Granice zostały przekroczone. Można kraść?

Na wstępie należy wyjaśnić, że chodzi o kradzieże w sklepach bez użycia przemocy.  Jeśli ktoś dokona napadu rabunkowego i zmusi np. przechodnia do oddania mu przedmiotu o wartości 100 zł, to mamy do czynienia z rabunkiem za, który grozi od 2 do 12 lat więzienia.

Granice zostały przekroczone. Można kraść?

Mała wielka różnica. Nie jestem zwolennikiem podnoszenia limitu kwoty wyznaczającej granicę między wykroczeniem, a przestępstwem. Wcześniej było to 250 zł  i nie oszukujmy się – nawet pomimo wpływu inflacji i ogólnej zmiany wartości pieniądza w czasie – wciąż jest to dużo pieniędzy. Powodem zmian jest statystyka i przewlekłe procedury. Otóż okazuje się, że o wiele łatwiej ukarać kogoś, gdy popełni wykroczenie.

Złodziej ma wtedy obowiązek naprawienia szkody, czyli oddania przedmiotu lub jego równowartości. W gorszym przypadku złodziej może być ukarany grzywną do 5 tys. zł. W wyjątkowych przypadkach grzywna może być większa. To nie koniec. Złodzieja można ukarać pozbawieniem wolności, a dokładniej aresztem od 5 do 30 dni. Ponadto można nałożyć na niego obowiązek wykonania prac społecznych, a także upublicznić jego dane. Słowem – katalog kar jest całkiem spory, ale nie oszukujmy się – drobnego złodziejaszka nie karze się z wysokimi grzywnami. Nie widziałem też, by ktoś upublicznił dane delikwenta, który przyłapany był na gorącym uczynku wielokrotnie.

To jest poważny problem systemowy i to nim należy się zająć, by zwalczyć plagę drobnych kradzieży na których handel traci ok. 1 mld zł rocznie. Płacą za to pozostali klienci, którzy jeszcze mają w zwyczaju nosić przy sobie portfele.

Złodziej ma wymówkę, gdy się sam sędzia kradzieży dopuszcza – cytat przypisywany Szekspirowi.

Argumenty za podniesieniem limitu są poprawne, ale mają jedną zasadniczą wadę. Opierają się na założeniu, że sądownictwo w Polsce jest nieskuteczne. Zatem co należy robić? Poprawić działanie wymiaru sprawiedliwości czy zmieniać prawo?

Katalog kar jest spory i może być dotkliwy. Stąd pomysł zwiększenia limitu, bo przestępstwo wymaga już dochodzenia, sprawy w sądzie, itd. A że, sądy mają żółwie tempo to wie każdy, kto miał wątpliwą przyjemność być stroną w jakiejkolwiek sprawie. Problem w tym, że wykroczenie to tylko wykroczenie i nie odstraszy złodziejaszka jeśli kara nie będzie surowa.

Miałoby to sens dopiero w sytuacji, gdy wymiar sprawiedliwości w końcu na poważnie zająłby się tematem drobnych kradzieży i pokazał, że w ramach wykroczenia można kogoś skutecznie zniechęcić do sięgania po cudze. Tylko, że to trzeba było zrobić wcześniej.

Dlatego nikogo nie powinno dziwić, że zmiana limitu odbierana jest jako sposób na poprawę statystyki. Spadnie liczba wykrytych przestępstw na rzecz wykroczeń. Bez większych trudów odtrąbi się w mediach sukces. A złodzieje dalej będą prowadzić biznes. Jedyne zajęcie mieli posłowie, którzy podnieśli rękę we właściwym momencie. Wcześniej wycofali się z pomysłu, by limit ten podnieść do 1 tys. zł. Całe szczęście zdano sobie sprawę, że 800 tys. Polaków ma mniej więcej takie dochody z pracy w pełnym wymiarze i trochę niesprawiedliwością byłoby karanie kogoś grzywną za kradzież przedmiotu, na który niektórzy muszą pracować cały miesiąc.

Ciekawe, czy ktokolwiek zadał sobie trud sprawdzenia, czy cokolwiek można było zrobić inaczej, prościej i bez konieczności udawania, że jest to dla dobra obywateli? Tylko po prostu – dla obywateli.

/Piechowiak

Jeśli pomyliłem słowa karać i kazać w odmianie to proszę wysłać mi mejla z informacją jak to napisać. Obiecuję wydrukować i powiesić na ścianie.

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak