Kompetencje i zadania przewodniczącego Rady Europejskiej

Donald Tusk został wybrany na Przewodniczącego Rady Europejskiej, czyli prezydentem UE. Wiemy, że zarobi on ok. 1,2 mln zł rocznie, ale nie wiemy za co? To bardzo ważny urząd, który przez część mediów i polityków jest bagatelizowany.

Źródło: FORUM

W skład Rady Europejskiej wchodzą szefowie państw lub rządów Państw Członkowskich, jak również jej przewodniczący oraz przewodniczący Komisji. W jej pracach uczestniczy wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. O ile Traktaty nie stanowią inaczej, Rada Europejska podejmuje decyzje w drodze konsensusu.

Dla nas to tylko trudne słowo będące synonimem porozumienia. W polityce UE jest to niemal złota idea stanowiąca fundament Wspólnoty. Otóż konsensus jest narzędziem do unikania walki politycznej i militarnej. Żaden liczący się i rozsądny polityk nie będzie negować idei rozstrzygania spraw poprzez osiąganie optymalnego konsensusu. Przy czym owa „optymalność” rozumiana jest jako sukces każdej ze stron. To nie jest tylko funkcja reprezentatywna, bo czołowi politycy krajów UE liczą na to, że przewodniczący będzie brał na siebie odpowiedzialność także m.in. za brak konsensusu.

Kompetencje przewodniczącego Rady Europejskiej

Zgodnie z art. 15 Traktatu o Unii Europejskiej przewodniczący Rady Europejskiej:
• przewodniczy Radzie Europejskiej i prowadzi jej prace;
• zapewnia przygotowanie i ciągłość prac Rady Europejskiej, we współpracy z przewodniczącym Komisji i na podstawie prac Rady do Spraw Ogólnych;
• wspomaga osiąganie spójności i konsensusu w Radzie Europejskiej;
• przedstawia Parlamentowi Europejskiemu sprawozdanie z każdego posiedzenia Rady Europejskiej.

LINK DO WERSJI SKONSOLIDOWANEJ TRAKTATU o UE

Rada Europejska wybiera swojego przewodniczącego większością kwalifikowaną na okres dwóch i pół roku. Mandat przewodniczącego jest jednokrotnie odnawialny.

Jeżeli Rada Europejska, po konsultacji z Parlamentem Europejskim i Komisją, podejmie zwykłą większością decyzję, w której opowie się za rozpatrzeniem proponowanych zmian, przewodniczący Rady Europejskiej zwołuje konwent złożony z przedstawicieli parlamentów narodowych, szefów państw lub rządów Państw Członkowskich, Parlamentu Europejskiego i Komisji. W przypadku zmian instytucjonalnych w dziedzinie pieniężnej konsultowany jest również Europejski Bank Centralny.

Rada Europejska określa strategiczne interesy Unii, ustala cele oraz określa ogólne wytyczne wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, łącznie ze sprawami mającymi wpływ na kwestie polityczno-obronne. Jeżeli wymaga tego sytuacja międzynarodowa, przewodniczący Rady Europejskiej zwołuje nadzwyczajne posiedzenie Rady Europejskiej w celu określenia strategicznych kierunków polityki Unii w obliczu takiej sytuacji.

Przewodniczący to nie tylko sekretarz

W trakcie delegacji zagranicznych pod względem formalnym przewodniczący Rady Europejskiej jest traktowany jak głowa państwa i jednocześnie przedłużenie ramienia kanclerza Niemiec, prezydenta Francji i premiera Wielkiej Brytanii.

Na pierwszy rzut oka wygląda to tak jakby przewodniczący Rady Europejskiej był tylko jej sekretarzem, ale to tylko wrażenie. Głównym zadaniem Rady jest nadawanie Unii impulsu do rozwoju, co również jest zapisane w Traktacie o UE. Innymi słowy, zadanie przewodniczącego to szukać nie tylko wspólnego mianownika (konsensusu) w trakcie długich negocjacji pomiędzy członkami UE, ale faktycznie przygotowywać takie rozwiązania polityczne, by większość członków nie marnowała czasu na zbędne animozje. Ponadto to jego zadaniem jest przedstawianie pewnych rozwiązań „pod nos” – kraje UE za jego pośrednictwem będą próbowały przedstawiać swoje stanowiska w danej sprawie. To od przewodniczącego zależy czy w ogóle to zrobi i jak to zrobi.

Im lepiej Tusk będzie radzić sobie z wypracowywaniem konsensusu tym będzie miał większy autorytet i swobodę. Zatem większość zależy od osobowości Przewodniczącego.

My to bagatelizujemy, bo w teorii znamy Unię. Ale czy na pewno? Wydaje nam się, że przewodniczący to pionek w rękach poważnych krajowych polityków. Ale dla Chińczyków i Amerykanów jest to człowiek wybrany przez wiecznie kłócących się Anglików, Francuzów, Niemców i Włochów do reprezentowania UE.

Łukasz PIechowiak
Sprawdź moje komentarze na Blogbank.pl i Facebooku.

Herman Van Rompuy przez krótki moment pełnił funkcję premiera Belgii, ale nie ukrywajmy, że od początku był politykiem „drugoligowym”, którego zadaniem było stworzenie administracyjnych podstaw do pracy przewodniczącego. Został wybrany na tę funkcję ze względu na swoje urzędnicze dokonania i fakt, że w Europie był odbierany neutralnie oraz jako osoba dobrze znającą się na meandrach brukselskiej polityki. Ponadto nie wywoływał kontrowersji.

Donald Tusk to już zupełnie inna liga. Głównie dlatego, że jest on urzędującym premierem całkiem silnego państwa. Transfer na Przewodniczącego Rady Europejskiej w jego przypadku oznacza złożenie teki prezesa rady ministrów–to dodaje prestiżu i autorytetu funkcji przewodniczącego oraz tworzy pewnego rodzaju praktykę. Rompuy też złożył tekę premiera, ale Belgia słynie raczej z tego, że w ogóle nie potrzebuje rządu by działać. Prawdopodobnie od tej pory na przewodniczącego RE wybierać będzie się osoby tylko wśród urzędujących głów WAŻNYCH państw. To nie oznacza, że Belgia jest mało istotna, ale każdy kto odrobinę śledzi politykę światową raczej zdaje sobie sprawę, że premier tego kraju ma rangę króla Tonga (nie zmienia to faktu, że chciałbym być królem Tonga).

Czy ambicją np. kanclerza Niemiec lub prezydenta Francji nie byłoby rządzenie w całej UE? Wszystko do tego zmierza i Donald Tusk właśnie ma wytyczyć szlak, którym prowadzi do większej integracji politycznej UE. Jego zadanie to uczynić z funkcji przewodniczącego UE najważniejszego stanowiska w całej Europie. Bez wątpienia posiada właściwe zdolności, bo jest wytrawnym i elastycznym politykiem z dużymi sukcesami na koncie (to czy są to faktycznie sukcesy to już inna bajka).

To od Donalda Tuska zależy jak promować będzie swoje sukcesy– znając jego dokonania na polskim podwórku można mieć pewność, że o „well done” przewodniczącego na arenie międzynarodowej trąbić będą wszystkie liczące się media w Europie i na świecie.

/Piechowiak


Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak