Irini i Janis, czyli jak kryzys zmusza do najważniejszych decyzji w życiu

Na jednej z wysp Cykladów, Naxos, wysoko w górach, w zamieszkałej przez 25 (!) osób wiosce, od miesiąca małą kafejkę prowadzi para sympatycznych młodych Greków. Greków, którym kryzys zmienił całe życie.

Irini i Janis, czyli jak kryzys zmusza do najważniejszych decyzji w życiu

W Polsce lepszego jutra szuka się najczęściej w stolicy. Kiedy do Grecji zajrzał kryzys, a tysiące ludzi straciło pracę, wiele osób podjęło decyzję o przeniesieniu się z Aten i innych miast kontynentalnych na którąś z mniejszych greckich wysp. Taki ruch, po 28 ośmiu latach życia w stolicy, wykonali również Irini i Janis, z wykształcenia menedżerka hoteli i inżynier.

Co zdecydowało, że spakowali swoje rzeczy i przenieśli się ze stolicy do małej, nieznanej wioski na niezbyt znanej greckiej wyspie Naxos?

Irini: Zrobiliśmy to z powodu bezrobocia, braku pracy i z racji lepszej jakości życia na Naxos. W Atenach przez dwa lata byliśmy bez pracy.

W 4-5 dni zebrali swoje rzeczy i przenieśli się do wioski, z której pochodziła mama Irini. Wiedzieli, że zamknięto tu poprzednią kafejkę i postanowili zaryzykować. Jak mówi Eirini, ich decyzja pomogła zrobić podobny krok innym ich znajomym – niedawno jej koleżanka, pracownica dużej korporacji, również zdecydowała się wrócić na rodzinną wyspę, chociażby z powodu lepszej jakości życia.

Zapytani o to, kogo winią za sytuację w Grecji, bez dłuższego zastanowienia odpierają: Nie mamy pretensji do nikogo. Wydaje nam się, że to problem nie tylko samej Grecji, ale w ogóle Europy i że jest to wypadkowa wielu zaistniałych czynników.

Jak deklarują, przenieśli się przede wszystkim w imię spokojniejszego jutra, żeby móc założyć rodzinę i poświęcać sobie więcej czasu, niż w Atenach, gdzie dzisiaj trzeba walczyć o siebie znacznie intensywniej.

kryzys i bezrobocie w grecji

Jeśli zastanawiacie się, co to za pomysł na biznes i jak można odnieść finansowy sukces, oferując usługi 25-osobowej wiosce, odpowiadam, relacjonując ich słowa: Nie jesteśmy tu po to, żeby szybko dorobić się wielkich pieniędzy. Oczywiście głęboko wierzą, że im się uda. Trzeba pamiętać, że w Grecji, mimo kryzysu, nadal obowiązuje kultura wychodzenia do lokali, więc nawet tych 25 osób powinno chcieć napić się tu kawy i podtrzymywać kontakty towarzyskie.

Ta młoda i, co by nie mówić, odważna para twierdzi, że teraz, na wyspie, nie boi się już o kryzys. Nigdzie nie jest różowo, i tu również ludzie mają swoje problemy, ale jest o niebo lepiej niż w Atenach, bo w takiej zamkniętej społeczności, gdzie jeden drugiego wspiera, zmienia się człowiekowi perspektywa.

Zastanawia mnie, więc pytam, czy zaszywać się na małej greckiej wyspie, nie woleliby emigrować do innego kraju. Nie. Zawodowo nie ma takiej opcji. Jeśli wyjeżdżać, to tylko turystycznie, ale to i tak dopiero po tym, jak objadą całą Grecję.

Brzmi to wszystko dosyć beztrosko, podczas gdy przecież media sugerowały daleko bardziej posunięte konsekwencje kryzysu. Rzucam więc pytanie o to, czy dziennikarze z zagranicznych redakcji nie wyrządzili aby Grekom krzywdy tymi przepełnionymi dramatyzmem relacjami. Trochę tak było, media dość wyraźnie przesadzały w swoich przekazach – przyznają. Owszem, sytuacja jest trudna, ludzie nie mają pracy, jest wysokie bezrobocie, niektórzy nie mają co jeść, ale ani nikt tu nie głoduje, ani nie mają miejsca żadne wydarzenia wojenne. Jest i było ciężko, ale nie tak, jak to pokazywały media – podsumowuje Janis.

Choć to karkołomne przedsięwzięcie, które dla niektórych będzie chwiało się u podstaw, trudno nie kibicować tej sympatycznej parze, zazdroszcząc przy okazji slow life, którego odtąd będą zażywać. Jak się wkrótce dowiem, ich historia nie jest przypadkiem odosobnionym – osób, które postanowiły wrócić na wyspy, było w ostatnim czasie znacznie więcej.

Malwina Wrotniak
Malwina Wrotniak