Kompromis twórczy/zgniły

Nadzwyczajny, niedzielny szczyt Rady Europejskiej w Brukseli przebiegł tak, jak się zapowiadał. 

  Prezydenci/premierzy 27 państw szybko zaakceptowali 585-stronicową umowę o szczegółach rozwodu Unii Europejskiej ze Zjednoczonym Królestwem. A także 26-stronicową deklarację polityczną na temat przyszłych relacji wspólnoty z sąsiadem już całkiem zewnętrznym. Nie będą one kopią partnerstwa UE z Norwegią czy Szwajcarią, ale mają być „ambitne, szerokie i elastyczne”. Trzeba podkreślić, że prawnie obie umowy to różne kategorie. Rozwodowa podlega ratyfikowaniu tylko przez Parlament Europejski oraz obie izby brytyjskiego, zaś nieprzekraczalnym terminem jej wejścia w życie jest 29 marca 2019 r. Przyszła umowa unijno-brytyjska wymagać będzie natomiast ratyfikowania także przez wszystkie parlamenty narodowe, a horyzont czasowy jej uzgodnienia pozostaje nieznany. Na razie przyjęto prowizorkę — w krótszym terminie do 1 lipca 2020 r., a w dłuższym do 31 grudnia 2020 r. Nawet ten drugi wygląda na zbyt optymistyczny, zatem z góry przewiduje się od 1 stycznia 2021 r. pogmatwany traktatowo mechanizm objęcia Wielkiej Brytanii unią celną, z rozróżnieniem Irlandii Północnej od reszty królestwa.

Kompromis jest z definicji umową, z której żadna ze stron nie jest do końca zadowolona. Przytoczony w tytule dualizm ocenumowy unijno-brytyjskiej zależy od punktu siedzenia względem morskiego kanału. Patrzący ze strony kontynentalnej i nazywający go z francuska La Manche (Rękaw) uważają kompromis za jedyny możliwy i twórczy, natomiast wyspiarze używający nazwy Angielski — za zgniły i nie do przyjęcia. Przykładem biegunowej rozbieżności w ocenach mogą być rozliczenia budżetowe. Umowa przewiduje, że brytyjska składka netto (pomniejszona o słynny rabat) będzie wpływała do końca siedmiolatki 2014-20, tak jak zobowiązał się rząd Davida Camerona. Zwolennicy brexitu chcieliby natomiast płacić tylko do końca pierwszego kwartału 2019 r. Różnica to mniej więcej 45 mld EUR.

Uśmiechy unijnych prezydentów/premierów na szczycie przykrywały wielką niepewność, co dalej. Zdecydowanie mniej optymistycznie zapowiada się procedura zatwierdzenia umowy w Londynie, przede wszystkim przez Izbę Gmin, jako że Izba Lordów ma znaczenie symboliczne. Premier Theresa May postawiła na szali całą swoją przyszłość polityczną. Na dramatycznym posiedzeniu rządu odniosła sukces, ale iluzoryczny — następnego dnia po zatwierdzeniu umowy hurtowo złożyli dymisje ważni ministrowie. Ze względu na sprzeciw twardych zwolenników brexitu, szanse na zatwierdzenie umowy w parlamencie są minimalne, wręcz zerowe. Theresa May już raz przelicytowała, rozpisując przedterminowe wybory z nadzieją na umocnienie partyjnej przewagi w Izbie Gmin, tymczasem wyszło odwrotnie. Porażka w glosowaniu nad ratyfikacją umowy rozwodowej z UE będzie definitywnym końcem jej kariery. © Ⓟ

Radosław Opas