Graj do końca świata, a zarabiaj o jeden dzień dłużej

Ruszył pierwszy oficjalny fundusz inwestycyjny grający na bankructwo Włoch o oficjalnej nazwie Eurogeddon.Bankructwo Lehman Brothers z września 2008 spowodowało straty w setkach miliardów dolarów. Szacuje się, że bankructwo Grecji przyczyniłoby się do „wyparowania” z aktywów inwestycyjnych (akcje, obligacje itp.) wartości setek miliardów euro. Z tego też powodu tak wiele wysiłku politycznego i ekonomicznego przykłada się do ratowania greckiej gospodarki, a w rzeczywistości długów nagromadzonych przez lata, które Grecja powinna przynajmniej w części spłacić.

Jak te historyczne już bankructwa mają się do upadku Włoch? Włochy to problem o skalę większy, bo liczony w około 2 bilionach euro ( = 2000 miliardów euro). Tyle wynosi zadłużenie tego kraju, a więc ewentualna realizacja czarnego scenariusza oznaczałaby potężną przecenę na rynkach. Ba, przy tej skali paniki oznaczałaby zapewne wstrzymanie handlu, bo wszyscy ustawiliby się w kolejce do sprzedaży, ale niestety nie byłoby żadnych chętnych do kupna.

Mówiąc więc wprost takie rozwiązanie inwestycyjne to nic innego jak gra na rozpad strefy euro. W swojej konstrukcji niezwykle wygodne dla twórców i zarządzających. Jeżeli Włochy zbankrutują, strefa euro się rozpadnie, a system bankowy w Europie będzie przeżywał istną epokę lodowcową to zyski będą czysto wirtualne (ale będą! ;) bo najprawdopodobniej nie da się umorzyć żadnych jednostek na skutek finansowego tsunami. Jeżeli scenariusz się nie sprawdzi i koniec świata zostanie odwołany (mniejsza o to jak) to zarządzający będzie mógł powiedzieć – była chciwość to są i straty, bo nasza wizja się nie sprawdziła.

Ale to nie znaczy, że sam fundusz może okazać się nieprzydatny. Wręcz przeciwnie! Najwięcej funduszy małych i średnich spółek TFI otworzyły w 2006-2007 roku czyli na absolutnym szczycie hossy. Największą popularność Funduszy inwestujących w surowce mieliśmy w 2008 roku kiedy ropa była rekordowo droga (147 USD za baryłkę). Potem w końcówce 2010 roku inwestorzy wpłacali pieniądze do funduszy inwestujących w soft-commodities (cukier, soja, ryż, kukurydza itp.) i też trafili idealnie w górkę. Niezrażeni poprzednimi próbami wierząc w złoto najwięcej inwestowali w ten metal w 2011 roku, kiedy uncja była bliska rekordów (1920 USD). Za kilkanaście miesięcy zobaczymy czy przypadkiem Eurogeddon nie wstrzelił się w dołek.

Historia rynków finansowych uczy jedynie tego, że inwestorzy się nie uczą na historii.

Paweł Cymcyk
Paweł Cymcyk