Giełdowa przecena – szukanie winnych

We wtorek giełdami wstrząsnęła przecena, jakiej nie widziano (w USA) od września 2001 roku (atak na WTC). Oczywiście zaczęto szukać winnych. Tak naprawdę to ich nie było. Jeśli nawet byli to ci, którzy w początkach XX wieku zapewnili niezwykle niskie stopy procentowe pozwalające bez ryzyka, na kredyt inwestować na rynkach akcji, surowców, walutowym – wszędzie, gdzie można zarobić. Dzięki temu powstały liczne bańki spekulacyjne (jedna z większych na światowym rynku nieruchomości). Po czterech – pięciu latach hossy na rynku akcji indeksy doszły tak wysoko, że każdy mocniejszy impuls podażowy musiał doprowadzić do przeceny. Nie będę w blogu zajmował się tym, czy ta przecena zapowiada coś poważnego. Do tego celu służą moje komentarze publikowane codziennie na stronach Xelion i Stooq.pl. Tutaj opowiem o mechanizmie powstawania takich przecen.

Część analityków oświadczyła, że winny jest Alan Greenspan. Rzeczywiście, dzień wcześniej powiedział on coś, co mogło dziwić. Ostrzegł, że od ostatniej recesji minęło już sporo czasu, więc czas już na następną, której oznaki już widać i która pojawić się może w USA już w końcu tego roku. Były szef Fed zrezygnował ze swojego „greenspeaku”, czyli języka, którym się posługiwał, po to, żeby nie wyrazić jasno swojego poglądu. Uczestnicy rynku nieraz się głowili nad użytymi przez niego sformułowaniami. Kiedyś na stwierdzenie jednego z uczestników konferencji ze swoim udziałem, który powiedział, że rozumie jego wypowiedź odpowiedział „to musiał mnie pan źle zrozumieć”. Oczywiście ważny jest kontekst, ale było to dosyć zabawne wydarzenie. Teraz, kiedy nie jest już szefem Fed, może mówić jasno. Gdyby jednak te słowa padły w czasie jego urzędowania to z całą pewnością doprowadziłyby do przeceny akcji. Tym razem, według mnie, nie miały praktycznie żadnego znaczenia, a jeśli to jedynie pomocnicze. Po tej wypowiedzi, o której wszyscy wiedzieli, indeksy w Europie wzrosły, a w USA spadły o 0,1 procenta i to wcale nie dlatego, że coś powiedział były szef Fed.

Przecena rozpoczęła się dopiero następnego dnia. Gracze przestraszyli się mini – krachem w Szanghaju, gdzie indeks spadł o blisko 9 procent. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach nic takiego spadku nie zapowiadało, a dzień wcześniej został pobity rekord wszech czasów. Tak najczęściej, zupełnie nieoczekiwanie, rozpoczynają się duże przeceny. Zawsze jednak jest jakiś impuls, który taki proces uruchamia. Tutaj impulsem mogło być powołanie przez rząd Chin specjalnej grupy, która ma zwalczać przestępstwa kapitałowe. Władze Chin już od pewnego czasu ostrzegały, że spekulanci doprowadzają do powstania groźnej bańki spekulacyjnej. Co prawda w każdym kraju istnieje jakiś KNF, czy SEC (komisje papierów wartościowych i giełd), który dba o rynek, ale w Chinach doprowadziło to jednodniowej do paniki. Ale nawet wtedy japoński indeks Nikkei spadł tylko o 0,5 proc. niewiele sobie robiąc z Greenspana i chińskiego krachu.

Dopiero potem przecena rozpoczęła się w Eurolandzie i potem była kontynuowana w USA, a następnego dnia rano w Japonii i na innych rynkach azjatyckich (indeks w Szanghaju w tym czasie już rósł). Dlaczego do tego doszło? Można powiedzieć, że przecież chiński rynek akcji nie jest tak znowu bardzo istotny dla innych giełd, ale tu nie chodziło o jego wagę. Bańka spekulacyjna była od kilku lat nadmuchiwana niezwykle intensywnie, więc sygnał z Chin zmusił wszystkich do zastanowienia. W głowie każdego inwestora zrodziło się pytanie: czy za chwilę i na moim rynku nie wydarzy się coś podobnego? Na szukanie odpowiedzi nie było czasu, bo już inni zaczynali sprzedawać. W takich momentach przestaje działać analiza techniczna, dane makro i wyniki spółek. Liczy się tylko psychologia tłumu i strach. Gra na giełdzie to przecież jest zawsze walka chciwości ze strachem. We wtorek w USA też wygrał strach. Wyprzedaż rozpoczęła się od początku sesji i trwała do jej końca. Indeksy spadła powyżej 3 procent – najmocniej od uderzenia terrorystów na WTC we wrześniu 2001 roku. Jeszcze gorzej wyglądała sytuacja na rynkach Ameryki łacińskiej, gdzie argentyński indeks Merval, czy brazylijski Bovespa spadały chwilami po prawie 8 procent. Akcje stały się towarem niechcianym.

Taki to był mechanizm. Piszę to w trakcie środowej sesji, kiedy to w Eurolandzie widać już początki chęci do kupna akcji i wiem, że od tego momentu wchodzimy w sytuację, w której zmienność rynków będzie olbrzymia, a nastroje będą zdecydowanie bardziej istotne niż informacje rynkowe. Jednak duch Alana Greenspana będzie unosił się nad giełdami. To nie on doprowadził do przeceny, ale jeśli dane makroekonomiczne z USA będą sygnalizowały, że nadchodzi recesja, to on właśnie będzie tym wielkim guru, który to wszystko przewidział. Przed nadejściem recesji akcje rzeczywiście by straciły, więc nie wykluczam, że były szef Fed przejdzie do historii giełd (błędnie) jako ten, który wystąpił w roli dziecka, które odważyło się powiedzieć, że „król jest nagi”. Paradoksalnie to przecież on zapewnił grunt, na którym wyrosła hossa początków XXI wieku. Przypomina więc piromana, który podpala dom po to, żeby potem go gasić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

(komentarz pojawi się po zatwierdzeniu)

Piotr Kuczyński
Piotr Kuczyński