Kto nawarzył piwa, nie zawsze chce je wypić

Szalejący po świecie kryzys finansowy powoduje pojawianie się  coraz większej liczby pomysłów, które z pewnością nie pochodzą z krainy wolnego rynku. Zamieszanie związane z przyjęciem wartego 700 mld dolarów zastrzyku dla amerykańskiego systemu finansowego, czy ratowanie przed upadłością kolejnych europejskich banków państwowymi pieniędzmi, wywołuje słuszne pytania o granice liberalizmu gospodarczego i państwowego interwencjonizmu. I wszystko wskazuje na to, że ratowanie banków z państwowej kasy to nie koniec – np. w USA 25 miliardowym „zastrzykiem reanimacyjnym” poczęstowano przemysł motoryzacyjny.

Być może niedługo nie tylko Polska, ale i Europa będzie miała swoją „ustawę kominową.” Ministrowie finansów państw UE chcą ograniczyć nadmierne zarobki i odprawy dla menadżerów  – dowiadujemy się z serwisów informacyjnych. Powód? Zgorszenie wywołane wielkimi odprawami, jakie otrzymali menedżerowie upadających, europejskich banków. Szef  francusko-belgijskiego banku Dexia, który miał otrzymać odprawę w wysokości 3,7 mln euro, chociaż w ratowanie kierowanego przez niego banku rząd musiał wpompować 6,4 mld euro – to tylko jeden z licznych i nie najbardziej drastycznych ostatnio przykładów.

Według unijnego projektu, płace kadry zarządzającej powinny w większym stopniu odzwierciedlać wyniki finansowe przedsiębiorstw oraz udział menadżera w sukcesie firmy. Chociaż pomysłodawcy deklarują, że chcą pozostawić politykę płacowa w rękach udziałowców, projekt zakłada zwiększenie kontroli akcjonariuszy nad zarobkami menadżerów najwyższego szczebla i ich przejrzystość.

Jak ocenić tę unijną propozycję? Pomysły centralnego sterowania zarobkami menedżerów, pojawiające się nie tylko w Europie, mogą budzić niepokój. Z drugiej strony, skoro państwo ratuje banki przed upadłością ze „swojej” kasy, trudno się dziwić, że ma apetyt na większą kontrolę. Analizując skutki nieprzemyślanych decyzji bankowców, trudno nie przypomnieć sobie porzekadła „Naważyłeś piwa, teraz je wypij”. Tyle że zbyt wielu chętnych do picia nie widać, a kac moralny przydałby się w tej sytuacji wielu menedżerom. Nie oznacza to jednak, że wszystkie obostrzenia, rygory, zakazy wprowadzane w konsekwencji kryzysu mogą odnieść pozytywny skutek. Pod wpływem kryzysowych napięć łatwo o emocjonalne decyzje, które – kiedy wszystko się uspokoi – trudno będzie wycofać. Myślę, że raczej warto zastanowić się, dlaczego zawiodły wszelkie mechanizmy kontroli i nadzoru w instytucjach finansowych – zarówno te wewnętrzne, jak i zewnętrzne, państwowe. Dlaczego tolerowano tak długo absurdalnie wysokie wynagrodzenia kadry menedżerskiej, nie próbując ich odnieść do rzeczywistego stanu zarządzanych instytucji.

Zresztą, kwestia wynagrodzeń jest sprawą marginalną, choć z pewnością bulwersującą opinię publiczną.  Dobrze byłoby nie poprzestać na ukaraniu winnych i odebraniu im nienależnych apanaży, ale zaprojektować zręby nowego ładu finansowego, i to już chyba w skali światowej.

 

Andrzej Arendarski