Legalne strajki są śmieszne

Strajki, wszędzie strajki. Każda szanująca się organizacja związkowa musi planować strajk. Jest to forma dialogu pomiędzy pracodawcą a pracownikami. Pies nie szczeka gdy je, tak samo pracownik nie może pracować w czasie negocjacji. Pracodawcy są bezradni, dlatego chcą zmienić prawo tak, by sądy mogły orzekać o legalności strajków. Absurd.

W trakcie studiów jak większość młodych Polaków jeździłem  za granicę do pracy. Pech chciał, że dałem się zrobić w konia i pojechałem robić za parobka we francuskiej wsi. Praca była ciężka i średnio płatna. Ja ogólnie nie nadaję się do zbieractwa więc zarabiałem mniej niż pozostali. Pogodziłem się z tym. Niestety był to czas, kiedy kurs euro był bliższy 3 zł. Polacy nie byli z tego zadowoleni, bo rok wcześniej pracując w taki sam sposób zarabiali 25% więcej. A te 25% było bardzo potrzebne na bieżące wydatki, np. cotygodniowy transport tytoniu z nad Wisły.

Strajk we Francji to normalka

Francuz nie chciał dać podwyżek chociaż miał 10 albo 20 krotną przebitkę. Polaków to denerwowało. Strasznie denerwowało. Moment krytyczny nastąpił, gdy przyjechał na pole nowiutkim mercedesem. Widok nieziemski – kucający Polacy i Francuz w kaloszach jadący luksusowym autem za ubłoconym traktorem. Ostatecznie rolnik przekazał nam wiadomość, że praca była ciężka, ale niestety dzisiaj nie będzie kolacji, bo kuchnia się popsuła. W zamian za to proponuje kanapki. Na marginesie ohydne. No cóż, mówi się trudno… ale Je ne suis pas la chien – pomyślał pewien zbieracz, co w wolnym tłumaczeniu oznaczała dla niego, że nie jest psem. Ogłoszono strajk. Ludzie się wyłożyli, wyciągnęli papierosy i czekali, na reakcje francuskiego przedsiębiorcy. Wszak powinien być przyzwyczajony do strajków.

Cóż to była za litania. W efekcie, po „długich” ledwie godzinnych negocjacjach zgodził się podnieść pensje o parę centów euro, zamówił wszystkim kolacje, piwo i przeprosił za swoje brzydkie zachowanie względem ludzi pracy. Przeprosił, bo wiedział, że jeśli tego nie zrobi, to będzie miał straty. Nikt nie pisał wniosku z ogłoszeniem strajku. Informacja była spontaniczna i skuteczna. Swoją droga Polacy też wiedzieli, że nie mogą przegiąć, bo Francuz zawsze może ich zwolnić i przyjąć dwa razy tańszych Rumunów. Ale udało się i wszyscy byli zadowoleni.

Do czego zmierzam?

Otóż strajk to nie zabawa. To gra, negocjacje. Wyraźny spór i walka o osiągnięcie kompromisu, który nie zniszczy wszystkich. To sposób na przywrócenie równowagi. Oficjalne strajki zapowiedziane dużo wcześniej to kpina z tej formy protestu. W końcu pracodawca może się wtedy do niego przygotować i pokazać, tak jak było na Śląsku, że 80% strajkujących można zastąpić prowizorką. Taki protest nie ma prawa się udać.  Telewizja przyjedzie i pojedzie.

Korzystają na tym tylko szefowie związków, którzy pokażą, że są cywilizowani, co zwiększy ich szanse mandat poselski. Przeciętny pracownik, który chce te 10% podwyżki tak samo jak prezes spółki, skorzysta na tym tylko tyle, że sobie jeden dzień nie popracuje, a w przyszłości będzie pierwszy w kolejce do zwolnienia. Szkoda na to czasu.

Nielegalne strajki

Co więcej, pracodawcy chcą, by sądy rozstrzygały o legalności strajków. Słucham? Ludzie są wolni i po prostu jak nie chcą pracować, to przestają. Co się stanie, jak okaże się, że strajk był nielegalny? Pracodawca będzie mógł wszystkich zwolnić? I tak może to zrobić. Po prostu zwija biznes. A może ludzi należy wsadzać do więzienia za to, że chcą zarabiać więcej?

Pracodawca i tak nie może wszystkich zwolnić, bo skończy jak bohaterowie „Germinal” Emila Zoli. Lepiej nie ryzykować i jednak próbować negocjować. Ale z pracownikami, a nie z ludźmi, którzy pod postacią legalnych organizacji związkowych tworzą zalążki partii politycznych. Z nimi nie ma o czym rozmawiać, bo to populiści. Przeciętnego pracownika ucieszą drobne zmiany, ale muszą mieć wymierny charakter. Prezesi związków zawsze będą chcieli walczyć, bo to zbliża ich do celu jakim jest władza.

Nie jestem fanem protestów, bo to oznacza, że coś działa źle

Ale skoro już się pojawiają to świetna okazja do zastanowienia się nad tym jak to naprawić i zacząć to robić. Z drugiej strony w Korei Płn. nie ma protestów i podejrzewam, że życie idealne nie jest. Nie zmienia to faktu, że nie powinno się robić farsy z poważnych spraw, a tym są właśnie „legalne strajki”.

Brzmi to socjalistycznie, ale uwaga – prawo do protestu mają też przedsiębiorcy, kapitaliści, księża, każdy. Nie tylko pracownicy PKP. Kapitalista też ma prawo zdenerwować się na jęczącą załogę i po prostu zwolnić wszystkich, sprzedać majątek i zacząć biznes gdzieś indziej.

 

 

 

 

 

 

 

 

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak