Koniec kadencji różne ma twarze

SAMORZĄD TERYTORIALNY: Sztywny termin wynika z kodeksu wyborczego i znany był od trzech lat, ale formalności stało się zadość — prezes Rady Ministrów zarządził wybory samorządowe na niedzielę 16 listopada.

Koniec kadencji różne ma twarze 2

Stacja metra w Warszawie. Fot. WM

Dwa tygodnie później, czyli 30 listopada, odbędzie się w części gmin dogrywka wójtowsko-burmistrzowska. Rozporządzenie ogłoszone zostanie 27 sierpnia i wtedy formalnie wystartuje kampania. Realnie trwa ona jednak od zakończenia wyborów do Parlamentu Europejskiego, jako ich naturalne przedłużenie.

Im bliżej końca kadencji, tym głośniej o oddawaniu samorządowych inwestycji. Najbardziej znanym w całej Polsce przykładem jest centralny odcinek drugiej linii stołecznego metra. Akurat redakcja „PB” jest nim wyjątkowo zainteresowana, jako że jedną ze stacji mamy o rzut beretem. Ale podobnie ważne lokalnie inwestycje, których terminy ukończenia wypadają jesienią 2014 r., można znaleźć w każdej gminie. Trudno uniknąć refleksji, że Polska szybciej by się rozwijała, gdyby wszelkie wybory odbywały się częściej. Corocznie — byłoby przesadą, ale już kadencja dwuletnia to naprawdę bardzo dużo czasu, aby udowodnić sens sprawowania mandatu. Tak funkcjonuje amerykańska Izba Reprezentantów, której skład co dwa lata odnawiany jest w całości! Kongresmeni stale muszą uwzględniać nieodległe wybory, co wcale nie musi się przekładać na uleganie populizmowi.

Koniec kadencji za niecałe trzy miesiące ma również aspekt pozainwestycyjny. Gminne ekipy chcą zdążyć z ukończeniem prac legislacyjnych, zwłaszcza tak trudnych i czasochłonnych jak miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Na szczęście na poziomie samorządu nie działa zasada dyskontynuacji i procedury rozpoczęte przechodzą na następną kadencję. Jak wiadomo, w Sejmie wszystko, co nieukończone — poza obywatelskimi projektami ustaw — trafia do kosza. Dotyczy to nawet projektu… budżetu, który odchodzący rząd musi wnosić aż dwa razy — w starej kadencji oraz powtórnie w pierwszym dniu nowej.

Ambicję pozostawienia po sobie prawnego dorobku, bardzo potrzebnego inwestorom, wypada co do zasady tylko pochwalić. Ale wyścig z czasem powoduje także wypaczenia. W znanej mi gminie koło Warszawy pod naciskiem pazernych deweloperów potulne wobec nich władze pod ciśnieniem kalendarza forsują za wszelką cenę nowelizację planu zagospodarowania przestrzennego, która umożliwi wstawianie między domy jednorodzinne, na każdej wolnej działce, zabudowy wielorodzinnej, nawet do 8 lokali. Projekt ten gwałci obowiązujące w tejże gminie od czterech lat, a więc całkiem świeże, studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Jest także niezgodny z tzw. rysunkiem planu, a podstawą nowelizacji jest nietykanie rysunku. Uchwalony w takim trybie plan jest z góry skazany na unieważnienie przez nadzór prawny wojewody, zatem trudno pojąć, czemu łamiący ustawę proceder w ogóle przychodzi samorządowej ekipie do głowy. Jedyne wytłumaczenie, że ewentualni następcy nie będą tak potulni wobec deweloperów. W takich okolicznościach trudno uniknąć refleksji odwrotnej do zapisanej dwa akapity powyżej — że wybory powinny odbywać się… jak najrzadziej.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski