JA, OWSIANKA

Leonard Read napisał książeczkę „Ja ołówek”.* Zresztą może nawet zdrobniałe określenie „książeczka” też jest nieco przesadzone. W końcu ma ona raptem kilka stron. Pod względem objętości to raczej „artykulik”. Ale pod względem meritum to Księga. Dzieło wybitne i wiekopomne. Dlatego jak „De revolutionibus…” przemilczane.

Read cytuje Chestertona: „cierpimy z powodu braku zdumienia, a nie z powodu braku cudów”  – o czym świadczy istny „cud stworzenia” ołówka. A może nie „stworzenia” („Bogu oddajmy co Boskie”) lecz po prostu „tworzenia”. Takiego mozolnego, zwykłego tworzenia czegoś.

„Podobnie jak Ty nie umiesz narysować całego swojego drzewa genealogicznego, sięgającego w najbardziej zamierzchłą przeszłość, również i ja  nie mogę opisać i odkryć wszystkich swoich przodków” – mówi Ołówek do Reada.  Jego drzewo rodowe rozpoczyna się prawdziwym drzewem, do ścięcia których potrzebne są piły i liny, a do przewiezienia ciężarówki aż po grafit wydobywany przez górników na Cejlonie i mosiężną skuwkę ze stopu miedzi i cynku.

Zdaję sobie sprawę, że plagiatuję pomysł Reada. Ale na XV już konferencji Wall Street Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych w Zakopanym, gdy zapytałem słuchaczy mojego wykładu czy czytali Reada odpowiedziało mi milczenie. Więc może warto w taki sam sposób jak Read o ołówku napisać o owsiance.  W końcu to ona jest ważnym elementem diety starszych osób, a przecież to właśnie na przyszłość „oszczędzamy” grając na giełdzie. Ale w przyszłości nie będą nam potrzebne akcje, ani obligacje, czy świadectwa udziałowe. Będzie nam potrzebne „APO” – aspiryna, pielęgniarka, owsianka. Czy wiemy na ile kilo owsianki, opakowań aspiryny i godzin pracy pielęgniarki będziemy mogli wymienić za 30 lat nasze dzisiejsze aktywa giełdowe?

Bo z owsianką, jak z ołówkiem, sprawa nie jest wcale prosta. Rolnik musi najpierw zasiać owies. A potem go zebrać i dostarczyć do młyna. Zanim zasieje musi ziemię zaorać i zbronować. Potrzebuje do tego pługa i/lub brony. Są to narzędzia metalowe do wyrobu których potrzebna jest stal – czyli stop żelaza i węgla. Tysiące górników na całym świecie – głównie w Chinach, Brazylii, Australii, Indiach, Rosji i na Ukrainie dzień po dniu zjeżdżają pod ziemię, żeby pracować przy wydobyciu rudy żelaza, którą inni dowożą koleją do hut, gdzie w wielkich piecach przetapiana jest na surówkę. Do opalanie pieców w hutach, w których wytapiana jest stal, stosuje się węgiel, który wydobywają inni górnicy. Węgiel – jak rudy żelaza –  też trzeba przewieźć do hut. Ktoś musiał w tym celu ułożyć tory kolejowe, po których jeżdżą pociągi. Jeżdżą, bo ktoś wymyślił maszynę parową potem skonstruował klasyczną lokomotywę. Żeby lokomotywy mogły ciągnąć po torach wagony potrzebna była nie tylko stal na tory ale i drewno na podkłady kolejowe. To samo drewno, które było potrzebne do wyprodukowania ołówka, które ktoś ściął przy pomocy pił i lin. Mogły to być liny z roślin włóknistych, które ktoś wcześniej musiał uprawiać, skórzane – ze skór zwierząt które ktoś musiał hodować, a ich skóry odpowiednio wyprawić w garbarni przy pomocy odpowiednich odczynników chemicznych, albo liny z tworzyw sztucznych – najczęściej poliamidowe lub  poliestrowe, do produkcji których potrzebna była… ropa naftowa, którą ktoś musiał wydobyć i przetransportować do rafinerii, gdzie poddana została destylacji i rafinacji, w wyniku których doszło do powstania związków chemicznych wykorzystywanych między innymi właśnie do produkcji lin. I do produkcji benzyn i olejów: napędowych i smarowych, które są wykorzystywane między innymi przez traktory używane w produkcji rolnej,  samochody służące do transportu owsa i pilarki służące do ścinania drzew – między innymi na podkłady do torów kolejowych.

Żeby plony owsa, z którego będzie owsianka były lepsze, pole trzeba nawieść.  Pod zboża jare – a do takich należy owies – stosuje się azot w formie saletry amonowej, saletrzaków lub mocznika.  Nawozy te powstają w zakładach chemicznych, podobnie jak tworzywa do produkcji lin.

Owies zebrany z pola trzeba przewieść do młyna. Wozi się go na przyczepach ciągnionych przez traktory, które trzeba było wcześniej zbudować. Podobnie zresztą jak młyn, w którym miele się owies. Kiedyś budowano młyny drewniane, dziś to już są fabryki. Do ich budowy potrzebne są cegły, cement i parę innych materiałów budowlanych. Ktoś musiał wydobyć margiel, wapń i glinę, z których się cement wyrabia. Ktoś inny przewiózł je do cementowni. Jeszcze ktoś inny wybudował piec cementowy i dopiero na koniec powstało spoiwo służące do wiązania cegieł, czy pustaków przy budowie młyna.   

Zanim owsianka trafi na nasz stół ktoś musi ją dowieść do sklepu, a ktoś inny musi ten sklep wybudować – podobnie jak młyn, cementownię, rafinerię, zakłady chemiczne, fabrykę traktorów i samochodów.

Innowacyjność jest w tym wszystkim bardzo potrzebna. Ułatwia wiele prac i je przyspiesza.  Kiedyś radło ciągnięte przez woły, a potem socha, do obsługi której potrzebne były dwie osoby były znacznie mniej wydajne niż dzisiejszy płóg ciągniony przez traktor. Nawozy azotowe bardziej poprawiają wydajność z hektara niż gnojowica. Ale między wynalezieniem radła i żelaznego pługa upłynęło parę tysięcy lat. Sierp stosowany już w epoce kamiennej został zastąpiony kosą dopiero pod koniec XVIII wieku. Różne żniwiarki ciągnione przez konie powstały – zdaje się – w latach 20-30 XIX wieku, a najbardziej jak dotąd innowacyjny kombajn mechaniczny ma jakieś  40 lat.

 * L.E. Read, Ja, Ołówek, PAFERE, Warszawa 2009 (I, pencil. My Family Tree as told to Leonard E. Read)

Robert Gwiazdowski
Robert Gwiazdowski