam jeszcze do chińskiej rewolucji kulturalnej (kiedy to profesorów uczono jak uprawiać ryż, a niepiśmiennym chłopom kazano wykładać matematykę na podstawie wykładni „oświeconego inaczej” Mao), ale idziemy w świetnym kierunku. A przecież w całej sprawie chodzi tylko i wyłącznie o to, by nie zamykać wydziałów, na które nikt nie chce się zapisać. Tylko efekt będzie taki, że kierunki i tak trzeba będzie zlikwidować, a profesorowie filozofii stworzą nowe katedry na wydziałach mechanicznych. W końcu koło nie ma ani początku ani końca…

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak