Kiwi, drony i balony

Paradoksalnie, zarówno w rękach 9-latka jak i w służbie siatki terrorystów dron stanowić może nie lada zagrożenie. Wylądować bezzałogowym statkiem powietrznym na trawniku Pałacu Prezydenckiego? No problem. No chyba, że ten skrawek terenu chroni akurat wysublimowana technologia, a nie ochroniarz z lornetką.

Warszawa 02.10.2012 r. Warszwskie lotnisko Okecie im. Fryderyka Chopina z lotu ptaka. Fot. Adam Dauksza / FORUM

Biorąc pod uwagę, że w maju, na fali komunijnych prezentów, drony wpadają w ręce 9-latków, to nie dziwi mnie, że trafiają również do terrorystów. Dlaczego? To tani i łatwy sposób na np. przetransportowanie materiałów wybuchowych czy substancji chemicznych. Obsługa dronów jest dziecinnie prosta, więc terroryści nie potrzebują szkoleń z obsługi urządzenia. Bojownicy często używają tych samych modeli co dziecko, tylko że pod skrzydła bezzałogowych statków montują nie kamerkę do selfie a bomby. Dużo by pisać: Państwo Islamskie zamachy terrorystyczne z udziałem dronów praktykuje już od kilku lat, choć nie w Europie Zachodniej czy w USA. Jeszcze.

Królowa w no-fly zones
W teorii, na mapie, wszystko wygląda „cacy”: w każdym kraju mamy no fly zones wokół lotnisk czy zakładów energetycznych. W praktyce przestrzeń powietrzna jest regularnie zakłócana przez niezidentyfikowane obiekty – brzmi to jak jedna z zagadek z „Archiwum X”? Nie, to szara strefa bezpieczeństwa publicznego w Polsce.

Ujęcia rezydencji prezydenta RP w Juracie czy w Wiśle, gdzie na mapach stref lotniczych krzyżują się wszystkie no-fly zones? Według mojej wiedzy, obecnie nie ma żadnego technicznego problemu, żeby podlecieć bezzałogowym statkiem latającym choćby na taras Pałacu Prezydenckiego i oddalić się nim bez żadnych konsekwencji.

To nie jest pompowanie balona: bezdyskusyjnie rozpoznanie i przechwytywanie niewielkich urządzeń latających, to globalnie wciąż nierozwiązany problem. Władze i służby specjalne próbują różnych, zazwyczaj nieskutecznych metod, np. w Wielkiej Brytanii, w związku z powiększającą się, z roku na rok, liczbą wypadków (zderzeń) samolotów z dronami, The Royal Household postanowił informować lotniska o lotach rodziny królewskiej… z dwudniowym wyprzedzeniem. Według brytyjskich ekspertów ds. bezpieczeństwa to rozwiązanie doraźne i wcale nie zwiększające poziomu bezpieczeństwa królowej, której plany są nagle upubliczniane z tak dużym wyprzedzeniem.

Spadające śmigła
Kolejnym – znów tymczasowym rozwiązaniem – może być rejestrowana sprzedaż. Problem? Instrukcja „jak zbudować drona” jest dostępna w internecie. Terroryści korzystają z DIY – składają drony z plastiku, drewna i napędzają je silnikami kosiarki. Serio. Takie urządzenia mają coraz większy zasięg i mogą latać bez nawigacji… Brawura bojowników jest coraz większa, nie interesuje ich już tylko możliwość terroryzowania Jana Kowalskiego. Ich cele są coraz trudniejsze do zdobycia. Ostatnio rosyjskie siły zbrojne w Syrii zostały zaatakowane przez latające urządzenia DIY – rozpiętość skrzydeł, zamontowanych w maszynach, wynosiła ok. 3 m, a do każdego z urządzeń podpięto po 10 granatów. Rosjanie twierdzą, że udało im się w porę zauważyć obiekty i je unieszkodliwić. Pytanie, czy udałoby się to, gdyby samoróbki nadleciały nad obiekt, w którym nie siedzi armia komandosów pod bronią. Nieraz i komunijny osesek z dronem-prezentem sieje zagrożenie. W najlepszym wypadku polata i go rozbije, a w najgorszym – spowoduje kolizję, w której mogą zginąć ludzie. Na youtube można znaleźć wideo ze zderzeń dronów z samolotami. Ledwie kilka dni temu dron doprowadził do wypadku śmigłowca, do tej pory nie znaleziono ani drona, ani jego właściciela.

AntyKiwi w natarciu
Racjonalną odpowiedzią na zagrożenia nie jest szwadron „specjalsów” przy każdym lotnisku czy elektrowni. Pierwsze radarowe systemy antydronowe powstały w celu ochrony lotnisk. Okazuje się jednak, że zagrożenie ze strony bezzałogowych statków jest coraz większe i bardziej wysublimowane, zatem i rynek systemów „anty” się powiększa. Chcą z nich korzystać biznesmeni, obawiający się kradzieży intelektualnej, miliarderzy, walczący z przywłaszczeniem mienia czy celebryci, chroniący swoją prywatność przed ciekawskimi. Paparazzi na drzewie odchodzi do lamusa – można zaszczuć celebrytę „latającą kamerą”. Wobec nadciągających stadnie dronów nie jesteśmy skazani na stawianie rozbudowanych systemów wojskowych. Już powstały mobilne i nie kosztujące miliony systemy, w 100 proc. wykrywające i neutralizujące latających intruzów. W takim systemie antydronowym chodzi przede wszystkim o to, żeby uniemożliwić sterującemu kontakt z maszyną i bezpiecznie ściągnąć na ziemię lub odesłać do właściciela niezidentyfikowany obiekt. Automatycznie, bez oddziału wojska i ludzkich rozterek nad tym, czy niewinnie wyglądający dron sterowany jest przez 10-latka, czy może transportuje kilka soczystych „kiwi” (chodzi oczywiście o granaty).

dr Maciej Klemm